Gdzie naziści ukryli swoje największe skarby. Albo i nie...

Alpejskie jeziora, ruiny zamków, tunele - miejsc, gdzie szukano nazistowskich skarbów, jest multum. O znaleziskach jednak nic nie wiadomo.

W kontekście gorączki złota, jaką przeżywa Polska w związku z poszukiwaniami "złotego pociągu", portal "Die Welt" pisze o szeregu innych podobnych akcji prowadzonych w wielu miejscach w Europie, a nawet w Ameryce Łacińskiej.

Reklama

"Dość prawdopodobne jest, że ewentualne znalezisko w Wałbrzychu nie będzie zawierało nic sensacyjnego, bo oprócz znalezisk wiosną 1945 r. - po wkroczeniu do Niemiec wojsk alianckich - nie odkryto żadnych kryjówek z naprawdę wartościową zawartością".

Autor "Die Welt" zaznacza, że prawdziwych poszukiwaczy skarbów takie doświadczenia nie zniechęcają. Wierzą, że staną się w jednej chwili sławni i bogaci, dlatego podejmują niekiedy ogromne ryzyko; niemało było ofiar śmiertelnych przy nielegalnym otwieraniu tuneli czy nurkowaniu. Kto podejmuje takie próby bez pozwolenia, musi liczyć się z ukaraniem i roszczeniami odszkodowawczymi.

Ale nawet w przypadku oficjalnie zgłoszonych poszukiwań czyhają różne niebezpieczeństwa. A ponieważ nigdy niczego naprawdę wartościowego nie znaleziono, inicjatorzy poszukiwań muszą liczyć się ze startami finansowymi.

Jeziora, zamki, sztolnie

Autor artykułu "Die Welt" Sven Felix Kallerhoff wymienia cały szereg miejsc, gdzie już podejmowano takie próby.

W jeziorze Toplitz w austrackim Salzkammergut odbyła się największa podwodna akcja poszukiwawcza - co najmniej dwa razy przy użyciu specjalnych mini łodzi podwodnych. Ponoć właśnie tam, w pobliżu byłego poligonu doświadczalnego Reichsmarine, zatopione miały być skrzynie ze sztabkami złota, tajnymi dokumentami i innymi rzeczami. Znaleziono jedynie fałszywe banknoty funtowe, które więźniowie KL musieli produkować na zlecenie SS.

W pobliskim jeziorze Grundl szukano podobnych skarbów, ale ani w krystalicznie czystej wodzie ani na brzegu nic nie znaleziono.

Wzdłuż brzegu jeziora Seetal w maju 1945 r. przeciągały niezliczone oddziały Wehrmachtu i uciekający na Zachód ludzie. Dlatego krążyły plotki, że tu ukrywane były skarby. Ostatnio w 2001 r. nurkował tam izraelski poszukiwacz Yorav Svorey. Nic nie znalazł.

Zamknięte tereny wojskowe są świetnym polem do spekulacji o ukrytych skarbach. W koszarach w Mittenwaldzie w Szwarcwaldzie miały być ponoć schowane skarby z majątku Martina Bormanna. W tym roku pewien Holender prosił MON o zezwolenie, ale nawet nie dostał odpowiedzi na list.

Logika nakazuje, by skarby ukrywać w jakichś odosobnionych miejscach. W myśl tego poszukiwano już latem 1944 r. nazistowskiego pociągu (trzy do pięciu wagonów), który ponoć miał być zakopany na plaży w Asaa na północy Danii. Nic takiego jednak nie znaleźli tu liczni poszukiwacze. Poza tym, jak zaznacza autor, kto zakopywałby tak olbrzymi obiekt na plaży, gdzie nawet same fale mogłyby go znów obnażyć.

Nadzieja na Bursztynową Komnatę

Jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc przez poszukiwaczy skarbów jest miejscowość Deutschneudorf w Rudawach (Erzgebirge), gdzie podejrzewa się położenie grobu Hitlera, ukrycia Bursztynowej Komnaty czy innych niesamowitych skarbów.

Perfekcyjną kryjówką dla skarbów miały być też ponoć ruiny zamku Falkenstein we Pfronten w Allgaeu, przyklejone dosłownie do skały. Ostatnie 50 metrów na górę można pokonać tylko kręconymi schodami. Miejsce romantyczne, ale nadzieje poszukiwaczy zawsze zawodziło - podkreśla "Die Welt".

Podobnie jest z jeziorem Stolp w Brandenburgii, gdzie Yorav Svorej kazał poszukiwać skarbu Hermanna Goeringa w 2013 r. Po kilku miesiącach poszukiwania przerwano; już Stasi prowadziła tam bezowocne poszukiwania.

Miała być kwatera główna

Wałbrzych też nie jest żadnym nowo odkrytym miejscem, podkreśla niemiecki portal. Jest tak za sprawą tunelu należącego do całego systemu sztolni "Projekt Riese", w których prawdopodobnie miała być zlokalizowana ostatnia główna kwatera fuehrera. Co najmniej 11 znanych systemów tamtejszych komór jest niedostępnych od lat 1945/46 - jest to więc idealne pole do wszelkich spekulacji.

Jezioro Chiem na południe od Monachium miało być ponoć miejscem, gdzie zatopiono pod koniec kwietnia 1945 cenne przedmioty z centrali partii NSDAP.

A komu to za mało i za blisko, ten może wybrać się do Ameryki Południowej. Podobno w łodziach podwodnych Niemcy mieli wywozić zrabowane ofiarom złoto do Argentyny. Ale do dziś nie ma żadnych dowodów, że takie sztaby złota w ogóle istniały.

"Wręcz przeciwnie" - pisze portal. "Naziści, którzy faktycznie zbiegli do Argentyny, jak Adolf Eichmann czy Erich Priebke, musieli tam normalnie zarabiać na życie".

opr. Małgorzata Matzke, Redakcja Polska Deutsche Welle



Dowiedz się więcej na temat: naziści | skarby

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje