Krew się znowu poleje

Aż wstyd, że ten plac tak się nazywa. Piwsko żłopią, klną, kłócą się i tłuką - mówi Robert Rosiński. Tak radny powiatu podsumowuje wieczorne zabawy młodzieży na placu Popiełuszki. Radny apeluje do władz miasta, aby zrezygnowały z organizacji Bolesławieckiego Święta Ceramiki właśnie tam.

Rosiński prosi komendanta policji, aby wcale nie wydawał zezwoleń na masowe imprezy w centrum.

Reklama

Dyskusja na temat stosowności organizacji masowych imprez na placu Popiełuszki rozgorzała przy okazji sprawozdania komendanta policji, który opowiadał radnym o zagrożeniach i patologiach grożących mieszkańcom powiatu. Za jedno z największych niebezpieczeństw policja uznała rosnącą liczbę przestępstw dokonywanych przez nieletnich. Młodzi bandyci są coraz bardziej brutalni i agresywni. Tylko w tym roku, policjanci zatrzymali sprawców 177 przestępstw.

Młodociani bandyci dokonali 37 kradzieży, 39 włamań, 6 rozbojów, wdali się w 21 bójek, przy 17 zatrzymanych znaleziono narkotyki. Większość tych występnych czynów nieletni popełnili będąc pod przemożnym wpływem alkoholu.

- Mieszkam przy ulicy Asnyka i widzę co się tu dzieje wieczorami - mówi Halina, która z obawy o swoje bezpieczeństwo woli nie podawać nazwiska. - Najwięcej takich młodych, podpitych osób kręci się przy sklepie "Żabka". Policji za to nie widać wcale. Wystarczy, by się tu zaczaili, a pijane małolaty same wpadną im w ręce.

Eskalacji patologicznych zachowań podczas Święta Ceramiki (17 - 19.08.) obawia się radny, Robert Rosiński. Jego zdaniem, organizacja masowych imprez w centrum sprzyja rozpijaniu młodzieży.

- Wokół placu Popiełuszki mieszka kilka tysięcy ludzi - mówi Rosiński. - Miło jest posłuchać programu artystycznego nawet do północy. Jednak dla tych ludzi "zabawa" nie kończy się do rana. Tu się leje krew, a pijanych i agresywnych małolatów nikt nie ściga. Jest bardzo niebezpiecznie.

Imprezy w centrum mają przeciwników i zwolenników. - Wolę, aby występy były w centrum, bo mam bliżej do domu - mówi Joanna Kaleta z ulicy Jana Pawła II. - Poza tym, to tylko kilka dni w roku. Można wytrzymać.

Komendant policji też nie zamierza niczego zakazywać. - Ja nawet nie mam prawa zakazać - tłumaczy Adam Różycki. - Ja tylko wydaję opinię, czy na przykład teren nadaje się dla określonej liczby widzów. Zezwolenie wydaje prezydent miasta. Nawet jeśli moja opinia będzie negatywna, odpowiedzialność bierze na siebie organizator zabawy.

Największe miejskie imprezy nadal organizowane będą w centrum. - W większości miast w Polsce i na świecie najhuczniejsze zabawy odbywają się w centrum - mówi Agnieszka Gergont, rzeczniczka magistratu. - Poza tym, z ankiety, którą przeprowadzono w ubiegłym roku wynika, że mieszkańcy wolą imprezy w Rynku, czy na placu od tych na terenie MOSiR, bo więcej osób może w nich uczestniczyć.

(red)

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje