DW: Szczyt ma odebrać Rosji apetyt na militarne przygody

Polityka odstraszania znowu stała się aktualna. NATO stawia na silną obecność na swoich wschodnich flankach. Szczyt Sojuszu w Walii ma odebrać Rosji apetyt na militarne przygody w Europie.

Także ten szczyt nazywany będzie historycznym, przypuszczają dyplomaci NATO u progu dwudniowego spotkania w walijskim Newport. Historyczny, bo ze względu na kryzys na Ukrainie i rosnącą konfrontację z Rosją Sojusz Północnoatlantycki nastawia się na całkowitą zmianę swoich priorytetów. W ostatnich 13 latach NATO koncentrowało się głównie na pokonywaniu kryzysów poza obszarem Sojuszu, jak choćby w Afganistanie, teraz znowu chodzi o obronę państw w Europie. Pod koniec 2014 misję NATO w Afganistanie ma zastąpić znacznie mniejsza liczebnie misja szkolenia i kształcenia tam żołnierzy.

Reklama

- Przygotowujemy się do następnej fazy działalności NATO - opisuje sytuację naczelny dowódca sił NATO w Europie generał Philip Breedlove. - Z wojsk zaangażowanych za granicą staniemy się wojskiem w gotowości bojowej. Stacjonujący poza granicami żołnierze wrócą do domów, co pozwoli nam oczywiście zaoszczędzić pieniądze, których część zainwestujemy w kształcenie i ćwiczenia - wyjaśnia Breedlove. Kończący kadencję szef Sojuszu Anders Fogh Rasmussen w ostatnich tygodniach raz po raz bardzo ostro wypowiadał się na temat Rosji. Przyszłą rolę NATO widzi w taki sposób: "Nie jesteśmy naiwni, ani nie ulegamy iluzjom. Musimy obchodzić się z faktem, że Rosja uważa nas za wrogów. I do tego się dostosujemy".

NATO chce być "mobilne i gotowe do mocnego uderzenia"

Szefowie państw i rządów Sojuszu podejmą w Newport decyzję o wzmocnieniu sił szybkiego reagowania i prawdopodobnie utworzeniu magazynów broni i materiałów wojskowych w państwach bałtyckich i w Polsce. Dodatkowo powstanie "szpica" sił szybkiego reagowania NATO, czyli siły w stanie natychmiastowej gotowości bojowej, zapowiedział Rasmussen w Brukseli. - Taka grupa może poruszać się z lekkim bagażem, mimo to, w razie potrzeby, jest w stanie mocno uderzyć - mówił sekretarz generalny NATO. "Szpica" wojskowa ma liczyć tylko kilkuset żołnierzy i być gotowa do akcji w ciągu zaledwie dwóch-trzech dni. Taki oddział natychmiastowej interwencji stawiałyby do dyspozycji kolejno poszczególne państwa członkowskie Sojuszu. Po nich do akcji wkraczałyby liczące kilka tysięcy żołnierzy multinarodowe siły reagowania NATO, które dziś potrzebują na przygotowanie się do akcji wiele tygodni.

Państwa bałtyckie i Polska domagały się permanetnej obecności sił NATO na ich terytorium. Prezydent Estonii Thomas Hendrik Ilves ostrzegł we wtorek przed "NATO dwóch klas", o ile także wschodnioeuropejscy członkowie nie doczekają się baz NATO u siebie. Zachodnie państwa członkowskie odrzucają tę opcję. NATO dotrzyma postanowień zawartych w układzie z Rosją, powiedział Rasmussen. W 1997 roku NATO zobowiązało się, że większe jednostki NATO nie będą stacjonowały na stałe na terytorium państw byłego Układu Warszawskiego. Rasmussen zauważa jednak, że agresywne postępowanie Rosji i zaanektowanie przez nią Krymu pokazuje, że Moskwa gwiżdże na układ z NATO. - Niestety zaobserwowaliśmy, że Rosja w rażący sposób narusza podstawy układu NATO-Rosja. Z naciskiem domagamy się od Rosji, by to zmieniła - zaznaczył Rasmussen.

"NATO popełnia błędy"

Na przedostatnim szczycie NATO w Lizbonie w 2010 roku prezydent Rosji był jeszcze obecny. Na najwyższym szczeblu spotykała się Rada NATO-Rosja. Teraz wydaje się to niemożliwe. Z powodu kryzysu ukraińskiego NATO nie zaprosiło na szczyt prezydenta Rosji. Na pytanie dziennikarki, czy Rosjanie powinni być zaskoczeni, że nie zostali zaproszeni, sekretarz generalny Rasmussen odpowiedział ze śmiechem: "Nie, nie przypuszczam". Stosunki NATO i Rosji sięgnęły krytycznego punktu. Były generał NATO Harald Kujat ostro to krytykuje. Zarzuca NATO skandaliczne błędy. Rada NATO-Rosja, specjalnie powołana do dialogu także w krytycznych sytuacjach, nie została nawet zwołana. - Właściwie jest to całkiem skuteczny środek do zapobiegania konfliktom i także do pokonywania kryzysów. Niestety NATO w ogóle nie sięgnęło po ten instrument. A można było przy jego pomocy wnieść ogromny wkład w uspokojenie i stabilizację sytuacji na Ukrainie - uważa Kujat.

Nowa misja w Afganistanie

Mimo, że Afganistan nie ma jeszcze zdolnego do działania prezydenta, sekretarz generalny NATO wychodzi z założenia, że możliwe będzie podpisanie na czas umowy dotyczącej nowej misji w Afganistanie. - Jestem dobrej myśli, bo obydwaj kandydaci na prezydenta zapewnili, że podpiszą odpowiednie umowy, kiedy tylko obejmą stanowisko. Dlatego jestem przekonany, że zgodnie z planem, 1 stycznia 2015 będziemy mogli rozpocząć misję szkoleniową - zaznaczył Rasmussen. W Afganistanie jest dziś już tylko około 30 tys. żołnierzy misji ISAF, wśród nich 1900 żołnierzy Bundeswehry. Według NATO wycofywanie żołnierzy przebiega planowo.

Na szczycie w Walii mowa będzie też naturalnie o pieniądzach. Stany Zjednoczone od lat narzekają, że pominąwszy kilka wyjątków, państwa europejskie zdecydowanie za mało wydają na swoją obronę. Wręcz przeciwnie: wydatki na zbrojenia kurczą się, europejskie armie zostały zreformowane, ich uzbrojenie radykalnie zredukowane. Dziś to się mści, bo NATO znowu potrzebuje w Europie sił do obrony krajów członkowskich, uważa emerytowany generał Kujat. Rasmussen tymczasem jest optymistą, także w kwestii finansów. Bo też wzmocnione siły szybkiego reagowania muszą być też z czegoś opłacone. - W Walii spodziewam się podjęcia zobowiązań do zwiększenia budżetów obronnych, sytuacja ekonomiczna się bowiem poprawia - uważa kończący kadencję sekretarz generalny NATO.

Bernd Riegert / Elżbieta Stasik/ Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy