​USA: Demokraci odbili Alabamę

Po raz pierwszy od 25 lat konserwatywna Alabama wybrała na senatora kandydata Partii Demokratycznej. Wbrew większości sondaży Doug Jones pokonał republikanina Roya Moore'a. Wybory w Alabamie z zapartym tchem śledziła cała Ameryka.

Ostateczne wyniki wyborów uzupełniających z 12 grudnia kształtują się następująco: Doug Jones - 49,9 proc., Roy Moore - 48,4 proc., kandydaci wpisywani ręcznie - 1,7 proc.

Reklama

Doug Jones zajmie w Senacie miejsce zwolnione przez prokuratora generalnego Jeffa Sessionsa. Tym samym przewaga republikanów w tej izbie topnieje do minimum. Gdy Jones zasiądzie w Senacie, republikanie będą mieli 51 na 100 senatorów.

W przypadku remisowego wyniku głosowania szalę przeważa wiceprezydent Mike Pence. Wystarczy zatem dwóch republikańskich senatorów, by utopić każdą ustawę.

Mała przewaga republikanów w Senacie sprawiła, że do tej pory nie udało się znieść Obamacare. Przez stratę jednego miejsca o legislacyjny konsensus będzie jeszcze trudniej.

Próbował temu zapobiec Donald Trump, mocno angażując na rzecz emerytowanego sędziego Roya Moore'a. Trump tak bardzo nie chciał demokraty w Senacie, że całym sercem poparł kandydata ze słabością do 14-latek.

Nie da się ukryć, że oskarżenia wobec Moore'a były główną osią kampanii wyborczej. Obserwatorzy żartują, że mieszkańcy Alabamy w najczarniejszych snach nie przypuszczali, że przyjdzie im wybierać między demokratą a pedofilem.

Czy zarzuty były spiskiem liberalnych mediów, jak żali się Moore? Nic nie wskazuje, by były zmyślone. Moore nie zaprzeczył, że umawiał się z nastolatkami, więcej - podkreślił, że zawsze pytał o zgodę ich matek. O skłonnościach trzydziestokilkuletniego wówczas prokuratora wiedzieli ponoć wszyscy. O jego polowaniu na nastolatki w centrach handlowych czy na boiskach szkolnych opowiadają dziś byli policjanci czy kelnerzy. Moore był niejednokrotnie przeganiany z galerii, ponieważ zbyt natarczywie uganiał się za młodymi dziewczynami. Wreszcie mamy dziewięć kobiet oskarżających Moore'a o molestowanie seksualne w czasie, gdy one miały po kilkanaście lat. Sam Moore wygadał się zresztą, że swoją obecna żonę upatrzył sobie na przedstawieniu szkolnym. Miała wtedy 15 lat. Jedyne kontrowersje dotyczą tego, co Moore w swoim domu z dziewczynami robił. On twierdzi, że nic nielegalnego, ofiary - że były molestowane.

Sędzia Moore zasłynął przy okazji uniewinnianiem oskarżonych o przestępstwa seksualne, krytyką przyznawania praw wyborczych czarnoskórym obywatelom i z rozrzewnieniem opowiadał o czasach niewolnictwa.

Po drugiej stronie mieliśmy natomiast byłego prokuratora stanowego Douga Jonesa, znanego z bezwzględnego ścigania członków Ku-Klux Klanu. A jednak to Moore był faworytem - ze swoim kapeluszem, kowbojkami, spluwą, z konserwatywnym światopoglądem. Co więcej, Moore'a mocno wsparł Donald Trump. "On wszystkiemu zaprzecza" - w ten sposób prezydent rozwiewał kwestię oskarżeń.

Jak więc doszło do tego, że Moore ostatecznie przegrał? Do urn masowo ruszyli Afroamerykanie z Alabamy. Dość powiedzieć, że wśród czarnoskórych kobiet Jones miał 98 proc. poparcia! Dla porównania Moore'a poparło 72 proc. białych mężczyzn.

Swoją kampanię Doug Jones prowadził bardzo sprytnie. Nalegał, by gwiazdy demokratów nie przyjeżdżały go wspierać do Alabamy. Mając świadomość, jak bardzo demokraci są tutaj znienawidzeni, nie chciał zrażać konserwatywnego elektoratu. Przedstawiał się jako przede wszystkim jako człowiek z Alabamy, "wstydliwy" fakt przynależności do Partii Demokratycznej był przez niego pomijany. 

Powiedzmy sobie szczerze - republikanin bez skłonności pedofilskich pokonałby Jonesa w cuglach. Ale sprawy potoczyły się tak, że demokraci odbili Alabamę. Jones posiedzi w Senacie co najmniej do listopada 2020 roku, co stawia demokratów w znakomitej sytuacji przed wyborami z 2018 roku.

6 listopada Amerykanie podczas tzw. midterm elections wymienią (lub nie wymienią) 39 członków Senatu. W grze będą również wszystkie miejsca w Izbie Reprezentantów. Oznacza to, że na dwulecie prezydentury Donalda Trumpa demokraci staną przed szansą odbicia Kongresu, co byłoby politycznym trzęsieniem ziemi. Trump musiałby wówczas każdą sprawę negocjować z wrogim sobie obozem, a rezultaty śledztwa prokuratora specjalnego Roberta Muellera mogłyby zainicjować procedurę impeachmentu. Nie ma się jednak co zapędzać zbyt daleko w tych rozważaniach, bowiem demokraci już raz udowodnili, że potrafią przegrać z góry "wygrane" wybory. Tak jak republikanie w Alabamie.

Dowiedz się więcej na temat: Roy Moore

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje