"Precz z IMPELializmem" wołali uczestnicy manifestacji

Prawie 700 osób przeszło przez centrum Wrocławia w demonstracji przeciwko łamaniu praw pracowniczych. Akcja wymierzona była głównie przeciwko firmie Impel.

Wśród protestujących nie było jednak jej pracowników. Zarząd firmy nie zgadza się z zarzutami łamania praw pracowniczych i rozważa skierowanie sprawy do sądu.

Reklama

Protest zorganizował Komitet Pomocy i Obrony Represjonowanych Pracowników oraz Wolny Związek Zawodowy Sierpień'80. Według organizatorów, do Wrocławia przyjechali działacze m.in. z Warszawy, Krakowa, Poznania, Łodzi, Bydgoszczy i Bełchatowa. Policja szacuje, że w demonstracji uczestniczyło ok. 700 osób. Protest trwał ponad 2 godziny.

- Przyszliśmy zaprotestować przeciwko praktykom, jakie odbywają się w Impelu. Sprzeciwiamy się łamaniu praw pracowników poprzez podpisywanie z nimi pozakodeksowych umów regulujących stosunek pracy. Impel powinien zatrudniać pracowników na stałe i dawać im lepsze umowy o pracę - powiedziała Ewa Groszewska z Polskiej Partii Pracy.

Dodała, że pracownicy Impela nie uczestniczyli w proteście, ponieważ zostali zastraszeni przez firmę.

Akcja rozpoczęła się przed siedzibą firmy Impel. Następnie protestujący przeszli ulicami miasta do rynku. Nieśli transparenty m.in.: "Dość łamania praw pracowniczych", "Precz z IMPELializmem", "Praca czasowa, dyskryminacja stała".

Protestujący chcieli wręczyć dolnośląskim posłom PiS i LPR sporządzony przez siebie raport na temat łamania praw pracowniczych w spółce Impel oraz projekt nowelizacji ustawy o zatrudnianiu pracowników tymczasowych. Posłów nie zostali jednak w ich w biurach, zapowiedzieli wysłanie pism pocztą.

Impel nie zgadza się z zarzutami demonstrantów o łamaniu praw pracowniczych. Na konferencji prasowej, która odbyła się przed demonstracją, zarząd spółki oświadczył, że do firmy nie wpłynęły oficjalnie żadne postulaty protestujących, a raport o nieprawidłowościach w Impelu jest "zbiorem pomówień i nieprawdziwych stwierdzeń".

Uczestniczący w konferencji Andrzej Złotorowicz ze Związku Zawodowego Pracowników Grupy Impel powiedział, że pracownicy nie solidaryzują się z organizatorami protestu. - Wręcz przeciwnie (...) Próbowaliśmy kontaktować się z organizatorami tej akcji, ale nie chcieli z nami rozmawiać - powiedział Złotorowicz.

W Impelu działa ponad 50 związków zawodowych zrzeszających blisko 2 tys. osób. Jak powiedziała rzeczniczka prasowa firmy Katarzyna Marszałek, dotychczas nie było przypadków zażaleń ze strony związkowców, o jakich mówili protestujący.

Marszałek dodała, że Impel średnio raz w miesiącu kontrolowany jest przez Państwową Inspekcję Pracy, która dotychczas nie miała większych zastrzeżeń do firmy. Jak wyjaśniła, ewentualne uwagi dotyczyły np. niewłaściwego zabezpieczenia ubrań roboczych.

Wiceprezes Impela Edward Laufer przyznał, że wobec rozpowszechniania nieprawdziwych informacji naruszających dobre imię firmy, rozważane jest skierowanie sprawy do sądu.

Jak powiedział przewodniczący WZZ "Sierpień'80" Bogusław Ziętek, czwartkowy protest dotyczył nie tyko Impela. Według niego, podobnie dzieje się w wielu innych firmach, które - jak wyjaśnił - "łamią prawa pracownicze, pozbawiając pracowników gwarancji kodeksowych. Chodzi o firmy, które w większości zatrudniają na czas określony lub za pośrednictwem agencji pracy".

Grupa Impel świadczy m.in. usługi porządkowe, ochrony osób i mienia oraz cateringu. Obsługuje ok. 3 tys. przedsiębiorstw na terenie całego kraju. Zatrudnia ponad 30 tys. pracowników.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje