Koniec wyrozumiałości dla Warszawy? Ostre słowa Merkel

Ostry ton wypowiedzi Angeli Merkel o Polsce może świadczyć o zmianie podejścia Berlina do Warszawy. Czy to początek końca polityki wyrozumiałości?

Doroczna letnia konferencja prasowa Angeli Merkel to pozycja obowiązkowa w kalendarzu berlińskich dziennikarzy politycznych. Także w tym roku w ostatnim tygodniu sierpnia sala gmachu Bundespressekonferenz pękała w szwach. Okazja do przepytania Merkel na wszelkie możliwe tematy, i to przez 90 minut, nie zdarza się przecież codziennie. Szefowa niemieckiego rządu niektórych zadawanych pytań wolałaby nie usłyszeć, zwłaszcza na niespełna miesiąc przed wyborami. W sprawie sytuacji w Polsce kanclerz nie trzeba było jednak ciągnąć za język. Można było odnieść wrażenie, że czekała na pytanie o praworządność w Polsce. Miała bowiem do przekazania jasny komunikat.

Koniec milczenia

Reklama

"Nie możemy milczeć i nic nie mówić, tylko po to, aby uniknąć sporu. Tu chodzi przecież o podstawy kooperacji w Unii Europejskiej" - stwierdziła w zaskakująco ostrym tonie. Merkel oceniła, że problemy z praworządnością w Polsce to "poważny temat". Dodała też, że bardzo serio traktuje to, co o sytuacji w Polsce ma do powiedzenia Komisja Europejska. Słowa te uznano za niespodziankę. Dotychczas niemiecka kanclerz była bardzo wstrzemięźliwa w otwartej krytyce rządu Prawa i Sprawiedliwości. W urzędzie kanclerskim wiedziano bowiem, że ataki na PiS mogą wzmocnić polski rząd, wyraźnie grający na niemieckich resentymentach. Czy teraz doszło zatem do przełomu?

Bachmann: bez rewolucji

Zdaniem politologa prof. Klausa Bachmanna przełom to za duże słowo.

"Nie możemy mówić o zmianie polityki niemieckiej wobec Polski. Pozostaje ona taka sama, to znaczy wszyscy mają nadzieję, że za dwa lata będzie inny rząd i wszystko wróci do normy i do tego czasu trzeba utrzymać jak najwięcej kontaktów z Warszawą" - ocenił.

Nie oznacza to jednak, że wszystko pozostaje po staremu. Zdaniem Bachmanna zmieniło się podejście Berlina do Warszawy w kontekście europejskim, a konkretnie w kwestii wniesienia sprawy Polski na forum Rady Unii Europejskiej i Rady Europejskiej. "Jeszcze kilka tygodni temu byłem pewien, że nie tylko Węgry, ale też Niemcy głosowałyby w Radzie przeciwko (restrykcjom wobec Polski - DW). Teraz widać bardzo wyraźną zmianę" - powiedział. Bachmann ocenił, że Komisji Europejskiej może odtąd liczyć na wsparcie Niemiec w swoich działaniach wobec Warszawy.

Polska poza głównym nurtem?

Ekspert berlińskiej Fundacji Nauka i Polityka dr Kai-Olaf Lang mówi, że rząd w Berlinie już wcześniej wysyłał do Warszawy ostrożne sygnały, ale teraz rzeczywiście mamy do czynienia z dość jednoznaczną wypowiedzią samej kanclerz.

"Merkel dała do zrozumienia, że polski rząd nie może liczyć na to, iż Niemcy będą z obojętnością odnosić się do sytuacji w Polsce" - ocenił. Lang zwrócił też uwagę na słowa Merkel o tym, że w Unii Europejskiej nie ma alternatywy: jedność wspólnoty czy praworządność. Jego zdaniem może to być znak, że Niemcy mogą pogodzić się z wizją zróżnicowanej integracji w Europie.

"Gdyby ten trend się rozwinął, byłoby to ryzykowne dla Polski, bo kraj znalazłby się poza głównym nurtem politycznym" - ocenił.

Fiasko polityki wobec Polski?

W niemieckiej prasie słychać tymczasem głosy wzywające do rewizji dotychczasowej, wstrzemięźliwej polityki Berlina wobec Warszawy. Komentator dziennika "Der Tagesspiegel" pisał w czwartek (31.09.2017), że strategia wyrozumiałości poniosła klęskę.

"Doświadczenia z narodowo-konserwatywnym rządem PiS obalają nadzieję na to, że atak na demokrację i praworządność da się złagodzić na drodze dialogu" - oceniał. Gazeta dodawała, że polski rząd wprowadza w życie plan, który można nazwać "erdoganizacją" kraju.

Prof. Klaus Bachmann nie uważa jednak, że nastawienie Merkel do polskich władz było naiwne. Jego zdaniem, unikając konfrontacji władze w Berlinie nie dawały się wciągnąć w rolę chłopca do bicia, potrzebnego do celów polityki wewnętrznej.

"Poza tym istniała obawa, że gdyby doszło do jakiegoś spięcia, to zostałoby to wykorzystane przeciwko opozycji w Polsce. Bo każdy kto tak samo jak Niemcy krytykował zmiany w Polsce, od razu byłby stawiany pod pręgierzem jako niemiecki agent" - powiedział.

Podczas wtorkowej (29.08.17) konferencji prasowej w Berlinie Merkel podkreślała, że zależy jej na dobrych relacjach z Polską. - Polska jest naszym sąsiadem i zawsze będę działać w duchu dużego znaczenia tych stosunków - mówiła. Czas trzymania języka za zębami najwyraźniej już jednak minął.

Wojciech Szymański, Berlin
Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje