Skandal w Bundeswehrze. Przełożeni wiedzieli o poglądach porucznika

Skrajnie prawicowe poglądy porucznika Bundeswehry, który miał przygotowywać zamach, były już znane w 2014 roku. Mimo tego nie poniósł konsekwencji.

Środowa wizyta minister obrony Ursuli von der Leyen w Illkirch pod Strasburgiem ma wiele wyjaśnić. To tam właśnie w niemiecko-francuskiej brygadzie pełnił służbę podejrzany o przygotowywanie zamachu terrorystycznego porucznik Franco A. który prowadził podwójne życie - żołnierza i uchodźcy. Minister obrony Ursula von der Leyen zapowiedziała "bolesny proces wyjaśnienia sprawy". Poparła ją kanclerz Angela Merkel. - Minister obrony ma pełne poparcie kanclerz i całego rządu we wszystkich dotyczących Bundeswehry aspektach sprawy Franca A. - powiedział rzecznik rządu w Berlinie Steffen Seibert.

Reklama

28-letni żołnierz został aresztowany w środę (26.04.2017). W 2015 roku zarejestrował się jako syryjski uchodźca i miał pod zmienionym nazwiskiem przygotowywać zamach. Śledczy podejrzewają, że oficer kierował się motywem nienawiści do obcokrajowców. Ze względu na wagę sprawy śledztwem zajęła się prokuratura generalna.

Praca magisterska porucznika

Już w 2013 pojawiły się pierwsze wskazówki świadczące o skrajnie prawicowych poglądach porucznika. Dowodem jest jego praca magisterska. Jak poinformował magazyn "Der Spiegel" Franco A., student elitarnego francuskiego uniwersytetu Saint-Cyr, w pracy pt. "Zmiany polityczne i strategia subwencji" cytował "silnie nacjonalistyczne" i "po części skrajnie prawicowe" opinie, od których się nie zdystansował. Jeden z profesorów opisał tę pracę jako "niezgodną z zasadą wolnościowo-demokratycznego porządku".

Bundeswehra jednak zarzekała się do tej pory, iż nie było dowodów świadczących o ekstremistycznej postawie żołnierza. Niczego nie wykazały także dwie kontrole bezpieczeństwa przeprowadzone w ciągu 8-letniej służby Franca A. przez kontrwywiad wojskowy (MAD). Nowe ustalenia śledczych w tej sprawie pochodzą - jak pisze "Der Spiegel" - nie z akt Bundeswehry, tylko od innego żołnierza, który miał poinformować przełożonych o wydarzeniach we Francji.

"Rasistowski apel"

W rzeczywistości jednak naukowa ekspertyza na zlecenie Bundeswehry z 18 stycznia 2014 stwierdziła, że w tekście tym "chodzi o radykalno-nacjonalistyczny, rasistowski apel", który ma "wszystkie cechy teorii spiskowej". Tekst jest "wezwaniem do doprowadzenia do zmian politycznych, które dopasują zastane warunki do rzekomego prawa naturalnego czystości rasowej".

Jednak konsekwencji dla oficera nie było. Pozwolono mu napisać nową pracę. Dyscyplinarne dochodzenie wstępne "nie wykazało, że nastawienie żołnierza jest niezgodne z wolnościowym demokratycznym porządkiem prawnym" - wynikało z adnotacji. Wobec żołnierza nie zastosowano nawet formalnych, prostych środków dyscyplinarnych. Ostatecznie kara taka mogłaby uniemożliwić jego karierę jako zawodowego żołnierza.

W końcowej ocenie postępowania odnotowano, że żołnierz w w swojej prezentacji "padł ofiarą własnej wysokiej inteligencji". Wyłącza się wątpliwości co do "postawy wobec systemu wartości". W swojej pracy - głosi inna uwaga - prezentuje on tylko kontrowersyjne tezy.

Karabin ze swastyką

W Illkirch śledczy znaleźli pierwsze dowody, iż nie skończyło się na pracy naukowej. Na korpusie karabinu Franca A. odkryli wygrawerowaną swastykę, gdzie indziej skrajnie prawicowe napisy.

W jednostce miały także miejsce nieprawidłowości. Według źródeł wojskowych podejrzany porucznik miał nadzorować i dokumentować ćwiczenia strzeleckie. Jeden z uczestniczących żołnierzy zeznał, że nie przypomina sobie, by otrzymał amunicję.

Katarzyna Domagała / Redakcja Polska Deutsche Welle 

Dowiedz się więcej na temat: Bundeswehra

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy