Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

EuroPride? Oni chcą tylko akceptacji

Zaimponował mi swą straceńczą polemiczną odwagą poseł Bolesław Piecha z PiS. Otóż w studio TVN 24 Piecha usłyszał jak Robert Biedroń mówi do dziennikarza: "pan równie dobrze wygląda na geja jak ja, niczym się sobą nie różnimy". I wtedy wkroczył do akcji. "Jest różnica - zawołał. - Ja mam obrączkę!"

Paaanie pośle... W tej partii, takie uwagi - o obrączce?

Rozmowa Biedroń-Pecha miała miejsce przy okazji warszawskiej parady EuroPride. Podczas której, jak oburzał się poseł PiS - "epatowano seksualnością".

Każdy widzi, co chce zobaczyć.

Sądzę, że uczestnikom parady chodziło o sprawy innego rodzaju. Nawet nie o ustawę o związkach partnerskich, o zapisy prawne pozwalające m.in. wspólnie rozliczać się przed fiskusem, bo to owszem, rzecz ważna, ale raczej ornament, ładne hasło.

Im przede wszystkim chodziło, i chodzi, o społeczną akceptację. O to, by nikt za nimi nie wrzeszczał "ty pedale!", by nie musieli opowiadać bajek w pracy, dlaczego nie mają żony czy też dziewczyny, by nie słyszeć za plecami głupich uśmieszków. I pytań, po trzech piwach, od zaufanych kolegów: stary, wiesz, ja nie mam nic przeciwko, ale powiedz mi, jak wy to robicie? By móc, najspokojniej w świecie, postawić na biurku zdjęcie swego chłopaka, tak jak ich hetero-koledzy stawiają zdjęcia swych żon i dzieci.

To jest to marzenie - że nie trzeba udawać, i że można żyć normalnie.

Chcą za dużo?

Sądzę, że nie są to jakieś wygórowane żądania. Bo dziś granice tolerancji są w zupełnie innym miejscu niż sto lat temu, pięćdziesiąt czy nawet dwadzieścia.

Więcej na ten temat

  • Tak dla związków partnerskich i zawodowych, bo Polska jest najważniejsza - to jedno z haseł, pod jakim w sobotę ulicami Warszawy przeszła parada EuroPride 2010. Według szacunków policji wzięło w niej udział ok. 8 tys. osób. Nie obyło się bez kontrmanifestacji - największą zorganizowała Młodzież Wszechpolska. więcej »

Były przecież czasy, kiedy z największą nieufnością patrzono na rozwodników, a symbolem moralnego upadku była panna z dzieckiem. A jak traktowano pary żyjące bez ślubu? Jako cyganerię, w najlepszym wypadku. W czasach PRL nie meldowano w hotelach, w jednym pokoju, nie-małżonków. Tak socjalizm dbał o moralność.

To się zmieniło, więc i powoli przychodzi czas na akceptację mniejszości seksualnych. W tę stronę granica tolerancji się rozszerza.

Z drugiej zaś strony, są obszary, w których ta granica się zawęża. Praktycznie nie tolerujemy w pracy pijaków, choć w PRL kolegę na bani lub na kacu kryto i usprawiedliwiano. Niechlujstwo w pracy, niegdyś powszechne, też maleje, coraz więcej firm szczyci się jakością swych wyrobów i wydajnością pracy.

A w sferze społecznej? Nie tak dawno razy wymierzane dziecku uznawano za oczywistą metodę wychowawczą. Dziś słowo "klaps" budzi protesty. Z kolei aborcja w czasach PRL traktowana była wręcz jak jedna z form antykoncepcji. Dziś nikt tego tak nie traktuje, tu nastąpiła olbrzymia zmiana. Nasza cywilizacja ewoluuje. Także jeśli chodzi o stosunek do mniejszości seksualnych.

Gdy w marcu 2001 roku Bertrand Delanoe, zostawał merem Paryża, pół Francji było w szoku. Bo Delanoe nie dość, że był pierwszym socjalistycznym merem stolicy Francji od czasów Komuny Paryskiej, to również otwarcie mówił, że jest gejem. Siedem lat później już szoku nie było - Delanoe z wielką przewagą wybrany został merem jeszcze raz.

Gdy Klaus Wowereit walczył o stanowisko nadburmistrza Berlina też dokonał coming-outu. "Jestem gejem. I tak jest dobrze" - ogłosił. Dostał brawa. A potem wygrał wybory.

Spójrzmy na Paryż i Berlin - nie wyglądają jak Sodoma i Gomora.

Wowereit czy Delanoe oceniani są przede wszystkich w kategoriach ich umiejętności politycznych i administracyjnych, sprawa ich seksualności wyborców nie rusza.

A w Polsce?

W Polsce na razie środowiska gejów i lesbijek cieszą się, że otrzymały zgodę na EuroPride. Bo pięć lat temu władze nie zgodziły się na Paradę Równości. A teraz można spacerować. Więc jest zmiana na lepsze. No i teraz policja chroniła manifestujących. Bo - tu zmiany nie ma - nie zabrakło prawicowej młodzieży, krzyczącej "pedały", usiłującej zatrzymać pochód.

Bo obraża uczucia religijne i promuje zachowania niemoralne. Sieje zgorszenie. Zagraża chrześcijańskim korzeniom.

Tak jakby od patrzenia na geja można było się zarazić i przerzucić z żony na kolegę.

Tak jakby zastraszona mniejszość mogła wstrząsnąć chrześcijaństwem.

Co prawda o. Rębacz, dyrektor Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin twardo orzekł, że parady być nie powinno, bo to walka z chrześcijaństwem, i że trzeba się temu sprzeciwiać "aż do krwi". Ale patrząc na los arcybiskupa Juliusza Paetza, tak jak go potraktowano, w sposób pełen wyrozumiałości i braterskiej sympatii, trudno mi w to groźne oblicze Kościoła tak do końca uwierzyć.

Robert Walenciak

ródło informacji: FELIETONY INTERIA.PL

więcej o:
Prawo i Sprawiedliwość,
robert,
Polska Rzeczpospolita Ludowa,
piecha,
posłowie

Oceń artykuł:

zobacz ranking »
  • tak 49%
  • nie 51%
Ocen: 669
Zamknij

Dodatki

Warto przeczytać

 


Informacje dodatkowe