"Handelsblatt": Koniec polskiej solidarności

Ekonomiczny dziennik „Handelsblatt“ zastanawia się, dlaczego Polska, największy beneficjent unijnych subwencji, nagle odwraca się od Europy.

"Handelsblatt" poświęca Polsce aż dwie strony. Autorka artykułu Corinna Nohn udała się do Polski, aby "zgłębiając polską duszę, znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego Polska, największy beneficjent unijnych funduszy, odwraca się nagle od Europy".

Reklama

Niemiecka dziennikarka miesza się w Polsce w tłumną manifestację KOD i cytuje hasła na transparentach krytykujące poczynania rządu PiS oraz nawołujące do respektowania praworządności. Rozmawia też z młodą Polką, która kieruje przedsiębiorstwem, ma rodzinę, a protestuje, ponieważ "polityka obecnego rządu w jej kraju pozbawia ją wiary w przyszłość".

"Handelsblatt" wyjaśnia, że polski Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodne z ustawą zasadniczą kilkanaście punktów przygotowanej przez PiS nowelizacji ustawy o TK. Wskazuje przy tym, że "także eksperci prawni UE ocenili te przepisy jako zagrożenie dla państwa prawa". Komisja Europejska ma dopiero po świętach wielkanocnych podjąć decyzję, czy zwróci się do Polski o ich zmianę. Dziennik zauważa, że niezależnie od tego, "już teraz mamy do czynienia z bezprecedensowym postępowaniem".

Autorka artykułu dużo miejsca poświęca też niepokojąco zawrotnemu tempu, w jakim bez mała co tydzień rząd PiS wprowadza w Polsce nowe ustawy, oraz krytykom tej radykalnej przebudowy Polski przez partię PiS - ruchowi obywatelskiemu KOD, kojarzonemu z KOR z lat 70-tych. "Kto mówi KOD, automatycznie ma na myśli przełom, obywatelskie protesty oraz walkę o wolność" - pisze "Handelsblatt".

"Beata Szydło i jej polityczny patron Jarosław Kaczyński obiecali, że zmienią kraj, ale go podzielili. Jawne działanie dla własnych interesów, agresywna retoryka polskich polityków wywołuje zaniepokojenie także w Brukseli " - zauważa autorka artykułu i pisze, że szef polskiego MSZ Witold Waszczykowski z naciskiem zaznaczał, iż Polska nie musi podporządkowywać się decyzjom UE i akurat Niemcy powinni rozumieć polityczną sytuację w jego kraju.

Powrót demonów z przeszłości

Dziennikarka cytuje też prezydenta RP Dudę, który zakomunikował, że w kryzysie uchodźczym nie należy liczyć na polską solidarność. Tej wypowiedzi Andrzej Duda udzielił tygodnikowi "Wprost", na którego okładkach umieszczani są też niemieccy politycy w pozach nazistów, jak niedawno Angela Merkel z Jeanem-Claudem Junckerem i innymi przedstawicielami instytucji unijnych - w hitlerowskich mundurach.

"Znów się pojawiły demony przeszłości. Strach przed zdegradowaniem do strefy buforowej między Wschodem a Zachodem jak w okresie międzywojennym. Albo jeszcze gorzej: pamięć o zaborach w XVIII w., gdy Polska na ponad 100 lat zniknęła z mapy geopolitycznej. Strach przed brakiem znaczenia i obcymi mocarstwami jest głęboko zakorzeniony w polskiej duszy" - pisze autorka artykułu. "Mimo całego zrozumienia dla bolesnej historii: dlaczego akurat ten kraj, który jak żaden inny korzysta na przystąpieniu do UE, w ten sposób nagle odwraca się plecami do wspólnoty pokoju i wartości?" - pyta Corina Nohn, wskazując na utrzymującą się od lat dobrą koniunkturę gospodarczą w Polsce i szacowany na poniżej 10 procent poziom bezrobocia. Tego nie rozumieją też krytycy rządu PiS, których dziennikarka cytuje w artykule.

Rozkwitająca, eurosceptyczna wschodnia Polska

Lecz, aby lepiej zrozumieć działania obecnego rządu, Nohn udała się do wschodniej Polski, gdzie PiS ma największy elektorat. Tam, jak pisze, oprócz tego, że poziom bezrobocia jest wyższy od średniej krajowej i 50 proc. mieszkańców głosowało na PiS, czynione są inwestycje w branży lotniczej i tworzone nowe miejsca pracy, zaś rozbudowa parkingu przed kościołem nie nadąża za coraz większą liczbą samochodów, którymi na msze przyjeżdża ogromna rzesza wiernych.

W Rzeszowie mieszkają zwykli ludzie - opowiada Corinnie Nohn prezydent miasta. Ci ludzie, pisze dziennikarka, wyznają proste prawdy i pytają o winnych temu, że duże zagraniczne supermarkety zdominowały branżę handlową, pytają o polskie banki, dlaczego dwa na trzy z nich należą do zagranicznych grup kapitałowych i mówią o tym, że Polska "ma być zmuszona do karmienia muzułmanów".

Dziennikarka pisze, że "UE jest dla tych ludzi aparatem chybionych zachęt. Aparatem, za którego sprawą opłaca się sianie na polach tylko trawy i jej koszenie. Aparat, który ich miasta zmusza do składania zamówień u tanich, portugalskich firm. Aparat, przez który ludzie udają się za granicę - rzeczywiście prawie 2 mln ludzi opuściło kraj w kierunku Zachodu. Na uwagę, że ten aparat do 2026 roku sypnie dwa miliardy euro wschodniemu obszarowi Polski, reaguje się wzruszeniem ramion. To właśnie jest paradoksem UE, że jej państwa członkowskie wyciągają rękę po pieniądze, a drugą w ruchu obronnym trzymają w górze. To pełne sprzeczności myślenie jest dla autorki artykułu szczególnie wyraziste na wschodzie Polski, gdzie "nie ma ulicy, dworca, szpitala bez tabliczki informującej o finansowaniu obiektu ze środków UE".

Opr. Barbara Cöllen/ Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje