Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

Zabójstwa w Wołominie: Ziobro w akcji

Mógłby pan wymienić, do kogo zwracał się o pomoc?

Mariusz Cz.: Zwracałem się do szefowej prokuratury rejonowej w Wołominie, do prokuratora prowadzącego - prokuratora Wrotka, zwracałem się do zastępcy szefa prokuratury okręgowej dla Warszawy-Pragi, do oficera dyżurnego komendy głównej policji, do komendy stołecznej - nazwiska mogę wymienić wszystkich, jest ich kilkanaście, do oficera dyżurnego w Wołominie... Nikt nie udzielił mi pomocy. Zwróciłem się również i złożyłem skargę ustną, został spisany protokół w Prokuraturze Krajowej, w Ministerstwie Sprawiedliwości. Odebrała tę skargę delegowana do resortu sprawiedliwości sędzina czy prokurator, która też potraktowała mnie bardzo niepoważnie. Przyszło pisemko, które odebrałem w dniu śmierci mojego drugiego brata - w sobotę, czyli 15 minut przed tym, jak zginął. Pismo zwykłe, nawet nie listem poleconym, informujące mnie, że moja skarga została przekazana do prokuratury okręgowej, czyli do tej, która dotychczas nic nie chciała zrobić w sprawie. Więc jaki jest sens i gdzie ja się mogę udać? Muszę robić teraz spektakl ze śmierci moich braci i współpracować z mediami, bo tylko media mogą mi w tej sprawie pomóc, nikt więcej.

Jak pan traktuje słowa komendanta Kornatowskiego, który dzisiaj powiedział, że policja nie ma sobie nic do zarzucenia, policja zrobiła wszystko, co mogła, a rodzina zamordowanych nie zwracała się o pomoc.

Mariusz Cz.: Powtarzam po raz kolejny, że ja - nie znając wszystkich materiałów - obarczam w stu procentach prokuraturę za wszystko. Policji nie oskarżam, bo widziałem, jak pracowali. Być może jest coś, o czym nie wiem i być może zaniechali pewnych rzeczy. To, co mówi komendant jest wierutną bzdurą - potwierdzają to te pisma, te nagrania, o których mówiłem. To wszystko można sprawdzić. I każde takie słowa są kolejnym ciosem w moje plecy. Czuję, jakby ktoś wbijał mi nóż w plecy. Bo nie mogę cierpieć z powodu śmierci braci, bojąc się o swoje życie i swoich najbliższych. Muszę słuchać bzdur takich, jakie wygaduje komendant główny policji czy osoby inne, takie jak rzeczniczka komendy stołecznej, gdzie późnej rzecznik komendy stołecznej musiał to wszystko odwracać i przepraszać mnie. Zażądałem przeprosin dzisiaj w związku z wczorajszą wypowiedzią, że nie współpracowaliśmy. W komendzie stołecznej powiedziano mi, że nigdy w swojej karierze - naczelnik to stwierdził - nikt, żadna ofiara, żadna osoba, rodzina ofiary, nie współpracowała tak z policją, jak ja. Przekazałem im prawie wszystkich świadków. Wszystko. Większość rzeczy, które oni mają, mają dzięki mnie. Więc jak można mi mówić, że nie współpracowałem? Jak można mi mówić, że nie prosiłem o pomoc? Nawet na pogrzeb kamizelek kuloodpornych nam nie dali. Mój brat musiał sobie załatwić kamizelkę kuloodporną - nie wiem, skąd sobie załatwił, bo się bał po prostu. Siedział u mnie jak szczur ukryty na trzecim piętrze, prawie nie wychodził. Wychodził od dwóch dni, musiałem mieszkać gdzie indziej. Jak można mówić, że ja albo moi bracia nie chcieliśmy ochrony? Mój brat nie był tak aktywny - ten, który zginął jako drugi - jak ja oczywiście, ale oczekiwał ode mnie tej pomocy i co godzinę mnie się pytał - Mariusz, co załatwiłeś? Co zrobili? Kiedy ochrona, kiedy kamizelki?. Więc mówienie takich bzdur jest ogromnym ciosem. To bardzo, bardzo boli.

ródło informacji: RMF

więcej o:
sprawiedliwość,
minister,
prokuratura,
policja,
konsekwencje,
braci,
brat,
Zbigniew Ziobro,
Wołomin,
zabójstwo

Oceń artykuł:

zobacz ranking »
  • tak 55%
  • nie 45%
Ocen: 193
Zamknij

Dodatki

Warto przeczytać

 


Informacje dodatkowe