"Wasale Putina". Niemcy pojmują Rosję jako fascynujące Imperium

W tygodniku "Die Zeit" ukazał się artykuł naświetlający stosunek Niemców do Rosji i relacje polsko-niemieckie. Uwypukla się w nim również wagę jedności europejskiej w kontekście obecnych wydarzeń politycznych.

Według George'a Kennana istota sowieckiej władzy polega na tym, że nie przemawiają do niej racje logiczne, a w dużej mierze logika władzy i dlatego może się ona bez problemu usunąć w cień, co zwykle czyni, gdy spotka się gdziekolwiek z silnym oporem. "To stwierdzenie, jak wiadomo, sprawdziło się przed 25 laty" - pisze autor artykułu w Die Zeit, Andrzej Krzemiński. "A jednak brakuje dziś wspólnego europejskiego spojrzenia na rewolucję 1989 roku w Europie Środkowo-Wschodniej". Krzemiński podkreśla, że w Niemczech ta rewolucja, uważana niekiedy za "niemiecką" (Wolfgang Schuller) jest redukowana do kilku tygodni. Zdaniem autora publikacji idea europejska nie odgrywała przy tym żadnej roli.

Na Majdanie jak w Stoczni Gdańskiej

Reklama

Polski punkt widzenia ma według niego zupełnie inny wymiar historyczny. Rok 1989 zapowiedział się już latem 1980 roku, gdy doszło do strajku generalnego w Polsce.

Nawet, jeśli upadek muru berlińskiego uważano za zwiastuna zjednoczenia Niemiec, rewolucja dalej trwała, również po upadku ZSRR. Bo późnej dotarła do Gruzji i na Ukrainę - przypomina Die Zeit. Tygodnik dodaje, że atmosfera Majdanu w 2013 roku niejednemu Polakowi przypominała atmosferę Stoczni Gdańskiej.

Oburzeni wykluczeniem Moskwy

O niezrozumieniu przez wielu Niemców długofalowego oddziaływania 1989 roku, świadczy według Die Zeit fakt ostrego skrytykowania wystąpienia prezydenta Niemiec Joachima Gaucka 1 września na Westerplatte przez środowiska lewicowe i lewicowo- liberalne. "Prezydent powiązał w swym przemówieniu 75. rocznicę napaści Niemiec na Polskę z 25-leciem zwycięstwa Solidarności i obalenia muru oraz potępił rosyjską wojnę przygraniczną na Ukrainie. Jego krytycy zapoznali się pobieżnie z polskim kontekstem przemówienia i oburzyli się, że "Gauck, zamiast wypowiedzieć słowa pojednania w obliczu niemieckich zbrodni w Rosji, wykluczył Moskwę z powodu Ukrainy". Autor zaznacza, że w Warszawie zareagowano na tę krytykę z niedowierzaniem.

"Nie było w tym jednak nic nadzwyczajnego. Dla wielu lewicowców upadek NRD nie był żadnym szczęśliwym przypadkiem dla Niemiec, lecz raczej niepojętym błędem". Autor dodaje, że nie mieli oni żadnego stosunku do "bratniego kraju" z jego Solidarnością, z jego papieżem i nonszalanckim podejściem do klasyków "naukowego światopoglądu", za to pełny szacunek dla władz Rosji".

Rok 1989 jeszcze się nie skończył

To, że Joachim Gauck uderzył we właściwy ton, poświadczył mu prezydent RP w czasie swego wystąpienia na forum Bundestagu. "Bronisław Komorowski mówił o niemiecko-polskiej wspólnocie odpowiedzialności za Europę, o pogłębieniu UE i umocnieniu sojuszu transatlantyckiego.

"Ten niemiecko-polski dialog obu prezydentów daje do zrozumienia, że rok 1989 jeszcze się nie skończył. Pytanie tylko, czy rewolucja w Europie Środkowo-Wschodniej z atakiem militarnym na wschodnią Ukrainę i okrojeniem wolności obywatelskich w Rosji, sama nie stoczy się w kierunku kontrrewolucji.

Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje