Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

Felietoniści INTERIA.PL

Konrad Piasecki

Czas leczy. Także pomniki

Czy gdyby dziś obok pomnika Piłsudskiego na placu jego imienia stała cerkiew bardzo by mnie to raziło? Chyba nie. A może nawet zdecydowanie nie. Ot - ciekawe zestawienie. A 90 lat temu ta cerkiew budziła gigantyczne emocje. Tak duże, że w końcu ją zburzono. Myślę, że podobnie jest z pomnikami żołnierzy radzieckich - dziś wielu chciałoby je zrównać z ziemią, ale za paręnaście lat - przestaną razić.

Jeśli chodzi o Estończyków - nie mam żadnych wątpliwości. Obywatele kraju, który po tym, jak wkroczyła do niego Armia Czerwona, na 50 lat pożegnał się z niepodległością, mają oczywiste i bezdyskusyjne prawo do rozprawiania się z pomnikami tejże armii. Podobnie bezwzględny byłbym wobec wszelkich ulic, placów czy posągów związanych z naszą komunistyczną przeszłością. Dzierżyńskim, Wasilewskim, Marchlewskim czy innym PPR-om ze spokojem ducha podziękowałbym za trud patronowania i odesłał do lamusa historii albo muzeum w Kozłówce. Ale kiedy przychodzi do dyskusji na temat stojących w Polsce pomników braterstwa broni czy wyzwolicielskiej Armii Czerwonej zaczynam mieć wątpliwości.

Bo najpierw zadaję sobie pytanie - kto na nich stoi? Ot jakiś Bogu ducha winien i anonimowy radziecki żołnierz. Nie jakiś NKWDzista, ponury oficer polityczny, nie. Prosty sołdat - Rosjanin wyciągnięty z jakiegoś poduralskiego kołchozu, Ukrainiec spod Kijowa czy Kazach znad jeziora Aralskiego. Za co i w imię czego zginął? Był pewnie żołnierzem z przymusowego poboru, jeśli przyświecały mu jakieś hasła, to przede wszystkim hasło "Bij Niemca", Stalina kochał pewnie umiarkowanie, marzył by przeżyć i wrócić do rodzimej wsi, a poza tym - jeśli nawet nie można go nazwać żołnierzem sojuszniczym, to już na pewno, żołnierzem sojusznika naszych sojuszników. Oczywiście, że był "długim ramieniem" fatalnej dla nas polityki swych mocodawców, ale też wyganiał z naszego kraju okupanta, który dokonał tu masowej, bezwzględnej i starannie zaplanowanej eksterminacji, jakiej nigdy wcześniej, ani nigdy później nie poznała historia świata.

I tak jak dowództwu Armii Czerwonej, które bez większej żenady pozwalało, czy wręcz rozkazywało kraść z terenów Polski co popadnie, stać nad Wisłą i patrzeć jak wykrwawia się powstanie i wsadzać do ciupy, a potem wywozić AKowców na Sybir, należy się wieczna sromota, tak ich uwieńczonych na pomnikach podwładnych zostawiłbym w spokoju. Można ich co najwyżej obrać z co bardziej idiotycznych haseł i zmienić nazwy. I poczekać. Za kilkanaście lat staną się zabytkiem, pamiątką, nie budzącym wzburzenia wspomnieniem po dawnych, dziwnych czasach.

ródło informacji: FELIETONY INTERIA.PL

Oceń artykuł:

zobacz ranking »
  • tak 60%
  • nie 40%
Ocen: 352
Zamknij

Dodatki

 


Informacje dodatkowe