Czyli nie ma żadnych rozmów z PSL i SLD?
Oczywiście, również rozmawiamy z SLD i PSL na temat doraźnej taktyki czy strategii parlamentu.
Ale nie na tematu koalicji rządowej?
Absolutnie nigdy nie było żadnych rozmów na temat hipotetycznej czy potencjalnej koalicji w tej kadencji.
A pan brzydziłby się w jednej koalicji z SLD być?
Nie, bo w ogóle takie określenie "brzydziłby się" chyba nie jest na miejscu. Natomiast nie wyobrażam sobie - jako polityk odwołujący się do wartości konserwatywnych i prawicowych - koalicji z Sojuszem Lewicy Demokratycznej, ale wyobrażam sobie np. wspólne głosowania nad projektami ustaw, również tymi - zgłoszonymi przez Platformę Obywatelską - które są dobre dla Polski.
Ale obrzydzenia dla koalicji z SLD pan nie czuje? To jest ciekawe zdanie politycznie.
Ja w ogóle do nikogo nie czuję obrzydzenia, zapewniam pana.
A do euro pan nie czuje też obrzydzenia?
Kocham euro!
Ale taką miłością bardzo stonowaną?
Rozsądną!
Rząd rozpoczyna negocjacje o wejściu do korytarza walutowego, PiS się będzie w tym korytarzu jak Rejtan kładł?
Proszę pana, na razie są to zapowiedzi, które jeżeli miałyby służyć uspokojeniu i próbie oddziaływania na tych wszystkich, którzy próbują majstrować przy polskim złotym, to jeszcze byłbym w stanie zrozumieć.
No nie, ale teraz już mamy do czynienia z realnymi faktami - zaczynają się negocjacje. Co zrobi PiS w tej sytuacji? Co zrobi prezydent? Co zrobi NBP?
Żeby te negocjacje były skuteczne, to najpierw powinna rozpocząć się rzetelna i merytoryczna rozmowa z NBP i z panem prezydentem.
Jakieś negocjacje z NBP się toczą. Z prezydentem trochę gorzej.
Również z opozycją. Jako przedstawiciel partii opozycyjnej mówię: odwołajmy się do konstytucyjnego zapisu, mówiącego o referendum.
A gdyby PO zaproponowała: referendum tak, ale uznajmy, że ono będzie wiążące niezależnie od frekwencji.
Nie zmienimy zdania w sprawie euro, ale jeśli Polacy powiedzą tak, na pewno nie będziemy przeszkodą.
I nie musi być frekwencja 50-procentowa wtedy?
Musi być, bo takie są zapisy.
O tym właśnie mówię.
A ja mówię o tym, że jeśli w referendum Polacy opowiedzą się za wejściem Polski w najbliższym czasie do strefy euro, to pomimo tego, że nadal będziemy podchodzić do tego krytycznie, zgodzimy się na zmianę w konstytucji.
Ale pan wie, że pytam o coś innego. Czy jeśli by nie było wymaganej frekwencji, to PiS uzna wynik referendum za wiążący?
Wtedy nie będzie wiążące. To jest oczywiste.
Pytam o kompromis z PO. Rozumiem, że nie będzie zgody?
Jest zgoda na kompromis pod jednym warunkiem: PO, która w swojej nazwie ma obywatelska, nie będzie antyobywatelska i odwoła się do obywateli.
A wyobraża pan sobie taki scenariusz, że PO za parę miesięcy wprowadza nas do ERM 2, potem bronimy tej złotówki przez dwa lata, potem PiS dochodzi do władzy i nas wyprowadza z tego korytarza?
Wątpię, by PO nas w tej sytuacji do tego korytarza wprowadziła, dlatego że wszystko na to wskazuje, nie ma zgody Europejskiego Banku Centralnego.
A gdyby wprowadziła?
Gdyby babcia miała wąsy... Nie wiem. Wydaje mi się bardzo mało prawdopodobne, by PO zdecydowała się na wejście do ERM 2, kiedy idą bardzo mocne sygnały naszych partnerów z UE, że jest na to za wcześnie. To nawet nie jest kwestia sporu politycznego - o tym mówią ekonomiści, którzy twierdzą, że dziś nie stać nas na wejście do korytarza walutowego.
Mówią też, że gdyby PiS zgodził się na euro, to złotówka wzmocniłaby się o 40 groszy. Może warto by było?
Jeśli siła naszej waluty ma zależeć od tego, co w danej chwili mówi polityk, to niech nas pan Bóg broni. Złotówka musi być silna siłą naszej gospodarki.









Twój komentarz może być pierwszy!