Trump w Warszawie. W Berlinie mieszane uczucia

Polska i Niemcy mocno różnią się w podejściu do Donalda Trumpa. Jego wizyta w Warszawie budzi obawy o powrót dawnych podziałów.

"Wizytę amerykańskiego prezydenta w demokratycznym, europejskim kraju należy przyjąć z zadowoleniem" - mówił niedawno szef niemieckiej dyplomacji Sigmar Gabriel pytany o przyjazd Donalda Trumpa do Warszawy. Żartobliwie dodawał nawet, że życzyłby sobie, aby Trump najpierw odwiedził Polskę, a dopiero potem Arabię Saudyjską, gdzie był kilka tygodni temu, a nie odwrotnie. W swojej wypowiedzi, skierowanej do prasy zagranicznej w Berlinie, Gabriel przemycił jednak także inne przesłanie. Jak mówił, Europa nie może dać się podzielić, a takie potęgi jak USA, Rosja czy Chiny nie powinny uprawiać różnej polityki wobec poszczególnych europejskich krajów, tylko traktować Europę jako całość.

Dlatego nie ma wątpliwości, że Berlin będzie dokładnie przyglądał się warszawskiej wizycie Trumpa, a także sygnałom, jakie przy jej okazji będą wysyłać władze Polski i przywódcy innych krajów regionu przebywający w tym czasie w polskiej stolicy. Czy prezydent Andrzej Duda będzie adwokatem tzw. Trójmorza, starając się wykorzystać ten format jako przeciwwagę dla niemiecko-francuskiego motoru w Unii Europejskiej? Czy też będzie bronił Unii jako całości, co z pewnością przyjęto by z zadowoleniem za Odrą?

Próba przeciwwagi?

Reklama

Dyrektor berlińskiego biura German Marshall Fund Thomas Kleine-Brockhoff mówi, że to niedobrze, iż w ogóle stawia się takie pytania. Jego zdaniem, nie można dopuścić do tego, aby Polska czuła się zmuszona, nawet teoretycznie, do wybierania między wielkim sojusznikiem w postaci USA, a średnio-dużymi sąsiadami.

"To przypomina podział na 'starą i nową' Europę, który był bardzo szkodliwy, dlatego nikt nie chce jego powtórki" - ocenia. Brockhoff dodaje jednak, że szczyt państw Trójmorza z udziałem prezydenta Trumpa jest odbierany przez niektórych niemieckich polityków jako próba budowania przeciwwagi. "W Berlinie dostrzeżono też fakt, że Trump przyjeżdza właśnie do Polski, czyli do kraju, w którym trwa konfrontacja z praworządnością. To sygnał podkopujący zasadę trójpodziału władzy" - mówi.

Trump ostrzejszy wobec Rosji

Analityk ośrodka American Academy w Berlinie Jan Techau ocenia, że Trump przyjeżdza do Polski, bo chce osiągnąć dwie rzeczy. 

"Po pierwsze chce pokazać partnerom w NATO, że Stany Zjednoczone pozostają sojusznikiem, na którym można polegać. Po drugie, chce pokazać Rosji, że Waszyngton nie zamierza oddać Moskwie pola gry w Europie" - mówi. 

Techau zauważa, że Trump dokonał zwrotu w swojej polityce wobec Rosji i stał się wobec Kremla dość krytyczny. "Także przez wzgląd na politykę wewnętrzną USA Trump musi pokazać, że jest twardy wobec Moskwy" - ocenia. 

Zdaniem analityka, nie można wykluczyć, że w Warszawie Trump powie to, co nie przeszło mu przez gardło w Brukseli. A mianowicie jasno wesprze NATO i obowiązującą w nim zasadę jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.

Trump nielubiany w Niemczech


Stosunek do Donalda Trumpa to, obok sprawy uchodźców czy pomysłów na przyszłość Unii Europejskiej, jeden z najważniejszych punktów, w którym rozbiegają się polityczne sympatie Berlina i Warszawy.

W Niemczech Trump poddawany jest bezlitosnej krytyce, od której nie stronią nawet czołowi politycy. Szerokim echem odbiło się niedawne przemówienie kanclerz Angeli Merkel, wygłoszone podczas wiecu wyborczego w Bawarii, w którym mówiła, że Europa musi wziąć swój los we własne ręce, bo skończyła się epoka, w której można było polegać na innych, w domyśle na USA. Słowa niemieckiej kanclerz interpretowano wręcz jako zerwanie z powojennym porządkiem w naszej części świata.

Thomas Kleine-Brockhoff przyznaje, że tego typu wypowiedzi mogą wywoływać w Polsce zaniepokojenie, ale - jego zdaniem - nie powinno się przypisywać im zbyt dużej wagi.

"Merkel, czyli protestancka córka pastora, na pewno nie ogłosiłaby strategicznego resetu powojennej polityki zagranicznej przemawiając znad kufla piwa w katolickiej Bawarii, to wykluczone" - mówi. Brockhoff dodaje, że Warszawa byłaby dla Donalda Trumpa doskonałym miejscem do wyraźnego opowiedzenia się za tymi sprawami, które łączą Polskę i Niemcy - czyli sprawami NATO i stosunku do Rosji.

"Trump może skierować uwagę właśnie na te, ważne dla regionu tematy. Z kolei polski rząd mógłby nadać temu spotkaniu charakter natowsko-europejski, zamiast stawiać w centrum polską, specjalną perspektywę. Wtedy obawy przed tym szczytem okazałyby się nieuzasadnione" - mówi.

Wojciech Szymański, Berlin

Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje