Dlaczego Norwegowie nie chcą do Ameryki

Donald Trump na tle flag Norwegii i USA /AFP

Na spotkaniu z senatorami Donald Trump domagał się, by do USA przybywało więcej imigrantów z krajów takich jak Norwegia. Bo jakoś dziwnym trafem się nie garną.

Reklama

Poirytowany prezydent miał pytać senatorów, dlaczego do Ameryki przybywają głównie imigranci z takich "zadupiów" jak Haiti. Stany powinny ściągać więcej Norwegów - postulował.

Donald Trump zaprzeczył, by użył określenia "shithole countries", natomiast nie wycofał się z tego toku rozumowania.

Reklama

Być może prezydent USA, wbrew zarzutom, że niczego nie czyta, odnalazł w raportach informację, że imigracja z Norwegii konsekwentnie spada od pięciu lat. W 2016 roku do USA wyemigrowało 502 Norwegów - na 5,3 mln nowo przybyłych ogółem.

Przy takiej skali śmiało można powiedzieć, że Norwegowie do USA nie emigrują. Dlaczego?

Może dlatego, że w Norwegii zarabia się średnio 300 dolarów więcej (już po uwzględnieniu siły nabywczej pieniądza, a więc horrendalnych cen w Norwegii)?

Może dlatego, że dochód narodowy na mieszkańca jest w Norwegii o 13 tys. dolarów wyższy?

Może dlatego, że pracownicy w USA nie mają gwarantowanego prawem urlopu, płatnego urlopu macierzyńskiego, opieki medycznej?

Może dlatego, że średnia oczekiwana długość życia w Norwegii wynosi 82 lata, a w USA 79?

Może dlatego, że w Stanach umiera ponad dwukrotnie więcej niemowląt (2,5 zgonów na tysiąc urodzeń w Norwegii i 6,5 w USA)?

Może dlatego, że norweska służba zdrowia pod względem podstawowej opieki, infrastruktury i profilaktyki plasuje się na 7. miejscu na świecie, podczas gdy amerykańska na 30.?

Może dlatego, że w USA dochodzi do 4,88 morderstw na 100 tys. mieszkańców, a w Norwegii do 0,56, co czyni ją jedno z najbezpieczniejszych państw na świecie?

Może dlatego, że średnie roczne czesne na amerykańskim, publicznym uniwersytecie wynosi 8,7 tys. dolarów, a w Norwegii okrągłe zero?

Może dlatego, że w Norwegii nieporównanie bardziej rozwinięty jest transport publiczny?

Może dlatego, że w rankingu wolności słowa Norwegia zajmuje 1. miejsce, a Stany Zjednoczone dopiero 43.?

A może dlatego, że Norwegowie są najszczęśliwszym narodem świata, podczas gdy Amerykanie zajmują w tej klasyfikacji 14. pozycję?

Przyjdzie taki dzień, że będziemy mieli Oslo w Waszyngtonie?

Dane Departamentu Bezpieczeństwa układają się w logiczną całość: poza nielicznymi w sumie wykształconymi specjalistami z krajów rozwiniętych, o których tak marzy Donald Trump, do USA emigrują przede wszystkim niewyedukowani obywatele krajów, w których zarobki i poziom życia są dużo niższe. W dokumentach dotyczących uzyskania prawa do stałego pobytu w 2016 roku dwa najpopularniejsze wskazania w rubryce zawód to "brak" (565 tys.) i "nieznany" (360 tys.).

W 2016 roku do Stanów wyemigrowało np. aż 169-krotnie więcej Dominikańczyków niż Norwegów oraz, co szczególnie prezydenta zabolało, 65-krotnie więcej Haitańczyków.

Na złość prezydentowi nie osiedlają się w USA natomiast wspomniani Norwegowie oraz Duńczycy, Finowie, a niewiele ponad tysiąc Szwedów w 2016 r. też wielkiego wrażenia nie robi.

Co musiałoby się stać, żeby Norwegowie zechcieli chociaż spojrzeć na Amerykę? Przede wszystkim najpotężniejsze państwo świata musiałoby wprowadzić usługi publiczne na wysokim poziomie, zwłaszcza darmową edukację i opiekę zdrowotną, zaimplementować podstawowe elementy państwa opiekuńczego, zapewnić pracownikom wysokie zarobki i bezpieczeństwo socjalne, zniwelować skrajne nierówności społeczne i wyraźnie ograniczyć przestępczość. Bułka z masłem?

Co ciekawe, Oslo w Waszyngtonie marzy się samym Amerykanom. Według badań zdecydowana większość obywateli popiera podniesienie płacy minimalnej, większe obciążenia podatkowe dla najbogatszych i wielkich korporacji, płatny urlop macierzyński i zwolnienie lekarskie, ograniczenie dostępu do broni, zniesienie czesnego za studia czy publiczną służbę zdrowia (choć tu przewaga zwolenników jest akurat nieduża).

Politycy argumentują, że państwa na to nie stać (co łatwo obalić np. wskazując na gigantyczne koszty per capita niewydolnego, obecnego systemu opieki zdrowotnej w porównaniu choćby ze służbą zdrowia kanadyjską). Ale przede wszystkim zmian na korzyść pracowników nie życzy sobie kapitał finansujący kampanie wyborcze polityków miliardami dolarów.

Dopóki tak się dzieje, dopóty Norweg Trumpowi satysfakcji nie uczyni.

Obserwuj autora na Facebooku i na Twitterze.

Dowiedz się więcej na temat: USA | Donald Trump | Norwegia

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje