Dwie prawdy o Wenezueli

Protest w Caracas /AFP

Zachodnia lewica miota się w sprawie Wenezueli, więc światowe media zdominowała jedna, skądinąd triumfalna, narracja: o upadku socjalistycznej rewolucji Hugo Chaveza.

Reklama

Sytuacja w Wenezueli jest dramatyczna. Brakuje jedzenia, leków, nieustannie wybuchają zamieszki, w których giną ludzie, a prezydent Nicolas Maduro przeobraża się w dyktatora.

A jeszcze kilka lat temu Wenezuela pod rządami Hugo Chaveza była ukochanym krajem zachodniej lewicy.

Reklama

Chavez zerwał z neoliberalnymi reformami, oparł się presji zachodnich rządów i instytucji, zamiast prywatyzować nacjonalizował, i dzięki pieniądzom ze sprzedaży ropy zaczął walczyć z biedą i analfabetyzmem. Skutecznie. Odsetek gospodarstw domowych żyjących poniżej granicy ubóstwa pod rządami Chaveza spadł z ponad 23 proc. do 8 proc. Analfabetyzm udało się zlikwidować praktycznie całkowicie.

Historyk Greg Grandin wskazywał na znaczący postęp w służbie zdrowia, długości życia, bezpieczeństwie socjalnym, większym zaangażowaniu obywateli w proces demokratyczny, wreszcie dopuszczeniu do głosu biedniejszej części społeczeństwa. Jednocześnie przywódca uderzył w miejscową oligarchię.

Hugo Chavez zmarł w 2013 roku. Wybory prezydenckie wygrał dotychczasowy wiceprezydent Nicolas Maduro.

Gdy ceny ropy zaczęły spadać (z 60 dolarów za baryłkę do 25 dolarów!), gospodarka się zawaliła, a zdesperowany Maduro robi wszystko, by zabetonować swoją władzę i stłamsić opozycję.

"Gdzie są ci wszyscy lewicowi intelektualiści, którzy rozpływali się nad Wenezuelą?" - pyta "Los Angeles Times". "10 znanych postaci, które wychwalały socjalistyczne piekło" - wylicza konserwatywny Breitbart, wymieniając m.in. Seana Penna czy Olivera Stone'a. "Interwencjonizm państwowy zdewastował Wenezuelę i doprowadził ją do totalitaryzmu. - A nie mówiłem? - mógłby stwierdzić Friedrich Hayek" - czytamy w "Dzienniku Gazecie Prawnej".

To dziś dominujący sposób mówienia o Wenezueli. Nic dziwnego. Lewica wykazuje daleko idącą bezradność.

Symetrysta Corbyn

Szef brytyjskiej Partii Pracy Jeremy Corbyn, przyjaciel Chaveza, który osobiście, w wenezuelskiej telewizji, gratulował Maduro zwycięstwa w wyborach, w trakcie kryzysu w ogóle przestał się o Wenezueli wypowiadać. Gdy dziennikarze przycisnęli go w sprawie krwawych zamieszek, 68-letni polityk potępił przemoc "po obu stronach", ale nie chciał odciąć się od prezydenta Maduro.

Corbyn podkreślił, że "jest bardzo zasmucony" informacjami o ofiarach zamieszek, ale znów podkreślił, że byli to zarówno protestujący, jak i służby bezpieczeństwa.

"Przemoc nie rozwiąże problemów Wenezueli" - powiedział Corbyn, a o kryzys w tym kraju obwinił zbyt duże uzależnienie gospodarki od cen ropy.

Lider opozycji w bardzo zawoalowany sposób odniósł się do autorytarnych działań Maduro.

"Musi wywiązać się dialog w poszanowaniu niezależności sądownictwa i praw człowieka" - usłyszeli dziennikarze.

Lewicowy amerykański senator Bernie Sanders, jeszcze kiedy ubiegał się o prezydencką nominację, zapytany o Wenezuelę, wymigał się od odpowiedzi: "Oczywiście mam zdanie na ten temat, ale jestem skupiony na kampanii wyborczej".

Owen Jones z "Guardiana" w telewizji Sky mówił o socjalistycznych rządach Urugwaju i Boliwii, które radzą sobie dobrze i o hipokryzji konserwatystów, którzy krytykują Wenezuelę, ale sprzedają broń Arabii Saudyjskiej. O samej Wenezueli Jones mówił najmniej.

Reżyser Michael Moore stwierdził w Channel 4, że Chavez był na "właściwiej ścieżce", ale nie zna (Moore) szczegółów ostatnich wydarzeń, a Ameryka nie powinna się wtrącać do wewnętrznych spraw tego kraju.

Niejasne jest obecne stanowisko byłego sojusznika Chaveza, premiera Grecji Aleksisa Ciprasa; hiszpański Podemos natomiast Maduro... popiera; z kolei lider skrajnej lewicy we Francji Jean-Luc Melenchon cieszył się ze zwycięstwa Maduro, ale teraz, pytany o ocenę jego rządów, odparł, że "nie popiera i nigdy nie popierał żadnej dyktatury".

W tym gronie, jednym tchem, wymienia się jeszcze amerykańskiego filozofa Noana Chomskiego. Niesłusznie.

- Chomsky miał ten stosunek zróżnicowany i on nadużycia władzy wskazywał już wcześniej. To jest nieprawda, że on się nie potrafił zachować w tej sprawie - powiedział Interii reportażysta Artur Domosławski.

Rzeczywiście, Chomsky otwarcie krytykował nadużycia i błędy Chaveza i otwarcie krytykuje nadużycia i błędy Maduro - zarówno jeśli chodzi o aspekt wolnościowy, jak i kwestie gospodarcze.

Maduro to nie Chavez

Dlaczego lewica nie potrafi odciąć się od ewidentnie antydemokratycznych działań, jak choćby zarządzone przez Maduro wybory do konstytuanty?

- Nie wiem, dlaczego Corbyn nie potępił Maduro - mówi Interii prof. Santiago Zabala, filozof z uniwersytetu Pompeu Fabra w Barcelonie. - Mogę tylko mieć nadzieję, że nie chciał, byśmy zapomnieli, iż "chavismo" to jedno, a działania Maduro w ostatnich dwóch, trzech latach to co innego. To bardzo ważne rozróżnienie. Niestety, Zachód próbuje wykorzystać to, co dzieje się obecnie, by zdyskredytować wszystko.

Profesor Zabala zwraca uwagę, że stawianie znaku równości między Chavezem a Maduro to manipulacja. Co prowadzi nas do pytania, czy Hugo Chavez rzeczywiście był przywódcą autorytarnym?

- Nie bardziej niż George W. Bush - uważa nasz rozmówca. - Głośna była sprawa więzionych polityków, ale to nie byli więźniowie polityczni, tylko politycy w więzieniach. To zupełnie co innego. Mamy wystarczająco dużo dokumentów i przesłanek, by uznać, że Chavez nie był autorytarnym przywódcą, jakim stał się Maduro.

Przybliżmy zwięźle argumenty obu stron.

Krytycy socjalistycznych rządów Chaveza wymieniają m.in.: podporządkowanie Sądu Najwyższego i wpływanie na wymiar sprawiedliwości (sprawa sędzi Afiumi, w przypadku której interweniował zresztą Chomsky), ograniczanie wolności mediów i organizacji pozarządowych, organizowanie lokalnych bojówek wspierających rząd, wychwalanie Kim Dzong-Ila i Fidela Castro, wsadzanie opozycjonistów za kratki - do czego odnosił się powyżej prof. Zabala.

Zwolennicy Chaveza wskazują, że wygrywał on demokratyczne wybory, bez żadnych fałszerstw, a weneuzelski system wcale nie miał charakteru autorytarnego (czego dowodem fakt, iż obecnie to opozycja ma większość w parlamencie - co jest bardzo nie w smak Maduro). Ponadto to Chavez chciał, by wpisać do konstytucji możliwość odwołania prezydenta w połowie 6-letniej kadencji. Takie referendum raz się odbyło, Chavez do niego dopuścił i wygrał je - znów bez żadnych fałszerstw, typowych przecież dla dyktatorskich rządów. 

Konstytucja Chaveza "opiera się na bardzo silnych mechanizmach demokratycznych" - konkludował... krytyk Chaveza Luis Vicente Leon.

W kontekście mediów wskazywano, że sektor prywatny dominował i niejednokrotnie sprzyjał opozycji, a "autorytaryzm" Chaveza przejawiał się po prostu w rządowej propagandzie w mediach publicznych.

Jak na tle poprzednika prezentuje się Maduro? Dużo, dużo gorzej. Powołał do życia konstytuantę, czyli tak naprawdę swój własny parlament, który ma zmienić konstytucję i wzmocnić jego władzę; w wyborach do konstytuanty nieprawidłowości już stwierdzono (mówi się o milionie doliczonych głosów). Maduro nie dopuścił do legalnego referendum w sprawie swojego odwołania, wymienił sędziów Sądu Najwyższego na służalczych gamoni i przestępców (wśród sędziów jest m.in. morderca), zawiesił wybory regionalne. Za jego rządów korupcja, która już za Chaveza miała miejsce, osiągnęła zatrważające rozmiary.

Już na marginesie dodajmy, że Chaveza i Maduro znacząco różni podejście do ochrony środowiska. Tam, gdzie Chavez wydobywania surowców zakazywał, Maduro ochoczo rozdaje koncesje.

Pozostali gracze

Santiago Zabala apeluje, by mówiąc o kryzysie wenezuelskim, nie zapominać o opozycji i Stanach Zjednoczonych (inni szatani byli tu czynni, cytując prezesa cytującego poetę). Według Zabali, opozycja ucieka się do przemocy i blokady dóbr, natomiast Stany od początku zwalczają socjalistyczne rządy, mimo ich demokratycznego mandatu - wspierały pucz z 2002 roku i finansują opozycję. Według naszego rozmówcy za opozycją stoi także lobby prywatyzacyjne. Z kolei sankcje USA, na równi ze spadającymi cenami ropy, przyczyniły się, zdaniem eksperta, do załamania wenezuelskiej gospodarki.

"Waszyngton wyrządził Wenezueli ogromne szkody, od 15 lat dążąc do zmiany władzy" - napisał na łamach "New York Times" analityk Mark Weisbrot.

Barack Obama określał Wenezuelę jako "zagrożenie dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych".

- Nie zapominajmy, że Wenezuela posiada jedne z największych zasobów ropy na świecie. Nie zdzwiłoby mnie, gdyby inne państwa były tym zainteresowane - uważa prof. Zabala. 

Co do dalszych losów prezydenta Maduro nasz rozmówca nie ma wątpliwości:

- Musi odejść i dopuścić do nowych wyborów.

Obecne poparcie dla prezydenta kształtuje się na poziomie kilkunastu procent.

Prawda a ideologia

Mamy więc dwie prawdy o Wenezueli. Jedna z nich - ta dominująca - to opowieść o socjalistycznej utopii, która poniosła klęskę i pogrążyła kraj w potężnym kryzysie. Druga to historia nieudolnego kontynuatora, który, przy amerykańskim sabotażu, zaprzepaścił wszystkie osiągnięcia swojego poprzednika. 

Niestety, w czasach tak silnej polaryzacji społeczeństw prawda jest jedynie funkcją ideologii. 

Dowiedz się więcej na temat: Wenezuela

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje