Niepełnosprytna

Mówią o nich "niepełnosprytni". Elżbieta jest od 11 lat nieuleczalnie chora. Od roku jeździ na wózku. Od dwóch miesięcy nie wstaje z łóżka. Niezwykle bystra, z wielkim poczuciem humoru i sporym dystansem do samej siebie.

Od urodzenia mieszka w Kątach Wrocławskich, teraz już tylko z córką i synem (jest po rozwodzie). Miała 31 lat, gdy usłyszała diagnozę - stwardnienie rozsiane. Choroba ta dotyczy osób między 20. a 40. rokiem życia. Szczyt zachorowań przypada na 30-35 lat. - Wszystko zaczęło się od bólu nóg. Zaczęłam chodzić jak pijana, nie biorąc alkoholu do ust - mówi Ela.

Reklama

Często pierwszym objawem choroby są nagle pojawiające się kłopoty z chodzeniem. Bywa, że chory zaczyna odczuwać osłabienie określonych grup mięśni, szczególnie kończyn dolnych.

- Jednocześnie pogorszył mi się wzrok, zaczęłam więc leczyć się u okulisty. W przebiegu choroby mogą pojawić się również problemy z widzeniem, takie jak spadek ostrości wzroku, oczopląs, widzenie podwójne.

Długie oczekiwanie na diagnozę

- Jednak samo badanie wzroku nie wykazało niczego konkretnego. Okulistka powiedziała mi wtedy: "Zejdź, Ela, na drugie piętro, tam przyjmuje neurolog, może on coś rozpozna". Tak dostałam skierowanie do szpitala, z którego jednak wypisano mnie jako zdrową. Tymczasem objawy nie ustępowały - opowiada dalej kobieta.

Wielu chorych skarży się, że tak dużo czasu mija, zanim usłyszą diagnozę. Przyczyną jest brak pewnego diagnostycznego testu na stwardnienie rozsiane. Czasem od chwili wystąpienia pierwszych objawów do rozpoznania mija nawet pół roku. U Eli diagnozę postawiono dopiero po wykonaniu rezonansu. - Kiedy leżałam na oddziale, pierwszy raz usłyszałam określenie "stwardnienie rozsiane" od współpacjentek, a nie od lekarzy - dodaje gorzko.

Później zaczęło się długotrwałe leczenie, a raczej próby osłabienia choroby: sterydy, akupunktura, rehabilitacja. Niestety, nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów. - Powiedziano mi, że mam najgorszą, bo bardzo szybko postępującą postać choroby - wyjaśnia Elżbieta. Najpierw była laska, potem kule, po nich wózek inwalidzki. Kobieta jednocześnie zaczęła tracić wzrok. Doszły jeszcze kłopoty z mową i przełykaniem.

Bez szans na rehabilitację

Leki, które dostawała, wyniszczyły jej organizm. Fizycznie czuje się na 80 lat. Nie może już przyjmować sterydów. Cierpi. Ból neuropatyczny jest najczęstszym rodzajem bólu w stwardnieniu rozsianym, przynoszącym cierpienie i trudnym w leczeniu. Jest opisywany jako stały, uciążliwy, piekący lub jako intensywne mrowienie.

Od dwóch miesięcy jest tak słaba, że nie może samodzielnie przenieść się z łóżka na wózek. Jej dzieci uczą się jeszcze i tym samym nie mogą zająć się na co dzień matką. Dzień Eli wypełniony jest więc ciszą, przerywaną od czasu do czasu audycjami z radia. Bardzo doskwiera jej to, że nie może już czytać, co zawsze lubiła. Czasem zdarza jej się posłuchać książki mówionej, którą dostarczą życzliwi znajomi. Jednak choroba jej nie złamała - niejeden zdrowy człowiek chciałby mieć taką siłę przetrwania, jaką posiada Elżbieta. Stara się górować nad chorobą, w czym pomaga jej poczucie humoru.

Ostatnio szpital we Wrocławiu odmówił przyjęcia jej na rehabilitację ze względu na brak miejsc. Ma dowiadywać się, kiedy zwolni się szpitalne łóżko. Kobiecie potrzebna jest codzienna pomoc: przygotowanie herbaty, drobne zakupy i przede wszystkim rozmowa z drugim człowiekiem. Tej ostatniej żadne radio nie zastąpi.

Wolontariusze, którzy mogliby pomóc Eli, proszeni są o kontakt pod nr tel.: 500 416 378.

Magda Wieteska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy