Zwierzęta chodzą do psychologa

O tym, czy chodzenie ze zwierzakiem do psychologa to fanaberie, rozmawiamy z doktorem weterynarii Agnieszką Janeczek.

Kto zgłasza się do psychologa dla zwierząt?

Reklama

Agnieszka Janeczek: Różni ludzie. Tacy, którzy nie radzą sobie ze swoimi czworonogami. Bywa tak, że kilkuletni pies znający właściciela i domowników zaczyna być agresywny. Właściciele zastanawiają się nawet nad uśpieniem zwierzęcia. Wtedy wkraczam ja. Przyjeżdżam do takiego domu, oceniam sytuację, sprawdzam, w jakich okolicznościach pies zaczyna reagować inaczej. Po zrobieniu wywiadu ustalam z właścicielami plan działania, ćwiczenia z psem, tłumaczę też przebieg schorzenia. Potem monitoruję sprawę, aż przyniesie to pożądane rezultaty.

Więc nie jest to fanaberia znudzonych bogaczy, chodzących na terapię z byle powodu i ciągnących za sobą cały zwierzyniec, ale problemy rzeczywiście są poważne?

Oczywiście, że tak. Do mnie zgłaszają się różni ludzie od pracowników Tesco po prawników. To, ile mają pieniędzy, nie ma znaczenia. Ważne jest to, ile pracują, jak zajmują się swoimi pupilami, czy w ich domu nie ma patologii. Zwierzę jest członkiem stada i reaguje na wszelkie zmiany, jakie w nim zachodzą. Również na zmiany w otoczeniu.

Czy takie sytuacje mogą wywołać u psa depresję i czy w ogóle w przypadku zwierząt można mówić o depresji?

Można, choć trzeba pamiętać, że pies to nie człowiek. Nie wraca pamięcią wstecz, nie analizuje swojego życia. Myśli abstrakcyjnie, reaguje na bodźce. Jeśli się boi, to znaczy, że kojarzy mu się to z jakąś nieprzyjemną dla niego sytuacją. Leczyłam psa, którego ktoś kopnął w głowę lewą nogą i potem gryzł ludzi właśnie w lewą nogę.

No dobrze. Stawia pani diagnozę, ocenia sytuację i co dalej. Z człowiekiem się rozmawia, pracuje w grupie, a ze zwierzęciem? Przecież nie położy go pani na kozetce?

Wbrew pozorom ze zwierzęciem też pracuje się w grupie. Pies nie mieszka sam. Domowników traktuje jak członów stada. W środowisku naturalnym w stadzie zachowana jest hierarchia. Jest przewodnik stada ? alfa i jemu podporządkowana jest reszta. W domu jest podobnie. Problem pojawia się, gdy to pies rządzi domownikami. Wtedy trzeba to odwrócić, ale współpracować muszą wszyscy, nie tylko pies.

A czy kot może sterroryzować rodzinę?

Kota zwykło się traktować jak samotnika, który chodzi własnymi drogami. Ludzie niewiele wymagają od kotów. A prawda jest taka, że można ich wiele nauczyć. Np. podobnie jak psy potrafią aportować. Kot niczego nienauczony potrafi wystawić pazurki. Znane mi są przypadki, że zwierzęta tak mocno wchodzą w stosunki międzyludzkie, że kończy się to rozwodami.

Bywają agresywne, cierpią na depresje, mają fobie i stany lękowe. Może zwierzęta cierpią, bo nie mogą wytrzymać z człowiekiem?

Jest różnie. Psy oddane do schroniska narażone są na niebywały stres. Cały czas szczekają, są lękliwe. Zwierzęta, którym umarł właściciel, przechodzą zespół lęku separacyjnego ? wyją, nie jedzą, cały czas szczekają. Ale psia dusza choruje również dlatego, że właściciele zapominają, że mają w domu zwierzę i próbują je uczłowieczyć. Ważne jest, by wiedzieć, jaką funkcję zwierze ma spełniać w domu. Jeśli jesteśmy aktywni, wybierzmy rasę, która lubi ruch. Jeśli zostawiamy zwierzę na 8 godzin w domu, niech to będzie pies, który nie wymaga ciągłej uwagi. Psy lękliwe, nielubiące samotności szczekają, sikają, wygryzają futryny, albo cierpią na autoagresję i wylizują sobie do krwi łapę.

Jak wygląda leczenie takich zachowań?

Bardzo ciężkie przypadki leczy się farmakologicznie. Ale ja zawsze zaczynam od ćwiczeń, bo leki to najprostsze wyjście z sytuacji.

W przyszłym roku w telewizji zobaczymy program z pani udziałem. Będzie pani supernianią dla zwierząt?

Nie lubię tego określenia. Ale rzeczywiście przypadki, które obejrzą widzowie, będą ciężkie. Nie wiem, jak to wyjdzie, ale myślę, że program będzie użyteczny dla wielu ludzi.

Olga Gadek

olga.gadek@echomiasta.pl

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje