Mścicielka z Wall Street

Kiedy 27-letnia Fahmi Quadir obstawiła na Wall Street przeciwko farmaceutycznemu gigantowi, inwestorzy pukali się w czoło albo w najlepszym wypadku uśmiechali się z politowaniem. Tymczasem akcje rzeczonej korporacji straciły 97 proc. na wartości.

Urodzona w Nowym Jorku córka imigrantów z Bangladeszu nigdy nie przypuszczała, że będzie się zajmować tzw. krótką sprzedażą.

Reklama

Fahmi Quadir ukończyła matematykę i biologię na Harvey Mudd College w Kalifornii. Już szykowała się do robienia doktoratu z matematyki, kiedy została analitykiem w funduszu hedgingowym Marca Cohodesa, a ten wtajemniczył ją w arkana krótkiej sprzedaży. Od razu dostrzegł, że ma wielki talent. Liczy szybciej, widzi więcej i myśli nieszablonowo.

Tylko na czym właściwie polega owa krótka sprzedaż (short-selling)?

W największym skrócie Fahmi obstawia przeciwko wybranym spółkom. Kiedy ich akcje spadają - ona zyskuje, kiedy rosną - traci.

Modus operandi tej błyskotliwej inwestorki jest następujący: wyszukuje korporacje, które według niej mają szansę zanotować co najmniej 60-proc. spadki. Fahmi celuje w oszustów, którzy sztuczkami księgowymi albo nieczystymi metodami zawyżają swoje zyski; kiedy sprawa wychodzi na jaw, akcje firmy zaczynają gwałtownie spadać, a Fahmi otwiera szampana.

Otwiera szampana w sensie ścisłym, bowiem szampan na jachcie to jedna z jej ulubionych rozrywek, zaraz po operze.

Zanim jednak do tego dojdzie, 27-latka przeprowadza wnikliwe śledztwo dotyczące koncernu, przeciwko któremu zamierza obstawić. Pieczołowicie studiuje dokumenty, a czasem i węszy na miejscu. Jest więc nie tylko inwestorką (choć bardziej pasowałoby "antyinwestorką" czy wręcz spekulantką), ale i detektywem.

Motywacja i wizerunek

"Jest zimna, bezwzględna i zawzięta" - uważa wspomniany już mentor Quadir, Marc Cohodes.

Fahmi traktuje tę robotę jako swego rodzaju misję.

"Motywuje mnie odegranie się w imieniu ludzi, których wykorzystano i oszukano" - kokietuje.

Samotna mścicielka wymierzająca sprawiedliwość? Brzmi jak postać z komiksu, i tak też wygląda: czarny płaszcz, ekstrawaganckie okulary, fantazyjna krótka fryzura, mocny makijaż...

Tyle że ten komiksowy image byłby nic nie wart, gdyby nie sprawa Valeant, od której tak naprawdę zaczęła się kariera Fahmi na Wall Street.

Ów farmaceutyczny koncern z siedzibą w Kanadzie, podczas prezesury niesławnego J. Michaela Pearsona, zaczął gwałtownie rosnąć - pod względem wielkości, obrotów, zysków. Działo się to przede wszystkim w latach 2010-2015. Firma, na którą nikt wcześniej nie zwracał uwagi, nagle zaczęła zwiększać swoją wartość o miliardy dolarów rocznie.

Kolos na glinianych nogach

Strategia Pearsona była wówczas uważana za genialną w swojej prostocie: Valeant nieustannie przejmował kolejne firmy farmaceutyczne, minimalizował ich prace badawcze jako "nieopłacalne" i koncentrował się wyłącznie na sprzedaży leków, a nie opracowywaniu nowych.

Nie było ani jednego leku, który nie zdrożałby po przejściu pod markę Valeant. Dochodziło do sytuacji skandalicznych, kiedy to leki na rzadkie choroby, leki podtrzymujące życie, nagle drożały np. z 600 dolarów do 22 tys. dolarów za opakowanie. W sprawie farmaceutyków nitropress i isuprel interweniował senator Bernie Sanders, ale firma uparcie trzymała się swojej strategii, a jej notowania na giełdzie w krótkim czasie wzrosły o tysiąc procent.

Tymczasem inwestorzy byli zachwyceni. Uważano że Pearson odkrył świętego Graala przemysłu farmaceutycznego. Oczywiście! - zachwycali się - laboratoria są nieopłacalne! Po co przez lata pakować miliony w badanie nowych leków, kiedy można zwolnić cały dział badawczy i podnieść ceny leków już istniejących! Genialne!

I tu wkracza Fahmi Quadir, cała na czarno.

Model biznesowy Valeant od początku jej śmierdział, a historie z pacjentami, których nagle nie stać na niezbędny do przeżycia lek, dodatkowo ją motywowały.

W tym samym czasie J. Michael Pearson chodził od telewizji do telewizji, tytułowany był Steve’em Jobsem rynku farmaceutycznego i zapowiadał kolejne wielkie akwizycje.

Jakież było zdziwienie klientów funduszu hedgingowego, w którym pracowała Quadir, gdy dowiedzieli się, że pewna szalona inwestorka obstawiła ich (i swoje) pieniądze przeciwko Valeant.

Było to jednak poprzedzone wnikliwą analizą.

"Niektórzy czytają biografię Warrena Buffetta, inni ’50 twarzy Greya’, a ja spędziłam dwa lata, czytając dokumenty Valeant" - przyznała Fahmi.

Quadir doszła do wniosku, że Valeant, by osiągać coraz większe zyski, a więc by zadowolić akcjonariuszy, musi oszukiwać. Wyjaśnijmy, że na Wall Street niemile widziana jest sytuacja stagnacji zysków, one mają być o kilkadziesiąt, a najlepiej kilkaset procent wyższe rok do roku.

Nasza bohaterka odkryła, że Valeant, za pośrednictwem powiązanej apteki, zamawia sam od siebie leki, za które płaci ubezpieczyciel. I zdrowo przepłaca, bo kilka razy droższe były nawet zwykłe witaminy.

To w połączeniu z coraz silniejszym przyduszaniem ludzi w dramatycznej sytuacji życiowej doprowadziło Fahmi do wniosku, że Valeant jest kolosem na glinianych nogach, który skazany jest na spektakularny upadek.

Oczywiście tak jak w filmie "The Big Short", opisującym grupę "wariatów", którzy na tej samej zasadzie obstawili przeciwko rynkowi nieruchomości przed kryzysem z 2008 roku, początkowo akcje Valeant nadal rosły, a wściekli inwestorzy, wirtualnie tracący pieniądze, dzwonili do Quadir z pogróżkami. Ta jednak uparła się i czekała.

Co powiedziała Hillary Clinton

Każdy upadek ma swój zapalnik, moment, który wywoła chaos, panikę, spadek notowań. Taki moment nieoczekiwanie przyniosła Hillary Clinton. Podczas kampanii wyborczej w 2016 roku opowiedziała historię kobiety, zażywającej lek niezbędny do przeżycia, który z dnia na dzień podrożał o kilkaset procent. "To niedopuszczalne. Firma produkująca lek nazywa się Valeant. Idę po was!" - oznajmiła kandydatka.

I wtedy ów domek z kart się rozleciał. Dziennikarze biznesowi oraz inwestorzy ściągnęli różowe okulary i zaczęli uważniej badać działalność Valeant. A im bardziej się przyglądali, tym większe były zdumienie, jak bardzo dęty był ten "wielki sukces biznesowy". Akcje Valeant zaczęły pikować, a szefostwo musiało tłumaczyć się ze swojej działalności w Kongresie - ten upokarzający dla nich spektakl był transmitowany na żywo.

Wartość Valeant spadła o ponad 80 miliardów dolarów, a klienci Fahmi Quadir wzbogacili się na tym upadku nieprawdopodobnie.

Na co czeka Fahmi

Sama Fahmi wciąż nie skapitalizowała upadku Valeant. Jak twierdzi, czeka aż wycena ich akcji spadnie do zera.

27-latka równie skutecznie obstawiała przeciwko innemu farmaceutycznemu gigantowi - koncernowi Concordia International Corp, którego notowania spadły o 70 proc. 

Dziś Fahmi ma swój własny fundusz zajmujący się krótką sprzedażą - Safkhet Capital.

"Tu nie chodzi o pieniądze" - zastrzega.

I nie wiadomo, czy jej wierzyć, czy nie wierzyć.

-----

Historia Fahmi Quadir i firmy Valeant przedstawiona została w serialu dokumentalnym "Brudna forsa" Netfliksa i stamtąd też pochodzą cytaty z Quadir.

Dowiedz się więcej na temat: Wall Street

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje