Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

Pitera: To jakaś granica absurdu

To premier tak mówi, pani szef.

Umówmy się, to nie jest koniecznie do ustawy, to jest z rozmaitych pomysłów.

Nie zabolały pani te słowa?

Nie, nie zabolały. Dlatego że problem polega na tym, że troszkę trzeba być naiwnym, żeby wierzyć, że działania człowieka zostaną osiągnięte w stu procentach, i do tego jest potrzebna pewna doza idealizmu i naiwności.

Jest jeszcze opinia Rady Legislacyjnej przy Premierze, która mówi, że pani ustawa to zlepek przepisów, pełen luk, niekonsekwencji, nienadający się do dalszych prac legislacyjnych.

I to jest opinia profesorów prawa? Ja zawsze myślałam, że ktoś, kto jest dobrym prawnikiem, wskaże artykuł, ten to to, ten to ten, ten to tamten.

Ale jeśli profesorowie prawa tak mówią, to może premier się zastanawia, czy tej ustawy rzeczywiście nie wyrzucić do kosza?

Troszkę mi to bardziej przypomina bulwarową publicystykę - przepraszam panów profesorów, ale ja pierwszy raz widzę. Jakby ładnie wyglądało, jakby tak wyglądały na przykład wyroki Trybunału Konstytucyjnego.

To po to premierowi taka Rada Legislacyjna, która uprawia bulwarową publicystykę?

Ona jest prawnie przypisana premierowi i być musi.

Może zmienić jej skład?

Panie redaktorze, proszę mnie nie namawiać na to. Mimo wszystko Rada Legislacyjna nie rządzi państwem, a to co ewentualnie od czasu do czasu... i od razu chciałam dodać: nie cała Rada Legislacyjna, bo obraziłabym wszystkich jej członków, to jest trzech panów z Rady Legislacyjnej.

Jest jeszcze Waldemar Pawlak, który twierdzi, że pani pomysły to powrót do czasów PiS-u.

Nie, bo pan premier Pawlak po prostu nie czyta ustawy.

"Ta propozycja oparta jest o bardzo ryzykowne założenia, zmierzające do tego, że wszyscy są podejrzani" - pisze Pawlak do premiera.

Słyszałam też, że pięć lat kary to jest skandal. Tylko pan premier nie wie, że wobec nieobowiązującej ustawy jest pięć lat, a w naszej trzy.

Ale pani minister: Rada Legislacyjna przeciw, premier mówi o naiwności, Waldemar Pawlak z panią walczy i z tą ustawą walczy, gdzie są nadzieje na uchwalenie wielkiego dzieła Julii Pitery?

Ale pan się powinien cieszyć, bo to dziennikarze się domagali, żeby przyjąć wreszcie jakiś scenariusz, który skończy z nepotyzmem. On tam jest. I w związku z tym niech się pan nie spodziewa, że będzie to chwalona ustawa, skoro ona przeciwdziała tym zjawiskom, które były normą w naszym życiu publicznym.

Czyli uważa pani, że Waldemar Pawlak nie chce odsłonięcia nepotyzmu PSL-u i dlatego walczy z tą ustawą?

Ma inny stosunek do nepotyzmu i wielokrotnie o tym mówił. Nawet premier osobiście mówił, że mamy trochę inną wrażliwość, jeśli chodzi o to zagadnienie.

I stąd jego niechęć do ustawy?

Tak sądzę.

Chciałem jeszcze zapytać, czy w Platformie zapadł już wyrok na Palikota?

Dlaczego?

Dzisiaj tak pisze "Polska", że Palikot wypadł z łask, będzie teraz wycinany i dożynany.

Wycinany i dożynany? Ja akurat nie widzę, żeby Palikot był człowiekiem, który dałby się wycinać i dożynać. Natomiast z całą pewnością cieszy go, że jest przedmiotem nieustających spekulacji i zainteresowań mediów.

A przeczytała pani to postanowienie o umorzeniu śledztwa przeciwko niemu?

Przeczytałam.

I?

I ono nie jest umorzone ze względu na przedawnienie, to od początku wydawało mi się dziwne, bo to jest za krótki okres czasu, natomiast jest umorzone ze względu niestwierdzenia przestępstwa.

Ale to umorzenie wzbudziło jakieś pani podejrzenia?

Nie wzbudziło. Po prostu osoby, które wpłacały pieniądze, stwierdziły, że to były ich pieniądze i koniec.

I nie będzie z tego tytułu jakiś partyjnych kar? Chociaż śledztwo jest dalej teraz.

Trudno mieć partyjne kary, w których osoby, które wpłaciły pieniądze, mówiły, że to ich pieniądze.

Julia Pitera, dziękuję bardzo.

Dziękuję.

ródło informacji: RMF

więcej o:
świat,
cięcia,
Waldemar Pawlak,
minister,
julia,
GUS,
Pawlak,
Prawo i Sprawiedliwość,
Julia Pitera,
wywiady

Oceń artykuł:

zobacz ranking »
  • tak 24%
  • nie 76%
Ocen: 38
Zamknij

Dodatki

Warto przeczytać

 


Informacje dodatkowe