Merkel za Tuska w Brukseli? Głos ekspertów

Europejskie media donosiły niedawno, że Angela Merkel mogłaby zastąpić Donalda Tuska na stanowisku szefa Rady Europejskiej. Eksperci uważają to za mało realne.

W obliczu trudności z budową nowego rządu w Niemczech w europejskiej prasie znowu pojawiają się spekulacje dotyczące politycznej przyszłości Angeli Merkel. Włoski dziennik "Corriere della Sera" podawał w ubiegłym tygodniu, że za dwa lata, kiedy skończy się kadencja Donalda Tuska, niemiecka kanclerz mogłaby zastąpić go na stanowisku szefa Rady Europejskiej. Merkel miałaby zrezygnować w połowie swojej kadencji z kierowania niemieckim rządem i przenieść się do Brukseli.

Niemcy wolą kierować z tylnego siedzenia

Reklama

Autor artykułu we włoskiej gazecie pisał, że to prezydent Francji Emmanuel Macron chętnie widziałby Merkel na czele Rady Europejskiej. Rzekomo po to, aby przeprowadzić niezbędne zmiany w Unii Europejskiej. Zdaniem doktora Pawła Tokarskiego z berlińskiej Fundacji Nauka i Polityka (SWP) ściągnięcie Merkel na eksponowane stanowisko w Brukseli można by uznać za próbę zachęcenia Niemiec do odgrywania aktywniejszej roli w procesie reformy wspólnoty, na przykład w kwestii reformy strefy euro. "To próba zachęcenia Niemiec do większego zaangażowania w rozwiązywanie problemów Europy" - powiedział w rozmowie z Deutsche Welle.

Ekspert dodał, że Angela Merkel ma ogromne doświadczenie w polityce europejskiej. Na czas jej urzędowania przypadł cały kryzys strefy euro. "To jest olbrzymia pamięć instytucjonalna, którą Niemcy chcieliby wykorzystać" - stwierdził. Mimo to, zdaniem Tokarskiego, zastąpienie Tuska Merkel wydaje się mało prawdopodobne, przynajmniej w tym momencie. "Obsadzając stanowiska Niemcy nie skupiają się na najbardziej eksponowanych funkcjach, ale raczej na takich, które dają rzeczywisty wpływ na podejmowanie decyzji" - ocenił. Na przykład to Niemiec Klaus Regling jest szefem Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego, a Elke König zarządza Jednolitą Radą ds. Uporządkowanej Likwidacji Banków.

Innym argumentem przeciwko Merkel w Brukseli jest to, że to Niemiec Jens Weidmann wymieniany jest wśród potencjalnych następców Mario Draghiego na fotelu prezesa Europejskiego Banku Centralnego. "Wydaje mi się, że to stanowisko jest dużo cenniejsze, także z punktu polityki wewnętrznej w Niemczech, niż stanowisko szefa Rady Europejskiej, które realnie wiąże się z dużo mniejszym wpływem na przykład na kluczowe dla Niemiec sprawy strefy euro" - powiedział Tokarski. Trudno wyobrazić sobie sytuację, aby Niemcy objęli zarówno funkcję szefa EBC jak i przewodniczącego Rady Europejskiej.

"Z Merkel wszystko jest możliwe"

Poza tym, wcale nie jest przesądzone, że Angela Merkel porządzi w Berlinie jeszcze tylko przez dwa lata. Znawca niemieckiej sceny politycznej doktor Gero Neugebauer z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie przypomina, że przed wyborami Merkel zapowiedziała pozostanie na stanowisku przez całą kadencję. "Skoro powiedziała, że chce rządzić cztery lata, to będzie chciała zostać do końca. Jej rezygnację musiałaby wymusić choroba albo rewolta w partii, a rewoltę można raczej wykluczyć" - ocenił. Neugebauer zastrzegł jednak, że Merkel jest politykiem, który potrafi zaskoczyć. "Z Merkel wszystko jest możliwe" - dodał zaznaczając, że Merkel ma za dużo energii, aby myśleć już o politycznej emeryturze.

Spekulacje o przenosinach Angeli Merkel do Brukseli pojawiają się nie po raz pierwszy. Już w 2016 roku niektórzy z komentatorów (m.in. polscy) kreślili scenariusze, w których kanclerz miała zastąpić Donalda Tuska po zakończeniu jego pierwszej kadencji (czyli w 2017 r.), co oczywiście oznaczałoby jej rezygnacje z tegorocznych wyborów do Bundestagu. Te przewidywania okazały się wymysłami, o których nigdy na poważnie nie rozmawiano w Brukseli.

Obecne spekulacje, także te zakładające, że Merkel mogłaby jesienią 2019 roku zastąpić na stanowisku szefa Komisji Europejskiej Jeana-Claude'a Junckera, też nie są poważnie rozważane w Brukseli. Dystansują się od nich m.in. wpływowi niemieccy chadecy w Parlamencie Europejskim. Wprawdzie w UE już zaczęła się giełda nazwisk ewentualnych kandydatów do zastąpienie zarówno Donalda Tuska, jak i Jean-Claude Junckera w 2019 r., ale nie ma wśród nich żadnych Niemców. W Polsce spekuluje się o ewentualnym skróceniu swej kadencji szefa Rady Europejskiej przez Tuska, co miałoby mu pozwolić na udział w polskich wyborach parlamentarnych jesienią 2019 r. Ale o takim wariancie - przynajmniej na razie - nawet nie plotkuje się w brukselskich kuluarach.

Wojciech Szymański (Berlin), Tomasz Bielecki (Bruksela)/ Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje