Polska. Kraj nierówności umiarkowanych

Warszawa, Gocław. Przeciętne gosp. domowe w Polsce zgromadziło majątek netto wart 257 tys. złotych /ARKADIUSZ ZIOLEK /East News

Nierówność szans

Reklama

Nierówności dochodowe i majątkowe można ładnie policzyć, porównać i przeanalizować, ale jest jeszcze trzeci rodzaj nierówności, o którym nie można zapominać: to nierówność szans.

Co ważne, problem nierówności szans dostrzegają zarówno liberałowie, jak i egalitaryści. Chodzi o to, by szanse na sukces pojawiały się niezależnie od miejsca urodzenia, zasobności rodziców czy płci i wynikały bezpośrednio z talentu, pracy i przedsiębiorczości.

Reklama

- Prawie wszyscy akceptują ideał równości szans, tylko problem w tym, że jest on czasem różnie rozumiany. Jeżeli się jednak pokaże, że szanse na sukces są nierówne, to pojawia się pole, by różne strony sporu polityczno-ekonomicznego się zgodziły, że trzeba ten rozkład korzyści ekonomicznych korygować, żeby zwiększyć równość szans - uważa dr Michał Brzeziński.

W Polsce o równości szans mowy być nie może.

- W różnych badaniach okazuje się, że od 15 do aż 50 proc. istniejących nierówności pochodzi od okoliczności niezależnych od nas - wskazuje dr Brzeziński.

Trzeba też mocno podkreślić, że nierówność szans jest ściśle powiązana z nierównością dochodową i majątkową - jako przyczyna i zarazem skutek.

Dość powiedzieć, że nie ma państwa, w którym mielibyśmy do czynienia z wysokim poziomem rozwarstwienia dochodowego i majątkowego, a jednocześnie moglibyśmy mówić o równych szansach.

Rosnące nierówności dochodowe niemal automatycznie powodują utratę szans dla kolejnych grup społecznych.

Przykłady? Dziecko lepiej zarabiającego rodzica może zyskać przewagę np. uczęszczając na kurs językowy; zdolny licealista z małego miasteczka nie pojedzie na studia do Warszawy, bo jego rodzice nie będą w stanie udźwignąć kosztów utrzymania; "golec" z fantastycznym pomysłem na biznes nie zawsze dostanie szansę (kredyt), by go zrealizować, a w tym czasie dziedzic fortuny cztery razy doprowadzi swoje firmy do bankructwa i nadal będzie uchodził za genialnego biznesmena. Ponadto najbogatsi dysponują niebagatelnym kapitałem wpływów i znajomości - rzecz nie do przecenienia, dodatkowo potęgująca nierówność szans.

Niedobór danych

Badający nierówności w Polsce naukowcy skarżą się, że pracują na szczątkowych danych. Rozwarstwienie szacowane jest na podstawie badań ankietowych, a przecież badani nie zawsze mówią prawdę, mogą być też źle dobrani, jeśli chodzi o ich reprezentatywność.

Tymczasem ekonomiści z innych krajów otrzymują oficjalne dane z fiskusa. Polskie Ministerstwo Finansów nie udostępnia jednak liczb, które pozwoliłyby oszacować rozwarstwienie dochodowe.

Nie mówiąc już o tym, że na temat rozwarstwienia majątkowego dysponujemy jednym wiarygodnym badaniem. Dlatego nasi rozmówcy podkreślają, że w stosunku do Zachodu nauka o nierównościach w Polsce jest w powijakach.

Jak się zabrać do zmniejszania nierówności

Nie jesteśmy skazani na bycie wyłącznie widzami w spektaklu powiększających się nierówności. Choć logika samego kapitalizmu prowokuje ich narastanie, to państwa, a więc sami obywatele, dysponują narzędziami, które pozwalają korygować kurs i nie dopuścić, by okręt nie zderzył się ze skałą napięć społecznych.

Takim narzędziem jest wspomniana już polityka podatkowa. Państwa nordyckie znane są z progresywnych podatków - zarobki powyżej określonych pułapów opodatkowane są według wyższych stawek. To wiąże się również z niskimi podatkami dla mniej zarabiających i wysoką kwotą wolną od podatku. Taki mechanizm nie tylko hamuje wzrost nierówności, ale i znacząco zwiększa wpływy do budżetu, a więc, przy dobrym, mądrym zarządzaniu, przyczynia się do lepszej ochrony zdrowia, infrastruktury czy edukacji, umożliwia transfery socjalne, a także wspieranie biedniejszych regionów kraju, co z kolei niweluje nierówność szans.

Płaca minimalna to bodaj najbardziej oczywiste z narzędzi zmniejszających rozwarstwienie dochodowe. Praktyka pokazuje, że warto ją sukcesywnie podnosić wbrew protestom przedsiębiorców. Za każdym razem straszą oni, że podniesienie płacy minimalnej spowoduje plagę bezrobocia i upadek firm. Tymczasem choćby na polskim przykładzie widzimy, że podniesienie płacy minimalnej nie zwiększyło bezrobocia, przyczyniło się natomiast do wzrostu konsumpcji, dzięki czemu firmy mogą produkować więcej i się rozwijać. Na marginesie: jeśli firma upadnie, bo nie jest w stanie zapłacić 100 złotych więcej najgorzej zarabiającym pracownikom, to może nie warto płakać nad Januszem biznesu, który minął się z powołaniem?

Nad nierównościami majątkowymi można z kolei zapanować, opodatkowując spadki czy same majątki - ale i tu trzeba uważać, by nie uderzać w klasę średnią i klasy niższe. Należy unikać sytuacji, gdy ktoś np. dziedziczy dom rodzinny, ale musi go sprzedać, bo nie jest w stanie odprowadzić podatku spadkowego od jego wartości.

Społeczeństwu na dobre wyjdzie również opodatkowanie zysków kapitałowych czy spekulacji. Nie uderzy to w pracujących, a jedynie ograniczy nieco sektor finansowy, który i tak rozrósł się do rozmiarów zagrażających stabilności światowej gospodarki.

Państwa muszą także zmierzyć się z problemem rajów podatkowych, do których wyprowadzane są zyski wypracowane m.in. w Europie. Mówimy o 7-8 bilionach dolarów! Wymaga to ścisłej międzynarodowej współpracy - pierwsze kroki są już ku temu czynione, ale należy pamiętać, że z rajów podatkowych korzystają największe i najbardziej wpływowe koncerny na świecie, które nieraz już torpedowały niekorzystne dla siebie legislacje. Bez ukrócenia rajów podatkowych nie mamy nawet co marzyć o egalitaryzmie.

W debacie publicznej nad nierównościami pojawiają się również idee jeszcze śmielsze, takie jak bezwarunkowy dochód podstawowy, spadek powszechny czy państwowy, dziecięcy fundusz powierniczy. Wszystkie te pomysły wychodzą z jednego założenia: skoro państwo się bogaci, to dlaczego z owoców mają korzystać tylko nieliczni?

Wybierzmy sobie przyszłość

Po latach 90., w których ton nadawali liberałowie i prezentowany przez nich darwinizm społeczny (neoliberalna filozofia promowała myślenie "bieda to kara za brak pracowitości"), nastąpiła wyraźna korekta kursu. Władzę w Polsce przejęło środowisko, które stara się dowartościować przegranych transformacji i które zaryzykowało gigantyczny transfer socjalny w postaci 500 plus. Ale korekta miała miejsce już wcześniej, gdy Donald Tusk zaczął odchodzić od swoich liberalnych korzeni, koalicja podnosiła płacę minimalną, a sam Tusk wyznał w pewnym momencie, że jest "trochę socjaldemokratą". Jednocześnie ta zmiana jest chaotyczna i niepełna. To przecież Tusk przyłożył rękę do "uśmieciowienia" rynku pracy, a pierwszy rząd PiS obniżył górną stawkę podatkową z 40 do 32 proc. Z kolei obecny rząd, znany przecież z hiperaktywności, wcale nie pali się, by majstrować przy podatku dochodowym, choć aż prosi się o jak największą kwotę wolną od podatku w zamian za podniesienie górnej stawki; mile widziane przez finanse publiczne byłoby także ukrócenie prezesowskich "śmieciówek" i samozatrudnienia top menedżerów. Nie mówiąc o ukróceniu śmieciówek w ogóle.

Wydaje się jednak, że zrobiliśmy pierwszy, cokolwiek nieśmiały krok w stronę modelu egalitarnego. Zawracamy czy idziemy dalej?

Michał Michalak
Obserwuj autora na Facebooku!

Dowiedz się więcej na temat: nierówności społeczne

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje