Niemcy: Polska opiekunka do dzieci pilnie poszukiwana

W latach 90. wyjazd w roli au pair do Niemiec był przygodą życia. Dzisiaj agencje au pair to dochodowa dziedzina usług, ale z ich jakością bywa różnie. Alicja miała pecha, Daria nazywa siebie szczęściarą.

Alicja pochodzi z małego miasteczka na Dolnym Śląsku. Będąc studentką pierwszego roku germanistyki znalazła w lokalnym tygodniku ogłoszenie miejscowej, prywatnej agencji au pair o możliwości wyjazdu jako opiekunka do dzieci do Niemiec.

- Do wyjazdu namawiali mnie rodzice, bo uważali, że to przygoda, że czegoś się nauczę i przy okazji poprawię zasób słów z niemieckiego - tłumaczy. Załatwienie formalności wyjazdu do niemieckiej rodziny w miejscowości Flieden w Hesji kosztowało 700 zł. Studentka miała przez 3 miesiące opiekować się 15-letnim chłopcem i półtoraroczną dziewczynką. Jednak pobyt skróciła z 3 miesięcy do 2 tygodni.

Reklama

- Nie wytrzymałam tam dłużej, bo mnie głodzili, nie dawali mi w ogóle nic do jedzenia. Powiedzieli mi, że mam kupować sobie z własnych oszczędności, które zabrałam do Niemiec - wspomina dziewczyna. Dzięki pomocy agencji au pair z rodzinnego miasteczka Alicja otrzymała adres nowej rodziny w Duesseldorfie. 80 euro kieszonkowego, które dostała we Flieden starczyło akurat na bilet kolejowy do nowego miejsca pracy.

10 tygodni jako służąca

W Duesseldorfie nie było lepiej. ­- Byłam od wszystkiego: sprzątałam dom, pokój 15-latka, opiekowałam się półtorarocznym dzieckiem, robiłam zakupy. Pracowałam 12 godzin dziennie, także w niedzielę. A w umowie było tylko 6 godzin - tłumaczy Polka. Przyznaje, że nie miała dużego doświadczenia w obchodzeniu się z małymi dziećmi i nie zawsze potrafiła sprostać oczekiwaniom pracodawców. Nie chodziła też na przysługujący jej kurs językowy.

- Byłam bardzo zestresowana i zaczęłam mieć stany lękowe. Stale mnie popędzano, traktowano jak służącą - opowiada Alicja. 10-tygodniowy pobyt w Duesseldorfie zakończył się awanturą. Ala, wynosząc śmieci na korytarz, została bez klucza, pod zamkniętymi drzwiami, które zatrzasnął jej przed nosem półtoraroczny dzieciak. Na szczęście w kilka minut później pojawiła się matka, ale zamiast "happy endu" Ala musiała się spakować i z biletem powrotnym w kieszeni dwa dni czekała w obskurnym, opłaconym przez Niemców hoteliku na autobus do kraju. Dzisiaj może powiedzieć, że "perspektywa wyjazdu była kusząca, a w umowie były bardzo dokładnie opisane zadania i uprawnienia opiekunki". Miała zwyczajnie pecha, bo obie niemieckie rodziny nie uznawały tego za wiążące.

Nieuczciwa agencja?

W opinii Ewy Balonis, odpowiedzialnej za serwis au pair przy Katolickim Stowarzyszeniu Socjalnym Dziewcząt i Kobiet IN VIA w Kolonii, Alicja padła ofiarą nadużycia. Nie ona pierwsza, jak twierdzi ekspertka. Wiele polskich agencji, zajmujących się umieszczaniem dziewcząt i towarzyszeniem im w niemieckich rodzinach, wcale ich nie sprawdza. Rośnie też liczba rodzin, które nie korzystają z certyfikowanych agencji, spełniających międzynarodowe standardy, lecz szukają opiekunek przez mało wiarygodne platformy internetowe. ­Chodzi o szybkie znalezienie kogoś do opieki oraz o zminimalizowanie kosztów, bo płaci się tylko za wejście na stronę internetową.

- Myślę, że niektórym rodzinom jest to wręcz na rękę. Nie ma instytucji kontrolnej, która sprawdzałaby, czy dziewczyna chodzi na kurs językowy, czy dostaje odpowiednie kieszonkowe lub pracuje tylko przepisowe 30 godzin w tygodniu - mówi Ewa Balonis. Jej zdaniem, wielu niemieckim rodzinom z małych miasteczek lub wsi coraz trudniej jest znaleźć opiekunkę do dzieci, gdyż większość au pair wybiera duże miasta.

Kwestia kieszonkowego

Jak wynika z danych, opracowanych na zlecenie niemieckiego wydawnictwa Calipso-Verlag, w styczniu 2015 roku w Niemczech działało 216 agencji au pair, w tym 7 wyłącznie jako platformy internetowe.

Sześć tysięcy opiekunek do dzieci w Niemczech pochodziło z krajów UE, w tym z Polski. Spoza UE najwięcej przyjeżdżało z Ukrainy i Gruzji (po 16 proc.).

Obecnie Polki, kuszone większym kieszonkowym, nad Niemcy przedkładają Szwajcarię i Wielką Brytanię. W Niemczech kieszonkowe wynosi miesięcznie od 260 do 300 euro, gdy w Szwajcarii od 500 do 750 franków, a w Wielkiej Brytanii od 70 do 85 funtów tygodniowo.

Polki lubiane i cenione

- Często dostaję od rodzin zapytania, czy mam Polki. Opinia o nich jest bardzo dobra i muszę powiedzieć, że rodziny, które raz miały au pair z Polski, chętnie by ponownie zatrudniły Polki. Niestety coraz mniej dziewczyn chce wyjeżdżać do Niemiec na rok, bo głównie taki pobyt jest dla niemieckich rodzin interesujący - wyjaśnia Ewa Balonis.

IN VIA jest certyfikowaną agencją i członkiem międzynarodowego stowarzyszenia ACISJF - INVIA (Catholique Internationale de Service pour la Jeunesse Feminine) z siedzibą w Genewie i uważnie przygląda się rodzinom, do których zamierza wysłać opiekunki do dzieci.

- Każda rodzina, która zgłasza się do nas, musi przyjechać na rozmowę osobiście - zaznacza Ewa Balonis. IN VIA obsługuje rodziny wyłącznie z regionu Kolonii, Duesseldorfu i Aachen, bo z dotychczasowych doświadczeń wynika, że trudniej jest utrzymać regularny kontakt z dziewczynami, które mieszkają dalej.

Au pair kosztuje rodzinę 600-700 euro miesięcznie i w tym są zarówno ubezpieczenia, kurs językowy oraz kieszonkowe. Większość rodzin, mimo że nie musi, pokrywa również bilet miesięczny.

IN VIA sprawdza bardzo dokładnie kandydatki na opiekunki, które w specjalnym formularzu podają informacje o sobie, załączając zdjęcia oraz referencje odnośnie opieki nad dziećmi. Au pair musi mieć co najmniej ukończoną maturę. Oczekuje się od niej dobrej znajomość niemieckiego oraz wymaga przedłożenia zaświadczenia lekarskiego o stanie zdrowia. Pośrednictwo dla au pair przy IN VIA w Kolonii jest bezpłatne.

IN VIA organizuje regularnie dwa razy w miesiącu spotkania dla au pair w Kolonii. Dziewczyny dzielą się swoimi doświadczeniami. - Kiedy się coś złego dzieje, kiedy nie dogadują się z rodziną, zwracają się do nas o pomoc. Wtedy szukamy nowego adresu. Ale rzadko zgłaszają się do nas same rodziny. Najczęściej szukają dalej nowych opiekunek przez platformy internetowe, rezygnując z naszej pomocy - mówi Ewa Balonis. Przeciętnie ma w tygodniu dwa zgłoszenia, by szukać dla opiekunki nowej rodziny. Jak wynika z danych IN VIA, najczęstszym powodem nieporozumień jest brak możliwości korzystania z kursu językowego.

Daria i druga strona medalu

Daria z Koszalina mówi o sobie, że jest szczęściarą. Dzięki serwisowi au pair przy Katolickim Stowarzyszeniu IN VIA z Kolonii trafiła po raz pierwszy na 3 miesiące do rodziny w Bonn zaraz po maturze w 2014 roku.

- Kontakt z rodziną był od początku bardzo serdeczny. Od razu nawiązałam kontakt z trójką dzieci - opowiada Daria. Potem opiekunowie zaproponowali jej, by została na rok i podjęła studia. Zgodziła się. Obecnie kończy drugi semestr germanistyki na Uniwersytecie w Duesseldorfie. Od roku godzi pracę opiekunki ze studiami. Uczy się w pociągu, bo na zajęcia do Duesseldorfu jeździ 3 razy w tygodniu. W lipcu b.r. wraca już do Polski, chociaż w Bonn czuje się bardzo dobrze. - Oni traktują mnie jak czwartą córkę i mówią, że są moją drugą rodziną­­ ­­- chwali się Daria i wymienia jednym tchem inne wymierne korzyści bycia au pair: "nowe kontakty, znajomość języka, pewność siebie no i pierwszy krok do dorosłości".

Alexandra Jarecka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje