Hitler opowiadał kiepskie żarty

Adolf Hitler lubił żartować ze swoich współpracowników. Najczęściej jednak mu to nie wychodziło - wynika z książki "Ostatni świadek", która, jak donosi "Daily Telegraph", jeszcze w tym roku trafi na półki brytyjskich księgarni.

Według autora publikacji Rochusa Mischa, Hitler dość często przerywał rozmowy na temat kolejnych wojennych działań, by ponabijać się ze swojego najbliższego otoczenia.

Reklama

Jego ulubioną ofiarą był dowódca Luftwaffe Herman Goering, znany współpracownikom ze swej szczególnej manii przyznawania sobie orderów i odznaczeń. Hitler tak często żartował ze słabości swojego podwładnego, że miał przygotowane medale zrobione ze złotego i srebrnego papieru, by Goering mógł sobie je przypinać do piżamy.

"Cięty język" szefa nie ominął również oficjalnego fotografa Heinricha Hoffmana. Kiedy pewnego wieczoru mężczyzna wypił za wiele, Hitler podszedł do niego i powiedział: "Nie podchodź zbyt blisko ognia Heini, bo możesz się zapalić".

Te i inne żarty Hitlera, m.in. na temat ofiar nazistowskich obozów koncentracyjnych, opisał 90-letni Rochus Misch, telefonista pracujący w berlińskim bunkrze, w którym Hitler spędził kilka dni zanim w kwietniu 1945 roku popełnił samobójstwo. Książka "Ostatni świadek" trafi do księgarń w Wielkiej Brytanii jeszcze w tym roku.

Dowiedz się więcej na temat: Daily Telegraph | świadek | Adolf Hitler | żarty

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje