Jeremy Corbyn: Znienawidzony i uwielbiany

Jeremy Corbyn /AFP

Paradoks Jeremy'ego Corbyna: stworzył największą partię w zachodniej Europie i jednocześnie może z kretesem przegrać wybory.

Reklama

W sobotę, 24 września, Jeremy Corbyn został ponownie wybrany na przewodniczącego Partii Pracy i prawdopodobnie zostanie nim co najmniej do wyborów parlamentarnych w 2020 roku.

67-letni socjalista został liderem przy ogromnym poparciu szeregowych działaczy (zdobył ponad 300 tysięcy głosów) i ku wielkiemu rozczarowaniu partyjnego establishmentu, który stawiał na znacznie bardziej umiarkowanego Owena Smitha.

Reklama

By uświadomić sobie skalę niechęci partyjnych elit do Corbyna wystarczy przypomnieć majowe wotum nieufności, którym obdarzyli go parlamentarzyści Partii Pracy. Stosunek głosów był wówczas dla Corbyna miażdżący: 172 do 40.

Mimo to w głosowaniu wszystkich laburzystów Corbyn zdobył 62 proc. głosów, więcej niż Tony Blair w 1994 roku (57 proc.). To deklasacja.

W trakcie kampanii na rzecz swojego przywództwa Corbyn przyciągał tłumy. Polityka uwielbiają związki zawodowe, ale i młodzi wyborcy, po raz pierwszy w życiu angażujący się w politykę, co przypomina trochę fenomen amerykańskiego senatora Berniego Sandersa.

To dzięki Corbynowi Partia Pracy liczy dziś 640 tys. członków, co czyni ją największym ugrupowaniem w zachodniej Europie. Napływ nowych członków rozpoczął się wraz z wyborem Corbyna na przewodniczącego partii we wrześniu 2015 roku. 

Establishment podjął rozpaczliwą próbę zwiększenia szans Smitha, uniemożliwiając 130 tysiącom członków wzięcie udziału w głosowaniu na przewodniczącego ze względów regulaminowych, ale nie zdało się to na nic. Co więcej, ta sytuacja tylko zjednoczyła i zmobilizowała zwolenników Corbyna w walce z "systemem".

Owena Smitha poparli niemal wszyscy wiodący politycy laburzystów m.in. burmistrz Londynu Sadiq Khan, a mimo to Corbyn wygrał z dużą przewagą.

Lider Partii Pracy nie może również liczyć na przychylność mediów, które po sobotnim ogłoszeniu rezultatów nie wróżą laburzystom świetlanej przyszłości.

"Partię Pracy czeka wyborcza katastrofa o trudnych do wyobrażenia rozmiarach. Laburzyści pożałują tego kultu osobowości" - komentuje publicysta "The Independent".

"Corbyn jest liderem dzielącym partię. Co więcej, myli się w większości spraw. W kwestii Europy jest rozdarty. W Syrii widzi jedynie nikczemność Zachodu, ale już nie Rosji i syryjskiego reżimu. Mówiąc o NATO, stosuje wykręty. W przypadku Irlandii jest naiwny. W gospodarce chce wszystko nacjonalizować. (...) To wyborcy zapłacą najwyższą cenę za obranie przez laburzystów drogi nieistotności i upadku" - nie szczędzi krytyki "Guardian".

"Spectator": "To może być koniec Partii Pracy".

Jak zauważa "Guardian", Jeremy Corbyn jest najbardziej "wysuniętym na lewo" przywódcą tej socjaldemokratycznej partii od blisko 90 lat.

Polityk opowiada się m.in. za nacjonalizacją kolei i energetyki. Chce zwiększenia obciążeń podatkowych dla najbogatszych i dla wielkich korporacji, zniesienia opłat za studia, wzmocnienia związków zawodowych. Rozważa ideę płacy maksymalnej. Domaga się zakończenia polityki cięć. Postuluje, by Bank Anglii dodrukował pieniądze, które zostałyby wykorzystane na inwestycje w infrastrukturę i budownictwo mieszkaniowe. Popiera zjednoczenie Irlandii (a więc opuszczenie Zjednoczonego Królestwa przez Irlandię Północną). Jest przeciwko monarchii, ale zaznacza, że przy obecnym poparciu społeczeństwa nie będzie walczył o jej zniesienie. Opowiada się przeciwko zaangażowaniu Wielkiej Brytanii w konflikty zbrojne. 

Corbyn zadziwił opinię publiczną, twierdząc, że NATO jest przede wszystkim "platformą dla firm naftowych", zasugerował też rozwiązanie sojuszu.

Kierunek obrany przez Corbyna to zdecydowane zerwania z filozofią trzeciej drogi, sformułowaną w czasach Tony'ego Blaira. Były premier przesunął partię do centrum. Budował socjaldemokrację, ale z mocnymi akcentami rynkowi, ulegając neoliberalnej doktrynie i przymilając się do wielkiego biznesu. 

Nic więc dziwnego, że Blair głośno kontestuje działalność Corbyna. Na łamach "Spectatora" oznajmił, że Jeremy Corbyn zredukował Partię Pracy do roli "mało znaczącej grupy protestu", która przestała aspirować do rządzenia. Zdaniem Blaira obecna sytuacja laburzystów jest "tragiczna".

Corbynowi zarzuca się m.in. prorosyjskość. Jest również krytykowany za postawę przed referendum ws. Brexitu. Miał wówczas niezbyt entuzjastycznie, zdaniem innych polityków, zachęcać do pozostania UE. Jego pasywna postawa, według nich, przyczyniła się do takiego a nie innego wyniku referendum. Corbyn jest także wykpiwany za wpis na Twitterze, w którym pozytywnie odniósł się do homeopatii.

Według badania Ipsos, Jeremy'ego Corbyna pozytywnie ocenia 27 proc. Brytyjczyków, a negatywnie 58 proc. Partia Pracy natomiast wyraźnie przegrywa w sondażach z Partią Konserwatywną.

Jeden z najgorzej ocenianych polityków na Wyspach jest jednocześnie pierwszym od lat, który porywa tłumy i któremu udało się zbudować wielki, oddolny ruch społeczny.

Godzinę po konwencji, na której ponownie został wybrany liderem Partii Pracy, Corbyn pojawił się w Birkenhead, gdzie przyrządzał kanapki w stołówce prowadzonej przez lokalną społeczność.

Dowiedz się więcej na temat: Jeremy Corbyn

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje