Proces strażnika KL Auschwitz: Sygnał dla oprawców

Proces Oskara Gröninga (na zdjęciu), byłego strażnika w hitlerowskim obozie zagłady Auschwitz dobiega końca. Proces ten przywróci trochę godności niemieckiemu wymiarowi sprawiedliwości - mówi wiceszef MKO Christoph Heubner.

Dla wielu byłych więźniów KL Auschwitz, toczony w Lueneburgu proces byłego strażnika obozu, oskarżonego o współudział w zamordowaniu co najmniej 300 tys. ludzi, był ze względu na ich zaawansowany wiek prawdopodobnie ostatnią szansą na wystąpienie na sali sądowej w roli świadka wydarzeń. Pan obserwuje przebieg procesu. Jak przeżywają go byli więźniowie KL Auschwitz?

Reklama

- W procesie tym byli więźniowie są ponownie konfrontowani ze straszliwym bólem obozowych przeżyć, który odczuwają przez całe życie. Ale przez to ich obraz Niemiec uzyskuje nowy wymiar, wymiar późnego zadośćuczynienia. Wreszcie otwierają się w Lueneburgu drzwi do sali sądowej, wreszcie przed sądem toczy się sprawa SS-mana, który nie zaplątuje się w sprzeczności i kłamstwa, lecz chce dojść do ładu z samym sobą, ze swoją rodziną i z własnym życiem.

- Proces ten poprzez uczciwość oskarżonego, który nie odwoływał się do wieku i świadectw lekarskich, do braku zdolności procesowej, jest sygnałem dla innych żyjących jeszcze oprawców: przyznajcie się wreszcie do odpowiedzialności, mówcie o swojej własnej historii, o swojej winie. Na takie właśnie sygnały byli więźniowie czekali na próżno przez całe życie. A dla niemieckiego społeczeństwa proces ten jest egzaminem dojrzałości na drodze do demokracji.

Czy obecność na tym procesie dawała byłym więźniom odrobinę uczucia zadośćuczynienia, poczucia, że nie jest się już ofiarą, że jest się zdolnym do spojrzenia w oczy człowiekowi, który był kiedyś częścią obozowej struktury w KL Auschwitz?

- Wielu byłych więźniów, którzy w procesie w Lueneburgu składali zeznania, już dawno przełamało w sobie nienawiść do Niemców. Udało im się nawiązać wiele kontaktów z Niemcami, stali się orędownikami tolerancji i demokracji. Nie czują się już ofiarami, lecz wpływają na swoje życie i współkształtują przyszłość świata.

Przed rozpoczęciem procesu mowa była o tym, że być może stanie się on ważną lekcją historii dla młodych pokoleń. Czy spełnił on takie nadzieje z punktu widzenia byłych więźniów?

- Właśnie dlatego dla byłych więźniów najważniejsza jest rozmowa z młodymi ludźmi. To oni przechowają w pamięci ich obozowe wspomnienia, zapamiętają imiona ich zamordowanych krewnych. W przyszłości do tych opowiadań byłych więźniów włączony będzie też wątek procesu w Lueneburgu. Nawet, jeśli trzeba było czekać na to kilka dekad, znalazło się wielu ludzi, którzy tworząc front przeciwko demonstracyjnej amnezji i braku zainteresowania, przywrócili trochę godności niemieckiemu wymiarowi sprawiedliwości.

Rozmawiała Eva Krafczyk (dpa)

* Christoph Heubner jest wiceprzewodniczącym Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego/Auschwitz (MKO). Organizacja została założona w 1952 roku przez byłych więźniów KL Auschwitz. Heubner przez wiele lat pracował w Akcji Pokuty (Suehnezeichen) organizując spotkania młodzieży z byłymi więźniami KL Auschwitz.

Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje