Pierwszy trop po ekscesach w Kolonii

Czterech mężczyzn zostało zatrzymanych w związku z podejrzeniem udziału w ekscesach, jakie miały miejsce w sylwestrową noc przed dworcem w Kolonii. Policja bada powiązania ze sprawcami w Hamburgu.

Po napaściach, do których doszło w Kolonii i Hamburgu w sylwestrową noc, a których ofiarami padły dziesiątki kobiet, policja wpadła na pierwszy trop. Jak podał minister spraw wewnętrznych Nadrenii Północnej-Westfalii Ralf Jaeger, policja dotarła do czterech domniemanych sprawców. Przypuszcza się, że mężczyźni ci mogą należeć do większej grupy, która w noc sylwestrową przed dworcem głównym w Kolonii napastowała kobiety, molestowała je seksualnie i okradała. Policja bada także, czy istnieje związek między ekscesami w Kolonii i podobnymi wydarzeniami w Hamburgu.

Takie rzeczy nie przychodzą znikąd

Reklama

- Wygląda na to, że wszystko to było umówione - powiedział minister sprawiedliwości RFN Heiko Maas w rozmowie z telewizją ZDF. - Byłoby dobrze, gdyby nie była to przestępczość zorganizowana. Ale chcę zbadać, czy w tle nie ma ludzi, którzy coś takiego organizują - powiedział i dodał: - Takie rzeczy nie przychodzą znikąd, ktoś musi się za tym kryć.

Nie tylko w Kolonii policja przyjęła ponad 100 zgłoszonych przez kobiety doniesień o przestępstwie. Podobne akty przemocy miały miejsce w Hamburgu na Reeperbahn, gdzie - jak informuje policja - grupa mężczyzn otaczała kobiety, po czym je obmacywała. W Hamburgu są już 53 takie zgłoszenia o przestępstwie. W Kolonii trzy czwarte doniesień mówi o molestowaniu seksualnym. Wiele kobiet przyznało w zeznaniach, że były dotykane - powiedziała rzeczniczka policji. Dwie trzecie ofiar przyjechało do Kolonii na sylwestrową zabawę. Naoczni świadkowie i ofiary opowiadali, że sprawcy molestowania i kradzieży mieli wygląd wskazujący na pochodzenie z Afryki Północnej lub krajów arabskich.

Policja przyznaje, że prowadzenie śledztwa jest bardzo trudne. Wynika to z ogólnego rozgardiaszu, jaki panował w czasie sylwestrowej nocy.

Dlaczego porady akurat dla kobiet?

Burmistrz Kolonii Henriette Reker (bezpartyjna) znalazła się w ogniu krytyki po tym, jak na konferencji prasowej oświadczyła, że po tych zajściach władze miejskie Kolonii wydadzą specjalny poradnik dla kobiet, jak mają zachowywać się, by nie narażać się na agresję ze strony mężczyzn.

Burmistrz Reker zarzuca się udzielanie kobietom porad, jak się mają zachowywać, zamiast udzielania wskazówek mężczyznom, którzy są zazwyczaj napastnikami.

Jak przyznaje Reker, najbardziej zależy jej na bezpieczeństwie na ulicach Kolonii. W portalach społecznościowych zawrzało po jej wypowiedziach. Radziła ona kobietom między innymi, żeby trzymały mężczyzn na długość wyciągniętej ręki.

"Policji nie wolno tak pracować"

Krytyka skierowana jest nie tylko do władz miejskich, ale także pod adresem policji. Minister spraw wewnętrznych RFN Thomas de Maiziere sam skrytykował w rozmowie z głównym wydaniem dziennika telewizyjnego ARD pracę kolońskiej policji.

- Najpierw policjanci rozpędzili zgromadzenie na placu, ale potem dochodziło jeszcze do aktów molestowania i kradzieży. Nikt o tym nie informował, czekając, aż poszkodowani złożą sami doniesienia. Policji nie wolno pracować w ten sposób - mówił szef MSW.

Szefowie kolońskiej policji przyznali, że polityka informacyjna policji o wydarzeniach w sylwestrową noc była niewłaściwa. Początkowo na stronie internetowej policji ukazała się notatka, że noc sylwestrowa przebiegła w Kolonii spokojnie i policjanci chwalili się swoim sprawnym działaniem. Na krytykę, że policja była bezczynna, główny komendant policji w Kolonii Wolfgang Albers odpowiedział, że policja dawała sobie radę. Dopiero potem okazało się, jaki wymiar miały ekscesy przed dworcem głównym. Albers kategorycznie odrzuca żądanie podania się do dymisji.

Minister spraw wewnętrznych de Maiziere uważa, że trzeba strzec się zarówno pochopnych oskarżeń, jak tabu w dyskusji o kolońskich ekscesach. - Zachowanie sprawców było oburzające, obrzydliwe i nie do przyjęcia. Taka ocena jest niezależna od narodowości sprawców - powiedział. Zaznacza on jednak, że pomimo informacji o arabskim wyglądzie sprawców, nie wolno snuć generalnych podejrzeń wobec wszystkich imigrantów.

- Jeżeli wśród sprawców byli imigranci, nie wolno tego tabuizować.

Minister de Maiziere zapowiedział także, że będzie dążył do ułatwienia deportacji azylantów, którzy dopuścili się przestępstw.

- Kto dokonał ciężkich czynów karalnych, niezależnie od posiadanego statusu będzie musiał się liczyć z tym, że zostanie wydalony z Niemiec - powiedział minister.

Genewska Konwencja o ochronie uchodźców przewiduje jednak w tym punkcie ścisłe reguły. W Niemczech obowiązuje jak dotąd zasada, że dopiero wymiar kary od trzech lat więzienia ma wpływ na procedurę azylową.

- Będziemy musieli porozmawiać, czy nie należy tego zmienić - powiedział szef MSW.

dpa, reuters / Małgorzata Matzke, Redakcja Polska Deutsche Welle



Dowiedz się więcej na temat: Niemcy | imigracja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje