Chcą wiedzieć, czy ich syn żyje

Łukasz Kania wyszedł z domu 8 lat temu i od tamtej pory słuch po nim zaginął. - Powiedział nam żebyśmy go nie szukali, że odezwie się jak uzna to za stosowne. Jednak to trwa już za długo. Chcemy tylko wiedzieć, czy nasz syn żyje - mówi ojciec zaginionego.

Sprawa może wydawać się dziwna, gdyż rodzice dopiero po ośmiu latach zdecydowali się poinformować policję o zaginięciu syna.

Reklama

- Łukasz wychodząc z domu 1 grudnia 2001 miał 20 lat. Był więc pełnoletni i mógł sam decydować o swoim życiu - tłumaczy ojciec. - Prosił nas również abyśmy go nie szukali, że sam się odezwie - dodaje.

Rodzice uszanowali prośbę syna i liczyli, że w końcu da znać, gdzie jest i co robi. Tak się jednak nie stało, dlatego zdecydowali się zgłosić zaginięcie na policję i poprosili o pomoc w poszukiwaniach prywatnego detektywa. Wcześniej ojciec próbował prowadzić śledztwo na własną rękę. W 2003 roku wysłał pismo do Centralnego Biura Meldunkowego, z którego otrzymał odpowiedź, że nikt o tym nazwisku nie zameldował się w naszym kraju.

- Wiadomo, że Łukasz był typem samotnika, nie miał przyjaciół ani dziewczyny. Ostatni raz widziany był w miejscu zamieszkania. Ubrany był wówczas w czarne spodnie dżinsowe, czarną kurtkę z biało-pomarańczowymi pasami na rękawach oraz czarne buty - opowiada Marek Rosiak, prywatny detektyw. - Wiemy także, że przez ten czas nie był legitymowanym, co może wskazywać, że przebywa poza granicami naszego kraju - dodaje.

Kilka miesięcy przed zaginięciem Łukasz przebywał w Niemczech gdzie pracował przy winobraniu. Dlatego jedna z hipotez zakłada, że wyjechał za granicę w celach zarobkowych.

- Wziął ze sobą sporą sumę pieniędzy oraz paszport - tłumaczy Rosiak, który nie wyklucza innych możliwości. - Być może przebywa on w jakiejś grupie wyznaniowej. Niestety musimy brać pod uwagę także samobójstwo lub zabójstwo - wyjaśnia detektyw.

Jak mówi Marek Rosiak, śledztwo jest na razie w fazie wstępnej i ma na celu dotarcie do osób, które mogą mieć jakieś informacje o Łukaszu. - Sprawa nie należy do łatwych chociażby ze względu na upływ czasu. Ciężko jest znaleźć jakiś punkt zaczepienia, gdyż nawet znajomi nic nie wiedzą o jego losach - tłumaczy Rosiak.

Równolegle poszukiwania rozpoczęła policja, która sprawdza wszystkie ślady oraz wysyła telegramy do jednostek w całym kraju. Rodzice mają nadzieję, że uda się odnaleźć syna. - Nie chcemy namawiać go do powrotu do domu. Chcemy tylko wiedzieć czy żyje i jest bezpieczny. Wystarczyłaby nawet zwykła karta pocztowa - mówi zrozpaczony ojciec.

Wszystkie osoby posiadające jakiekolwiek informacje, które mogą przyczynić się do ustalenia miejsca pobytu zaginionego proszone są o kontakt z Komisariatem Policji w Głuszycy, osobiście bądź telefonicznie pod numerem (074) 845-63. Można również dzwonić do biura detektywistycznego Enigma: 509 938 556, (074) 848 12 17.

Robert Włochal

robert@nww.pl

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje