​Życie i śmierć Michaela Hastingsa

Jego znajomi mówili, że na kilka dni przed wypadkiem popadł w paranoję. 18 czerwca 2013 roku o północy zapukał do sąsiadki. Pytał, czy może pożyczyć od niej volvo. Chciał wyjechać z miasta. Bał się przemieszczać własnym samochodem. Sąsiadka odmówiła. Cztery i pół godziny później już nie żył. Michael Hastings był dziennikarzem, który nie kłaniał się żadnej władzy.

Interesowały go wyłącznie niewygodne historie. 

Reklama

W 2010 roku opublikował artykuł "The Runaway General" ("Generał zbieg"), który doprowadził do dymisji generała Stanleya McChrystala, głównodowodzącego międzynarodowej koalicji w Afganistanie.

Al-Kaida, czyli "zapomniało mi się"

Michael Hastings ujawnił, że otoczenie generała szydziło z prezydenta i wiceprezydenta. Przytoczył cytaty. Opisał, jak generałowie manipulowali prezydentem, by wysłał do Afganistanu więcej oddziałów. Wdrażaną przez McChrystala strategię przeciwpartyzancką zdemaskował jako wielkie oszustwo. Przypomniał, że w Afganistanie, za kadencji McChrystala, wzrosła liczba ofiar cywilnych. Ujawnił fatalne morale w armii, na granicy buntu. 

Najpierw w swoim artykule, a później w książce "Wszyscy ludzie generała" (która w tym roku ukazała się na polskim rynku i na podstawie której powstał film "War Machine" z Bradem Pittem w roli głównej) nakreślił kompromitujący obraz działań Amerykanów w Afganistanie - sojusze z narkotykowymi baronami i mordercami, tuszowanie fałszerstw wyborczych prezydenta Hamida Karzaja.

Hastings obnażył fakt, że walka w Afganistanie nie była tak naprawdę walką z Al-Kaidą - a tak ją "sprzedawano" - tylko z różnymi ugrupowaniami partyzanckimi, które mobilizowały się przeciwko siłom uważanym za okupantów.  McChrystalowi zdarzało się zapominać o Al-Kaidzie podczas zarysowywania strategii w Afganistanie.

W dniu publikacji artykułu wybuchł skandal i posypały się dymisje.

Pentagon próbował zdyskredytować dziennikarza, poprzez karykaturalne śledztwo w sprawie generała McChrystala - postanowiono nie przesłuchiwać autora artykułu i w końcowym raporcie zarzucono mu nierzetelność, bez choćby jednego dowodu na potwierdzenie tej tezy.

Metody Hastingsa skrytykowały także konkurencyjne media.

Dziennikarz przytoczył bowiem wypowiedzi, które padały podczas mocno zakrapianej imprezy w irlandzkim pubie w Paryżu. Otoczenie generała, które próbowało zjednać sobie Hastingsa, uważało to za sytuację w oczywisty sposób "off the record". Hastings natomiast wychodził z założenia, że jako reporter ma prawo opisywać to, co widzi i słyszy, chyba że ktoś wyraźnie zastrzeże, że coś jest nie do publikacji.

Ludzie generała, nazywający siebie "Team America", stracili czujność, bowiem wszystkie dotychczasowe portrety Stanleya McChrystala w prestiżowej prasie kreślone były na kolanach. Geniusz, wielki strateg, uwielbiany przez żołnierzy, a jeszcze biega każdego poranka - taki obraz wyłaniał się z tych artykułów. Dziennikarzy "kupowano" ekskluzywnym dostępem do generała, którego to dostępu nikt nie chciał stracić. Tylko Hastings odważył się napsocić.

Uwodzenie prostytutki

W książce przyznał, że naprawdę polubił tych gości, a oni byli wobec niego więcej niż w porządku. Ale miał też swoje zobowiązania - wobec czytelników i wobec, górnolotnie rzecz biorąc, prawdy.

"Wiedziałem, że ekipa McChrystala nie będzie zadowolona z kierunku, w jakim zmierzał mój artykuł. To był przykład klasycznego dziennikarskiego dylematu. Janet Malcolm określiła kiedyś dziennikarstwo jako sztukę uwodzenia i zdrady. (...) Nigdy nie wierzyłem w tę metaforę (...). Dziennikarstwo - zwłaszcza to zajmujące się złaknionymi uwagi mediów osobami publicznymi - można co najwyżej porównać do uwodzenia prostytutki. Przypomina to bardziej rodzaj transakcji. McChrystal i jego ludzie nie rozmawiali ze mną dlatego, że mnie lubili (...). Rozmawiali ze mną, ponieważ chcieli trafić na okładkę 'Rolling Stone'a'".

By upewnić się, że artykuł będzie stawiał generała w korzystnym świetle, jeden z członków świty ostrzegł Hastingsa:

"Nie narobisz nam koło dupy, co? Jeśli nie spodoba nam się to, co napiszesz, znajdziemy cię i zabijemy".

Inny z członków sztabu tłumaczył:

"Mike, musisz zrozumieć. Dla generała McChrystala zrobilibyśmy wszystko. Spotkał cię zaszczyt, że tu jesteś".

Hastings oparł się tej niezbyt subtelnie wywieranej presji i opublikował tekst, który zdefiniował jego karierę. Karierę, która zaczęła się od bezpłatnego stażu.

Tragedia w Bagdadzie

"W 'Newsweeku' wylądowałem w wieku 22 lat. Trzy lata później zostałem wysłany przez redakcję do Bagdadu, wojna w Iraku rozpoczynała się przy pełnym wsparciu dużej części mediów. Z literatury dowiedziałem się, że wojna zawsze prowadzi do okrucieństwa, cierpienia, autodestrukcji, szaleństwa i tragedii. Wkrótce miałem przekonać się na własnej skórze o słuszności tej dawno już udowodnionej tezy".

W Iraku zakochał się w Andrei Parhamovich, pracownicy organizacji non-profit. Para zaręczyła się, jednak w 2007 roku 28-letnia Parhamovich została zabita w zasadzce. 

Hastings miał dość wojny, dość Iraku. Wrócił do kraju. Swoją traumę przelał na papier. Publikacja "I Lost My Love in Baghdad: A Modern War Story" była jego debiutem książkowym.

Dopiero po kilku latach zakochał się na nowo - w pisarce i dziennikarce Elise Jordan, z którą wziął ślub.

Rzecznik Clinton nie wytrzymał

Pracując najpierw w "Newsweeku", a później w "Rolling Stone" i BuzzFeedzie, nieustannie naprzykrzał się władzy.

Ujawnił na przykład, że Departament Bezpieczeństwa Narodowego interesował się ruchem Occupy Wall Street. W raporcie, który opisał Hastings, oceniano ruch jako zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego i wskazywano na konieczność "kontrolowania protestujących".

Hastings z czasem stał się nieprzejednanym krytykiem administracji Baracka Obamy - zarzucał jej m.in. fatalną politykę zagraniczną i inwigilację obywateli. Jego ostatni artykuł nosił tytuł "Dlaczego demokraci uwielbiają szpiegować Amerykanów". Wcześniej opisał kulisy zwycięskiej kampanii Baracka Obamy z 2012 roku i nie był to bynajmniej portret korzystny dla otoczenia prezydenta.

W 2012 roku Hastings wysłał rzecznikowi ówczesnej sekretarz stanu Hillary Clinton, Philippe'owi Reinesowi, pytania związane z atakiem w Benghazi, w którym zginęli amerykańscy dyplomaci. Odpowiedzi jednak nie usatysfakcjonowały Hastingsa i zaczął z nimi polemizować. Poirytowany Reins odpisał:

"Dlaczego wysyłasz mi pytania, skoro sam postanowiłeś sobie na nie odpowiedzieć"?

Hastings: "Dlaczego nie przyślesz mi odpowiedzi, które nie byłyby gówniane"?

Reins: "Już rozumiem, dlaczego wszyscy uważają cię za dupka. Miłego dnia. A poprzez miłego dnia rozumiem - spierdalaj".

Co zrobił Hastings? Opublikował całą korespondencję.

"Ale wiesz, że wyjdziesz na dupka?" - miał wątpliwości wydawca.

"Wszyscy wiedzą, że nim jestem. Ale powinni się dowiedzieć, że oni też" - oparł niewzruszony Hastings.

Mimo swojej upierdliwości Hastings był w gruncie rzeczy szanowany. Jeden z wojskowych, który spierał się z nim w sprawie strategii przeciwpartyzanckiej, po śmierci dziennikarza powiedział BuzzFeedowi: "Nie potrafię wyjaśnić żonie, dlaczego jego śmierć tak mnie zasmuciła. On niezbyt mnie lubił, a ja niezbyt lubiłem jego. Ale zawsze podziwiałem jego odwagę i determinację".

Paranoja Hastingsa i kłamstwo FBI

Wiosną 2013 roku Michael Hastings zaczął popadać w paranoję. Twierdził, że śledzi go FBI, był pobudzony, niespokojny, nerwowy.

W mailu do współpracowników napisał, że jest na tropie "dużej historii" i musi na jakiś czas "zniknąć z radaru" FBI.

Wdowa po dziennikarzu ujawniła później, że pracował nad portretem szefa CIA Johna O. Brennana.

Gdy w mediach pojawiły się informacje od znajomych o zainteresowaniu FBI Hastingsem, Biuro w oficjalnym oświadczeniu zdecydowanie zaprzeczyło. Dziennikarskie śledztwo i dociekliwość pewnego doktoranta z Massachusetts wykazały jednak, że FBI kłamało. Biuro w istocie inwigilowało Hastingsa. Sąd nakazał wydać wnioskującym jego teczkę, w trybie dostępu do informacji publicznej. Liczyła 21 stron, a znaczne jej fragmenty zostały zamazane.

18 czerwca 2013 roku o północny roztrzęsiony Hastings zapukał do sąsiadki - Jordanny Thigpen. Chciał pożyczyć od niej volvo. Sąsiadka odmówiła. Kilka dni wcześniej przekonywał znajomych, że ktoś "musiał grzebać" w jego samochodzie. Bał się nim jeździć, a koniecznie chciał opuścić miasto.

Krótko po rozmowie z sąsiadką, o godzinie 4.25 nad ranem jadący z maksymalną prędkością Mercedes C250 Coupe zderzył się na przedmieściach Los Angeles z drzewem i stanął w płomieniach. Michael Hastings zginął na miejscu.

Następnego dnia na nadpalonym drzewie, nad kwiatami, zniczami i naprędce wydrukowanym zdjęciem, ktoś powiesił tabliczkę z napisem: "To nie był wypadek".

Policja, po dwudniowym śledztwie, wykluczyła, że do zdarzenia przyczyniły się osoby trzecie.

Michael Hastings miał 33 lata.

Michał Michalak

-----

Cytaty pochodzą z książki "Wszyscy ludzie generała" Michaela Hastingsa.

Dowiedz się więcej na temat: Michael Hastings

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje