Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

RMF: Prezydent z trudem tworzy Kancelarię

Dwa miesiące po wyborach prezydent Bronisław Komorowski ma spore kłopoty z obsadzeniem stanowisk w swojej Kancelarii. Na razie powołanych zostało zaledwie czterech ministrów. Trwają gorączkowe poszukiwania prawnika, bez którego trudno wyobrazić sobie choćby analizę ustaw.

Bronisław Komorowski i szef Kancelarii Jacek Michałowski / fot. S. Maszewski
Bronisław Komorowski i szef Kancelarii Jacek Michałowski / fot. S. Maszewski /REPORTER

Pracy prezydenckiego prawnika nie przyjął Aleksander Proksa. Większego zainteresowania nie wykazali również Zbigniew Ćwiąkalski i Ryszard Kalisz.

W Pałacu wciąż urzędują ludzie, którzy pracowali dla Lecha Kaczyńskiego. Niektórzy już wkrótce na własne życzenie odejdą. Ofertę dalszej pracy otrzymali wszyscy ludzie związani z Władysławem Stasiakiem.

Szef Kancelarii Jacek Michałowski przekonywał ich, aby zostali i jednocześnie deklarował szacunek dla ich byłego szefa.

W Pałacu można usłyszeć z jednej strony, że skład Kancelarii na pewno zostanie uzupełniony do połowy września, z drugiej, że owo uzupełnianie idzie nadzwyczaj opornie.

W Kancelarii Lecha Kaczyńskiego urzędowało co najmniej dwa razy więcej ministrów i doradców. Były prezydent miał jednak przewagę nad obecnym, bo na samym starcie mógł z Ratusza zabrać ze sobą co najmniej trzydzieści osób. Bronisław Komorowski w swoim gabinecie marszałka zatrudniał zaledwie kilka osób.

Oczywiście obecna głowa państwa mogłaby sięgnąć po polityków Platformy Obywatelskiej, którzy z chęcią podjęliby się takiego zajęcia. Mogłaby, ale nie chce, co budzi lekką irytację w partyjnych szeregach.

Może się jednak zdarzyć, że nie będzie innego wyjścia, jak sięgnięcie po partyjnych działaczy, bo budowa ponadpartyjnej Kancelarii na razie nie idzie najlepiej.

Źródło informacji: INTERIA.PL

więcej o:
kancelaria,
RMF,
Bronisław Komorowski,
prezydent

Oceń artykuł:

zobacz ranking »
  • tak 57%
  • nie 43%
Ocen: 205
Zamknij

Dodatki

 


Informacje dodatkowe