Trudny Dzień Matki, czyli rodzic w domu czy ośrodku opieki?

Zdj. ilustracyjne /©123RF/PICSEL

- Oddałam mamę do domu opieki. Musiałam. A i tak mam wyrzuty sumienia – mówi Dorota. Z kolei matka Agnieszki od kilku lat jest sparaliżowana. Trzeba ją karmić, myć, przebierać, ale została w domu. - Nigdy bym jej nie oddała - zapewnia Agnieszka. W Dzień Matki łatwo składać życzenia, ale prędzej czy później każdy stanie przed dylematem, co zrobić ze starzejącym się rodzicem. Nie ma na to jednej odpowiedzi.

Każdy dom to inna historia

Reklama

Matka Doroty zachorowała na Alzheimera 20 lat temu. Pięć lat temu zmarł ojciec Doroty. Od tego czasu to ona zajmowała się matką, której stan się pogarszał i trzeba było podjąć trudną decyzję. Wymagała 24-godzinnej opieki, siedem dni w tygodniu. Wraz z mężem zatrudnili opiekunkę, ale ta opcja się nie sprawdziła. Matka Doroty była agresywna, musiała trafić do specjalnego zakładu. Dorota odwiedza ją co drugi dzień. - A i tak mam wyrzuty sumienia - mówi.

W rodzinie Eweliny wszystko układało się modelowo. Miała dobrą pracę, z mężem stworzyli szczęśliwy dom. Wyjeżdżali na wakacje, mieli wielu przyjaciół. Pewnego dnia matka Eweliny dostała udaru mózgu. Całe dotychczasowe życie trzeba było przewartościować. Nigdy nie było pytania "czy", tylko "jak" zająć się chorą matką. Ewelina rzuciła pracę, została w domu. Jej matka miała jeszcze dwa udary, została przykuta do wózka. Po ośmiu latach walki z chorobą odeszła. - Od jej śmierci minął rok, a ja oddałabym wiele, by choć jeszcze raz na nią spojrzeć, zająć się nią... - żałuje Ewelina.

Reklama

Ewa płacze do dziś. Ma wyrzuty sumienia. Chciała zaopiekować się chorym ojcem, ale nie potrafiła. Pan Stanisław uważał, że córka chce mu zrobić krzywdę. Regularnie korzystał z telefonu. Nie dzwonił jednak do starych znajomych, a wykręcał tylko jeden numer - 112. Opowiadał policjantom, że córka się nad nim znęca. Mówił, że jest więziony, zaniedbywany i głodzony. Chciał trafić w lepsze miejsce. Ewa oddała ojca do domu opieki. Po kilku miesiącach ten zmarł. Minęło kilka lat, a Ewa wciąż ma wyrzuty sumienia. W małej miejscowości, w której mieszka, jest wytykana palcami.

Matka Agnieszki od kilku lat jest całkowicie sparaliżowana. Nie mówi, nie chodzi, wymaga całodobowej opieki. Trzeba ją karmić, myć, przebierać, masować. Agnieszce w opiece nad matką pomaga mąż, który pracuje, zajmuje się dziećmi. - Jest kochany. Bez jego pomocy niewiele by się udało. Hospicjum? Jest dobre dla ludzi samotnych, a moja mama ma rodzinę. Nigdy bym jej tam nie oddała - deklaruje.

Każdy dom to inna historia. Wszystkie wiąże jedno pytanie - co zrobić ze starzejącym się rodzicem. Prędzej czy później zadaje je sobie każdy. Wrócić do rodzinnego domu? Wziąć do siebie? Wynająć opiekuna? Oddać rodzica do domu opieki? A może wcale się nim nie zajmować, bo "jakoś sobie poradzi"? Żadna z odpowiedzi nie jest łatwa. Każda potęguje kolejne pytania, rodzi niepokój.

Starość mniej szczęśliwa

Ludzie starsi w Polsce nie są szczęśliwi, a potwierdzają to najnowsze wyniki badań Głównego Urzędu Statystycznego. W większości czują się niepotrzebni, odrzuceni, pozostawieni sami sobie. Problemami nie dzielą się z dziećmi, bo nie mają w nich odpowiedniego wsparcia. Są i tacy, którzy nie chcą zaprzątać im głowy, bo dzieci "mają przecież swoje życie".

Niektórzy starsi ludzie wolą usunąć się w cień. Nie chcą być ciężarem. Wiedzą, że trudnych chwil będzie coraz więcej. Sami proszą, by "młodzi" się ich pozbyli, oddali do specjalistycznego ośrodka i żyli po swojemu. Choć prawdopodobnie takim ludziom pęka serce, uważają, że to najlepsza droga. Inni zdają się na los dzieci. "Jak zdecydują, tak będzie" - mówią. I czekają.

Są też tacy, którzy nie potrzebują pomocy. Radzą sobie do końca. A jeśli nie, to tak im się wydaje. Nie dopuszczają do siebie myśli opuszczenia domu. Mówią, że "starych drzew się nie przesadza". Zazwyczaj zostają tam aż do śmierci.

Jeszcze inni są roszczeniowi. Uważają, że obowiązkiem dziecka jest opieka nad starszym rodzicem. Mają wymagania. Żądają, nie proszą. Narzekają. Wywierają presję i poczucie winy.

Nie ma jednej recepty

- Mówi się, że "trzeci wiek" obejmuje okres od 65. do 95. roku, a zatem 30 lat życia. Jest to jednocześnie okres stopniowej utraty pracy, bliskich, marzeń oraz pełnej sprawności fizycznej i intelektualnej. Często osoby w podeszłym wieku wymagają specjalistycznej pomocy medycznej, którą trudno jest zapewnić rodzinie w warunkach domowych. Podjęcie takich prób kończy się wypaleniem rodziny, rezygnacją z własnego życia na rzecz życia rodzica - uważa Małgorzata Bajor, psychoterapeuta, koordynator pomocy psychologicznej dla ludzi w podeszłym wieku w Instytucie Studiów Psychoanalitycznych.

Każdą sytuację trzeba rozpatrywać indywidualnie. Jedni mają możliwość opieki nad rodzicem we własnym domu, inni nie. Osobną kwestią są choroby, które z czasem pojawiają się częściej. Niektóre powodują, że chory wymaga nieustannej opieki. Dorota mówiła o matce chorej na Alzheimera, z kolei matka Eweliny była po kilku udarach, a Agnieszki - sparaliżowana. Przykłady można mnożyć.

Podobne doświadczenia mają czytelnicy Interii, którzy na facebookowym profilu Interia Fakty, dzielili się z nami swoimi przeżyciami. Większość zarzeka się, że nigdy nie odda rodzica do specjalistycznego ośrodka. W odpowiedzi padają historie chorób starszych osób, które niszczyły ambitne założenia. Dom opieki stawał się koniecznością. Ale niemal za każdym razem była to szalenie trudna decyzja.

Dom domowi nierówny

Dorota: - Gdy już podjęłam decyzję o umieszczeniu matki w ośrodku, to i tak odbiłam się od ściany. W wielu takich domach nie ma po prostu miejsc. Musiałam czekać, a gdy już udało mi się coś załatwić, to w pierwszym okresie płaciłam 3300 zł za miesiąc. Teraz NFZ bierze 70 proc. emerytury mamy.

Dziś założenie domu opieki jest dochodowym biznesem. Takie ośrodki rosną jak grzyby po deszczu. Kilka lat temu podobnie było z przedszkolami. Współczesne społeczeństwo wciąż biegnie, goni, nie ma czasu. Nie tylko na opiekę nad dzieckiem, a tym bardziej na opiekę nad rodzicem.

Ceny w domach zaczynają się od kilkuset złotych miesięcznie, a kończą się w prywatnych placówkach na kilku tysiącach. W specjalnych ośrodkach starsi mogą liczyć na całodobową opiekę. Doglądają ich specjaliści. O zdrowie fizyczne rodzica raczej można być spokojnym. Osobna sprawa to uczucia, bo choć często matka czy ojciec rozumie wiele, to i tak tęskni. A smutek przeradza się w przygnębienie i gorszą kondycję psychiczną.

- Dlatego tak ważne jest, by dom opieki oferował pomoc psychologiczną. Psychoterapia pomaga w akceptacji sytuacji, w jakiej człowiek starszy się znalazł - podkreśla Małgorzata Bajor.

Przy wyborze placówki, trzeba jednak uważać. Nie każdy dom opieki jest taki sam. Niektóre są fachowe i oferują znakomitą pomoc, inne liczą głównie na zyski lub ich pracownikom po prostu brakuje empatii. Wielu naszych czytelników pisało, że "rozważy opcję umieszczenia rodzica w domu opieki, o ile ten zaoferuje odpowiednią jakość".

Dorota: - Mam w głowie jeden obrazek. Pewnego dnia przyjechałam w odwiedziny do mamy o innej porze niż zwykle. Weszłam do głównej sali, gdzie ci starsi ludzie byli ustawieni obok siebie, na wózkach inwalidzkich, jak podczas zbiórki w wojsku. Ich wzrok był otępiały. Ten obrazek przy mnie został. Po czymś takim nie można zasnąć. Często takie domy są przeludnione. Skromny jest także personel. Obsługa nie jest najlepiej wynagradzana i chyba nie jest to praca marzeń. Nie zawsze więc opieka jest na najwyższym poziomie.

W jednym z takich domów pracował Przemek. Przyznaje, że ośrodki różnią się między sobą jakością warunków i opieki. Różny jest też stan zdrowia pacjentów. Zwykle są schorowani, ale są i tacy, którzy cieszą się dobrym zdrowiem. Jedni trafiają tam na własne życzenie, innych oddaje rodzina. Każdy to oddzielny przypadek. - Znałem jedną panią, która traktowała moje córki jak swoje wnuczki. Nie miała rodziny, sprzedała dom i przyszła do domu opieki - wspomina Przemek.

Landrynki na osłodę

Ocena postępowania ludzi, którzy oddają rodziców do domu opieki, jest z pozoru zerojedynkowa. Poszczególne historie pokazują jednak, że zawsze jest to decyzja bardzo trudna. I niemal zawsze w tych ludziach pozostają wyrzuty sumienia.

Małgorzata Bajor: - Często decyzja o przeprowadzce do domu opieki wiąże się z ograniczonymi siłami i możliwościami rodziny. Nierzadko dzieci starszych osób mieszkają i pracują za granicą. Rezygnacja z pracy na rzecz opieki nad chorym, niedołężnym rodzicem pozbawiłaby całą rodzinę środków do życia.  Zdarza się też, że starsze osoby same proszą rodzinę o pomoc w umieszczeniu ich w takim domu. Całodobowa opieka daje wtedy poczucie ulgi. Również towarzystwo osób w podobnym wieku może mieć korzystny wpływ. Starsze osoby wstydzą się swojego niedołęstwa i ograniczeń związanych z procesem starzenia się, a wśród osób z podobnymi problemami te ograniczenia nie są aż tak przerażając - zauważa. - Bez względu jednak na decyzję, gdzie rodzice spędzą ostatnie lata, istotna jest więź między nimi a dziećmi. To ona decyduje o tym, jak bardzo zaangażowane są dzieci w opiekę nad rodzicami, w troskę o ich zdrowie, w okazywanie uczuć. To dobre relacje rodzinne i silna więź sprawiają, że bez względu na miejsce zamieszkania rodzice nie czują się opuszczeni czy osamotnieni - podkreśla Bajor.

Patrycja Tomczak, w tekście do piosenki "Landrynki" Edyty Geppert pisze, że tęsknota ludzi starszych za młodszą rodziną bywa ogromna: "Daremnie wzrok wbijają w drzwi, tuląc w objęciach tych, co znów nie zdążyli przyjść, wnuki na zdjęciach".

Dziś Dzień Matki. Może trzeba coś zrobić, by na starość rodzicom nie zostały tylko landrynki?

*

Serdeczne podziękowania dla czytelników facebookowego profilu Interia Fakty, których komentarze pomogły w przygotowaniu tekstu.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy