Bundestag o rzezi Ormian: To było ludobójstwo. Turcja odwołuje ambasadora

Pomimo ostrej krytyki z Turcji, Bundestag uchwalił rezolucję, w której tureckie zbrodnie na Ormianach podczas I wojny światowej określa się mianem ludobójstwa. Tylko dwóch posłów nie poparło tego wotum.

Prawie wszyscy deputowani do Bundestagu głosowali za rezolucją. Był tylko jeden głos sprzeciwu i jedno wstrzymanie się od głosu. Tym samym za rezolucją głosował także klub parlamentarny Lewicy, pomimo że chadecy odmówili złożenia wniosku ws. rezolucji wspólnie z Lewicą. 

Reklama

Na znak protestu przeciwko rezolucji Bundestagu, Turcja - jak donoszą tureckie media - odwołuje swojego ambasadora z Berlina. Ambasador Huesein Avni Karslioglu jeszcze w czwartek po południu odleci do Ankary. Doniosła o tym prorządowa gazeta "Yeni Safak" na swoim portalu internetowym. Rząd w Ankarze nie potwierdził jeszcze tej wiadomości.

Współodpowiedzialność Niemców

Lider Lewicy Gregor Gysi podkreślił podczas debaty w parlamencie: - Musimy wreszcie nazwać po imieniu to, co się wydarzyło - było to ludobójstwo półtora miliona Ormianek i Ormian.

Zaznaczył także, że Niemcy były współodpowiedzialne za te zbrodnie. - Niemiecka Rzesza była pomocnikiem w tym ludobójstwie. Gysi podkreślił, że także Niemcy muszą teraz uznać, że ich zbrodnie dokonane na szczepach Herero i Nama w Namibii "były ludobójstwem".

- Nie chodzi o to, by stawiać Turcję pod pręgierzem - zaznaczył z kolei Franz-Josef Jung (CDU). Niemcy bardzo wiele łączy z Turcją. A przy pomocy rezolucji Niemcy chcą wesprzeć pojednanie i zbliżenie między Turcją i Armenią, wyjaśniał.

Także szef Zielonych Cem Oezdemir podkreślił, że rezolucja nie ma wcale demonstrować jakiegoś wywyższania się, tylko wręcz przeciwnie, ten dokument to także kawałek niemieckiej historii.

W rezolucji napisano że "Rzesza Niemiecka w roku 1915 i 1916, jako główny militarny sojusznik Imperium Osmańskiego, pomimo jednoznacznych informacji także ze strony niemieckich dyplomatów i misjonarzy o zorganizowanych wypędzeniach i likwidacji Ormian, nie próbowała powstrzymać tych zbrodni przeciwko ludzkości".

Niedopuszczalne pogróżki

Ekspert partii SPD ds. polityki zagranicznej Rolf Muetzenich skupił się w swoim wystąpieniu na aktualnych relacjach z Turcją. Upominał, że aby z Ankarą móc rozmawiać jak równy z równym, potrzebna jest bardziej zróżnicowana debata. Mówiąc o Erdoganie zaznaczył: - Nie wolno nam zapominać, że poparła go większość elektoratu. Jego zdaniem możliwe są zmiany, ale muszą one wyjść przede wszystkim od tureckiego społeczeństwa. Jak krytycznie zaznaczył, życzyłby sobie, żeby kanclerz Merkel podczas wizyty w Turcji spotkała się także z prokurdyjską frakcja HDP w parlamencie.

Przewodniczący Bundestagu Norbert Lammert powiedział przed debatą, że uczciwa rozprawa z przeszłością nie zagraża relacjom z innymi państwami, tylko wzbogaca współpracę. Dodał także, że dzisiejszy rząd Turcji nie jest odpowiedzialny za to, co się wydarzyło przed 100 laty, ale jest współodpowiedzialny za to, jakie są dzisiejsze tego następstwa. Krytykował także, że pogróżki otrzymali liczni deputowani do Bundestagu tureckiego pochodzenia; były to także groźby śmierci. - Jest to nie do przyjęcia - powiedział Lammert.

Drażliwy temat

Przed czwartkowym głosowaniem Turcja ostro krytykowała niemiecką rezolucję. Premier Binali Yildirim powiedział, że głosowanie deputowanych za rezolucją jest "irracjonalne" . Nazwał to wotum "rzeczywistym sprawdzianem przyjaźni" między obydwoma krajami. Także turecko-islamskie zrzeszenie muzułmanów w Niemczech DITIB upominało, że zakwalifikowanie zbrodni na Ormianach jako ludobójstwa może mieć wpływ na koegzystencję w Niemczech.

Koordynator organizacji krajowych DITIB Murat Kayman wskazał na "białe plamy" w historycznej pamięci Europy, z którymi także należałoby się rozprawić. To jest właśnie powodem, dlaczego Turcja tak ostro reaguje na rezolucję, zaznaczył.

Przewodniczący Centralnej Rady Ormian w RFN Jaklin Chaczadorian określił tę odezwę mianem "ważnego sygnału". Fakt, że niemiecki parlament w rezolucji także jasno mówi o niemieckiej współwinie za te wydarzenia sprzed ponad 100 lat, jest z historycznego punktu widzenia "słuszne i ważne", powiedział ormiański działacz w rozmowie z rozgłośnią Suedwestrundfunk.

afpd / Małgorzata Matzke/Redakcja Polska Deutsche Welle


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje