Ile warta jest dla nas Ukraina?

Ratowanie państwa w sytuacji kryzysu może być bardzo kosztowne. Niemcy zasygnalizowały prezydentowi Poroszence dalsze wsparcie. Jednak słusznie Berlin oczekuje w zamian reform na Ukrainie, zaznacza Bernd Johann.

Ukraina potrzebuje pomocy Zachodu. Finansowo kraj ten znalazł się na krawędzi przepaści. Gospodarka się kurczy. Rozejm na wschodzie jest bardzo kruchy. Wprawdzie większe działania bojowe ustały, ale nadal istnieje wielkie niebezpieczeństwo eskalacji. Nie bez powodu Ukraińcy obawiają się, że następnym celem ataków prorosyjskich separatystów będzie strategicznie ważne miasto Mariupol nad Morzem Azowskim. Otworzyłoby to możliwość dostępu do Krymu drogą lądową.

Reklama

Drażliwa sytuacja militarna i kryzys ekonomiczny były kluczowymi kwestiami poruszanymi w czysie krótkiej wizyty prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki w Berlinie. Kanclerz Angela Merkel i prezydent Joachim Gauck przyjęli go z otwartymi ramionami. Berlin zdaje sobie doskonale sprawę z katastrofalnej sytuacji na Ukrainie. Nawet, jeśli kraj ten zniknął z pierwszych stron gazet, nie ubyło mu problemów.

Aby ustabilizować Ukrainę pod względem ekonomicznym, Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) przygotował w połowie ubiegłego tygodnia potężny program pomocowy. Zgodnie z obietnicami także innych donatorów, na Ukrainę ma popłynąć w ciągu najbliższych czterech lat, 40 mld dolarów - przede wszystkim w formie kredytów pomocowych.

Jednomyślność w kwestii Krymu

Niemcy, jako najsilniejszy gospodarczo kraj Unii Europejskiej, pomaga Ukrainie również w ramach relacji. Niemcy przejęły też część działań koordynacyjnych dot. pomocy międzynarodowej. W Ministerstwie Finansów w Berlinie od wielu tygodni urzędnicy sprawdzają od tygodni zapotrzebowanie Ukrainy na środki finansowe. Analizują oni dokumenty z Kijowa, które już choćby z powodu gigantycznych wydatków na wojnę na wschodzie kraju, stanowią ryzyko w wysokości wielu miliardów euro.

Zaproszeniem Poroszenki Niemcy zademonstrowały też, że nie zapomniały o aneksji Krymu przez Rosję. Dokładnie rok temu, półwysep nad Morzem Czarnym "odłączył się" od Ukrainy z pomocą rosyjskiego wojska po kontrowersyjnym krymskim referendum. Merkel i Gauck dali Poroszence do zrozumienia, że nigdy nie zaakceptują rosyjskich poczynań. Gdyż był to atak Kremla na suwerenne państwo sprzeczny z prawem międzynarodowym. Jednak ani Poroszenko, ani też niemiecki rząd nie wiedzą, w jaki sposób i czy w ogóle Ukraina odzyska Krym.

Berlin nie dostarczy broni

Niejasne jest również, czy uzgodniony cztery tygodnie temu w Mińsku rozejm na wschodniej Ukrainie, będzie trwały. Postępowanie Moskwy i separatystów jest nadal nieobliczalne. Obserwatorzy OBWE nadal nie mogą rozpocząć monitorowania zajętych przez separatystów terenów.

Ciągle jeszcze misja OBWE ma za mało ludzi, aby nadzorować linię frontu. Dlatego myśli się o powiększeniu jej stanu liczebnego. Ale to pewnie potrwa jeszcze parę miesięcy. Poza tym na miejscu jest jeszcze zbyt mało nowoczesnego sprzętu technicznego, jak choćby dronów. Rosja blokuje jednak uchwałę w OBWE, dając tym samym do zrozumienia, jak mało interesuje ją przestrzeganie rozejmu.

Kijów spodziewa się nowej wielkiej ofensywy separatystów. Dlatego Poroszenko nalega na dostawy broni. Jednak rząd w Berlinie i inne europejskie stolice, są w tej kwestii powściągliwe. Obawiają się, że mogłoby się to przyczynić do dalszej eskalacji konfliktu. Ale Ukraina potrzebuje nowoczesnych systemów broni, także dronów. W razie nowego ataku ze strony znakomicie uzbrojonych przez Rosję separatystów, armia ukraińska nie będzie mogła wiele zdziałać.

Ratowanie może być kosztowne

Poroszenko może nadal liczyć na ekonomiczne i przede wszystkim finansowe wsparcie Berlina. Warunkiem jest jednak długo oczekiwane wdrożenie zapowiedzianych reform. Oprócz niezależnego sądownictwa, ważne jest zwalczanie korupcji oraz ograniczenie wpływów oligarchów. Obok wojny są to główne bariery w wysiłkach ustabilizowania gospodarczego kraju. Ciągle jeszcze kapitał bogaczy na Ukrainie odpływa z kraju. Poroszenko niewiele zdziałał, by temu przeciwdziałać - być może dlatego, że sam należy do kręgu oligarchów.

Zachód wie: ratowanie Ukrainy może być bardzo kosztowne. Ile jest on w końcu skłonny na to wydać, jeszcze się okaże. Ma zostać udaremniony upadek Ukrainy. Jednak nikt nie zechce bez końca inwestować w studnię bez dna.

I wreszcie jasne jest też: stabilizacja kraju może się tylko wtedy powieść, gdy skończy się wojna.

Bernd Johann / tł. Iwona D. Metzner, Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy