Litwinów wojna nie zaskoczy. Co robić, dowiedzą się z poradnika

Litewski rząd rozdaje mieszkańcom poradniki na wypadek rosyjskiej inwazji. Jedni twierdzą, że są one "pomocne", inni, że "wywołują panikę".

Vitautas nie jest naiwny. Dobrze wie, co jest grane. Dlatego nie potrzebuje poradnika na wypadek wojny. W końcu służył w Armii Radzieckiej. Trochę zapasów ma. Dwie kury i zboże, opowiada. - Putin jest naprawdę nieobliczalny. Człowiek nigdy nie wie, co mu przyjdzie do głowy -komentuje.

Reklama

"Strzały tuż pod oknami nie oznaczają jeszcze końca świata", uspokajają autorzy poradnika dla mieszkańców Litwy. Jeśli trzeba uciekać, to najlepiej do przyjaciół albo krewnych na wieś.

Dla jednej z mieszkanek Litwy to nic nowego. - Wtedy powinnam z mężem i dziećmi opuścić miasto. Bo najpierw okupuje się miasta. Znamy to z historii.

Mimo to raczej nie spodziewa się wybuchu wojny. Uważa jednak, że trzeba być przygotowanym na wszystko.

Rosja nie jest sympatycznym sąsiadem

Broszura powstała na zamówienie Ministerstwa Obrony Litwy. Liczy 98 stron. Obecnie rozdaje się ją w szkołach i bibliotekach.

Niektórzy Litwini, z niepokojem śledzący wydarzenia we wschodniej Ukrainie obawiają się, że następnym celem inwazji rosyjskiej mogłyby być kraje bałtyckie. - Rosja nie jest sympatycznym sąsiadem - mówi minister obrony Litwy Juozas Olekas. To on zlecił Karolisowi Aleksa napisanie poradnika.

- Udzielamy mieszkańcom naszego kraju praktycznych rad, w jaki sposób mogą opuścić miasto po zajęciu go przez wroga i co robić, żeby przeżyć, jeśli ucieczka się nie powiedzie - wyjaśnia autor broszury.

Przy czym ważne jest również to, w jaki sposób się bronić i stawiać opór. W poradniku wymienia się kilka możliwości: od ataków cybernetycznych, po demonstracje i strajki.

A może to zbiór anegdot?

Oto kilka innych rad zawartych w broszurze: ten, kto znajdzie się w punkcie kontrolnym wroga, zawsze powinien mieć przy sobie dwa plecaki. Na wypadek, gdyby mu jeden skonfiskowano. I powinien też koniecznie zabrać ze sobą ważny towar wymienny jak papierosy, wódkę i zapałki.

Wywoływanie paniki?

Państwowa moskiewska telewizja "Russia Today" twierdząc, że celem wydania tego poradnika jest wywoływanie paniki, oddaje głos ekspertowi ds. polityki zagranicznej Srdji Trifkovicowi: - Wielu ludzi podsyca strach przed Rosją. Wykorzystują oni każdą nadarzającą się sposobność, by wskazać na rzekomo niecne zamiary Rosji i w ten sposób utrwalić swą władzę - twierdzi ekspert.

Rosyjska wojna informacyjna

Tymczasem Arturas Paulauskas, przewodniczący komisji obronnej w litewskim parlamencie mówi o zmienionej sytuacji geopolitycznej.

Rosja demonstruje siłę z pomocą dozbrojenia i manewrów wojskowych. Inwazja nie jest raczej prawdopodobna, ale wojnę informacyjną prowadzi się już teraz. - Plan zjednoczenia wszystkich, mówiących po rosyjsku, mieszkańców krajów bałtyckich nie jest teorią. To rzeczywistość - uważa poseł Paulauskas. - Robi się wszystko, co możliwe, bez konieczności wkraczania żołnierzy - dodaje.

Pragmatyzm czy wisielczy humor?

Jednak nie wszyscy Litwini podchodzą do zawartych w broszurze rad poważnie. - Gdy wybuchnie wojna, nie będziemy tego wszystkiego potrzebowali. Bo najpierw zbombarduje się naszą elektrownię atomową i zbiorniki gazu. Wtedy po Litwie nie pozostanie już nic - twierdzi jeden z rozmówców.

tagesschau.de / Iwona D. Metzner, Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje