​Dekret Donalda Trumpa, który umknął uwadze, a nie powinien

W dyskusjach o sensowności muru na granicy z Meksykiem i "muzułmańskim zakazie" mogła zapodziać się gdzieś informacja o prezydenckim dekrecie nie mniej istotnym - poleceniu rewizji regulacji zawartych w ustawie Dodda-Franka. Regulacje te miały chronić gospodarkę przed powtórką z kryzysu finansowego, który wybuchł w 2008 roku.

Ustawa Dodda-Franka została uchwalona w 2010 roku. Jej nazwa pochodzi od autorów - dwóch demokratycznych kongresmenów: Christophera Dodda i Barneya Franka.

Reklama

Przepisy były odpowiedzią na kryzys, który wybuchł w 2008 roku. Intencją Dodda i Franka było ograniczenie działalności banków i instytucji finansowych w taki sposób, by niemożliwe stały się nadmiernie ryzykowne spekulacje.

Ustawa powołała do życia m.in. biuro ochrony klientów usług finansowych, reprezentujące interesy "szarych obywateli" wobec wielkich banków.

Oprócz tego utworzono rządowy nadzór monitorujący rynki finansowe pod kątem potencjalnych zagrożeń.

W ustawie znalazło się sporo prokonsumenckich zapisów, godzących w interesy wielkich banków.

Republikanie krytykują ustawę Dodda-Franka za przesadne regulowanie wolnego rynku, z kolei najbardziej progresywni demokraci uważają, że to krok w dobrym kierunku, ale krok zbyt zachowawczy.

Donald Trump nie ukrywa, jaka intencja stoi za jego dekretem.

"Dodd-Frank to katastrofa" - oznajmił w swoim charakterystycznym, nieznającym odcieni szarości stylu.

Nie jest żadną tajemnicą, że na zniesienie ustawy naciska otoczenie Donalda Trumpa powiązane z bankiem Goldman Sachs, a więc: sekretarz skarbu Steven Mnuchin, szef rady gospodarczej przy prezydencie Gary Cohn czy główny strateg rządu Steve Bannon. 

Mnuchin wprost oświadczył, że banki powinny mieć możliwość pożyczania i inwestowania bez żadnych ograniczeń.

"Zaatakujemy wszystkie aspekty Dodda-Franka" - zapowiedział z kolei Gary Cohn, który, odchodząc z Goldmana, zainkasował 280 milionów dolarów (odprawa plus odsprzedanie udziałów). To właśnie Cohn stał przy prezydencie, gdy ten rzeczony dekret podpisywał. Stała przy nim również republikanka Ann Wagner, członkini Kongresu, która współtworzyła dokument.

"To wielki dzień dla Amerykanów" - stwierdziła Wagner.

Prezydent Trump w swoich, suflowanych przez Wall Street, deregulacyjnych zapędach poszedł jeszcze dalej; wstrzymał bowiem realizację ustanowionej w czasach prezydentury Baracka Obamy zasady, wedle której doradcy finansowi, przedstawiając warianty emerytalne, mają obowiązek stawiać finansowy interes swoich klientów na pierwszym miejscu.

Brak tej zasady powodował, że sprzedawcy tak manipulowali klientami, by kupowali oni usługi finansowe, od których sprzedawcy mieli najwyższe prowizje. Sami klienci na nich niejednokrotnie tracili. "Reguła powiernicza" - bo tak nazwano nowe przepisy - miała te praktyki ukrócić.

Po tym, jak Donald Trump podpisał dekret o rewizji ustawy Dodda-Franka, giełdowe notowania Goldman Sachs natychmiast wzrosły o 4 proc.

Dowiedz się więcej na temat: Donald Trump

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje