​Polityczni bohaterowie i antybohaterowie 2017 roku

Którzy politycy poprawili swoje notowania, a którzy dołowali w tym kolejnym roku podbojów PiS i marazmu opozycji? Subiektywny przegląd bohaterów i antybohaterów mijających 12 miesięcy. Uwaga, symetryzm.

Ubiegłoroczny ranking okazał się poniekąd profetyczny. Wymienieni wśród bohaterów Mateusz Morawiecki i Katarzyna Lubnauer awansowali, i to awansowali najbardziej jak się da; z kolei antybohaterowie dołożyli starań, by sprostać swojej nieprzesadnie chlubnej legendzie. Nie należy się więc szczególnie dziwić, że część nazwisk się powtarza, bo i polska polityka jest pewnym rytuałem, chocholim teatrem, w którym aktorzy odgrywają nie tylko te same role, ale i recytują te same wersy.

Reklama

W tym dniu świstaka, w którym przyszło nam wszystkim uczestniczyć, da się jednak wyłowić kilka nowych nazwisk.

Zatem bez zbędnej zwłoki - bohaterowie i antybohaterowie 2017 roku w polskiej polityce.

Bohaterowie:

Mateusz Morawiecki (PiS) - jakim cudem bankier, jeszcze niedawno działający w interesie zagranicznego kapitału, doradca Donalda Tuska, zdołał zostać ulubionym "synem" Jarosława Kaczyńskiego? Do tego stopnia, że prezes PiS mówi o nim: najzdolniejszy polityk po 1989 roku? Awans na premiera rzeczywiście zdaje się te zdolności potwierdzać. 

Morawiecki w kręgach opozycyjnych uchodzi za bajkopisarza od slajdów w Power Pointcie, ale sam fakt wybiegania daleko w przyszłość trudno traktować jako grzech ciężki, szczególnie przy technokratycznych poprzednikach. Morawieckiemu należy oddać też część zasług za dobry stan gospodarki, w końcu to minister rozwoju i finansów. Przypomnijmy, że z powodu 500 plus budżet miał się zawalić, ale się nie zawalił i w ani jednym momencie nie było takiego zagrożenia.

Katarzyna Lubnauer (Nowoczesna) - została przewodniczącą partii, pokonując jej założyciela. Więcej - publicyści wskazują, że jest pierwszą kobietą, która zdobyła tak wysokie stanowisko w polityce samodzielnie, "bez męskiego nadania". Lubnauer z anonimowej postaci przedzierzgnęła się w istotnego gracza. Poza tym jest doktorem matematyki, co w kraju rządzonym przez historyków jest interesującą odmianą (nota osobista: wychowałem się w domu, w którym nieszczególnie poważa się humanistów, bo to "gadające głowy", co innego umysły ścisłe, prawdziwie piękne...).

Patryk Jaki (Solidarna Polska) - komisja weryfikacyjna często oceniana jest pod kątem konstytucyjności czy skutków prawnych; to oczywiście istotne, ale pomija się przy tym wymiar społeczny - oto pojawiła się trybuna, z której ofiary reprywatyzacji i czyścicieli kamienic mogą opowiedzieć o tym, co ich spotkało. Wreszcie ktoś ich słucha, wreszcie przywraca im godność. Krytycy powiedzą, że państwo to nie kozetka u politologa. Można odpowiedzieć słowami powtarzanymi często przez Jakiego - że państwo zbyt często stawało po stronie silnych kosztem słabych.

Kamila Gasiuk-Pihowicz (Nowoczesna) - działacze Nowoczesnej nie ukrywają, że w terenie, wśród wyborców opozycji, Gasiuk-Pihowicz jest najbardziej rozchwytywana. Widać to było podczas lipcowych protestów - jej wystąpienia budziły najwięcej emocji i były najgoręcej oklaskiwane. "Ka-mi-la!" - skandowano swojsko. Wraz z Borysem Budką stanowi zgrany duet w walce z PiS na odcinku konstytucyjno-ustrojowym.

Rafał Trzaskowski (PO) - energiczny kandydat PO na prezydenta Warszawy to jednocześnie nadzieja tej partii na odbicie. Jak ktoś zauważył - idealny kandydat Fajnopolaków, a więc tak pogardzanych "lemingów". Elokwentny, wykształcony, znający języki, dowcipny. Jego wygrana w Warszawie może dostarczyć tlenu PO.

Janusz Piechociński (PSL) - co tu dużo gadać, król Twittera.

Antybohaterowie:

Beata Szydło (PiS) - przekonała naród (no, dużą jego część), ale nie przekonała Jarosława Kaczyńskiego. Jeżeli Morawiecki i Lubnauer wykazali się polityczną skutecznością, to trudno na tym polu nie krytykować Szydło. Mimo wysokich notowań po prostu dała się odwołać, a wcześniej pozwalała, by całymi tygodniami ją grillowano spekulacjami o dymisji. Tym samym potwierdziły się wszystkie tezy o jej politycznej niesamodzielności. Jakby tego było mało, dopuściła, by ją upokorzono stanowiskiem zastępcy swojego niedawnego zastępcy. To nie był jej rok.

Mateusz Kijowski - było "Marsz, marsz, Kijowski", a jest - "Znowu w życiu mi nie wyszło". Alimenciarz, który miał być liderem obywatelskiego ruchu oporu, dziś ze wzruszeniem akceptuje zbiórkę pieniędzy na swoją rzecz, jednocześnie podkreślając, że za mniej niż osiem tysięcy nie opłaca mu się pracować. Trudno wyjść ze zdumienia, że taka postać mogła być przez kogokolwiek lansowana.

Jacek Saryusz-Wolski - ego jak u Lecha Wałęsy i Radosława Sikorskiego, a do tego syndrom neofity w najbardziej skrajnym wydaniu. Jacek "wprowadziłem Polskę do UE" Saryusz-Wolski zobaczył, że walenie w Donalda Tuska daje mu "fejm", więc wali na odlew i raz po raz ląduje na okładkach prorządowych periodyków. Były członek PZPR, Solidarności, Ordynackiej i PO przez kilkanaście lat uważał, że Tusk jest OK, teraz natomiast chwali się, że myśli o nim per "szmata". Deklaruje, że dla dobra "Najjaśniejszej" (znaczy - Rzeczpospolitej) jest gotów wystartować w wyborach prezydenckich przeciw Tuskowi. Ale po co wybory, może - aby go nie urazić - wybierzmy Saryusza przez aklamację?

Ryszard Petru (Nowoczesna) - jak przegrywać z klasą? Tego nie dowiecie się od Ryszarda Petru. Założyciel Nowoczesnej, zamiast uszanować demokratyczny wybór swojej własnej partii, chodzi po mediach i płacze, że "kobieta go bije". Zarzuca spisek, zarzuca zdradę. Szantażuje, że nie będzie więcej pieniędzy. Publicznie pierze brudy, sabotując własną partię. Trudno o lepszy dowód na to, że Petru nigdy nie zasługiwał, by pretendować o miano lidera opozycji.

Jacek Kurski - w przypadku TVP o symetryzmie trzeba zapomnieć: tak upolitycznionej telewizji publicznej w III RP jeszcze nie było. To Kurski, jako prezes, odpowiada za łamanie wszelkich standardów dziennikarskiej rzetelności. Celem "Wiadomości" nie jest informowanie, a wychwalanie partii rządzącej i butowanie "totalnej opozycji". Fakty mają przy tym znaczenie o tyle, o ile można je dopasować do z góry założonej tezy. Z "Wiadomości" można się m.in. dowiedzieć, że Jarosław Kaczyński nigdy się nie myli (Ewa Bugała) i że prezes PiS zlikwidował w Polsce biedę (również Ewa Bugała). Tezy te chętnie omówią w TVP Info publicyści sprzyjający rządowi i żadni inni. 

Grzegorz Schetyna (PO) - kolejny rok lawirowania i dryfowania. Po 27:1 Platforma zrównała się z PiS w sondażach, ale przewodniczący szybko zniwelował te wzrosty, zaliczając serię wpadek m.in. nie potrafił wyjaśnić, czy PO jest czy nie jest za przyjmowaniem uchodźców. Do dzisiaj nie potrafi.

Jarosław Gowin (Porozumienie) - Ten, Który Głosował, Ale Się Nie Cieszył. Ikona niezłomności. Przykładem heroizmu Gowina było poparcie odebrania prawa do głosowania korespondencyjnego osobom niepełnosprawnym, by za kilka dni ogłosić, że przekonał PiS do wycofania się z tej propozycji. Tak, proszę państwa: wicepremier Gowin szczyci się tym, że przekonał PiS do wycofania się z propozycji, na którą Gowin głosował w Sejmie (ale się nie cieszył). Innym doniosłym wyczynem wicepremiera było poparcie ustaw sądowych (ale się nie cieszył), a następnie prezydenckiego weta do tychże ustaw. Orwell byłby doprawdy wzruszony tak perfekcyjną egzemplifikacją dwójmyślenia.

A Waszym zdaniem kto zasłużył na miano politycznych bohaterów i antybohaterów 2017 roku?

Dowiedz się więcej na temat: podsumowanie roku

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje