Szpital nie czuje się odpowiedzialny za śmierć chłopca

Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu zapewnia, że nie odmówił przyjęcia dziecka w stanie krytycznym. Tydzień temu przy ulicy Borowskiej śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego z chłopcem na pokładzie został odesłany do szpitala wojskowego, gdzie mimo reanimacji dziecko zmarło.

Wojewoda dolnośląski Tomasz Smolarz nie chce komentować sprawy. Czeka na wyniki śledztwa prowadzonego przez prokuraturę. Tydzień temu mówił, że system nie zawiódł. Odmiennego zdania jest prezes Dolnośląskiej Izby Lekarskiej Jacek Chodorski. - To jest sytuacja nie do zaakceptowania. Delikatnie mówiąc, zachowanie kolegów lekarzy było nierozsądne - uważa.

Dyrektor Akademickiego Szpitala Klinicznego Piotr Pobrotyn po przejrzeniu monitoringu broni swoich lekarzy, którzy zdecydowali o skierowaniu śmigłowca do innego szpitala. - To nie była odmowa przyjęcia, my przyjęliśmy to dziecko. Taka zapadła decyzja. To czy ona jest słuszna, czy nie, bada prokuratura - mówi.

Reklama

Wcześniej dziecka nie chciał też szpital przy Traugutta. Obie placówki mówiły, że dyżur neurochirurgiczny ma wojsko. NFZ przypomina, że płaci szpitalom za pełną gotowość.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje