Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

Felietoniści INTERIA.PL

Rafał Ziemkiewicz

Niemoralna Propozycja i kara za jej przyjęcie

Coś takiego jak Kara Boża naprawdę istnieje. Tyle, że często jest niezauważana, bo nie polega ona, jak to sobie wyobrażali kiedyś prości ludzie, na tym, że winnego trafia grom z jasnego nieba. Pan Bóg pracuje na wielkich liczbach, w sposób mało spektakularny - ślady Jego ręki najłatwiej zauważyć w statystykach.

Otóż bardak, jego doświadczamy przy okazji tak wydawałoby się prostej czynności, jak zmiana listy leków refundowanych, jest właśnie Karą Bożą na polactwo. Tak to działa. Kiedy jednostki pozostają bezkarne i utwierdzają się w przekonaniu, że "anything goes", można zrobić wszystko, wszystko ujdzie na sucho, żadnej sprawiedliwości, ani ludzkiej, ani nadprzyrodzonej, obawiać się nie trzeba - skutki tolerowania draństwa spadają na całą społeczność, która na nie przyzwoliła. Nie umiecie ukarać swoich złodziei, cwaniaków i grandziarzy, to wszyscy poniesiecie za to karę, tracąc szansę na godziwe, porządne życie.

Pamiętam taki wykład profesora Balcerowicza na UW, w którym udowadniał on danymi liczbowymi z licznych krajów i momentów historycznych, że nie ma żadnej korelacji pomiędzy wzrostem gospodarczym i postępem cywilizacyjnym a demokracją, natomiast istnieje oczywista korelacja pomiędzy wzrostem i postępem a, jak on to w tym wykładzie nazywał, praworządnością. Zamiast słowa "praworządność" można użyć określenia "uczciwość w życiu publicznym", chodzi o to samo. Tam, gdzie prawo chroni jednakowo wszystkich, gdzie wszyscy na tych samych prawach konkurują jakością swych produktów i usług, gdzie o szansach nie przesądzają układy i znajomości, a państwo dba o wspólne dobro i kieruje się w doborze swych funkcjonariuszy kryteriami merytorycznymi - tam jest rozwój i innowacyjność, tam się wszyscy bogacą i żyją coraz lepiej. Gdzie natomiast jest tak jak u nas, gdzie państwo służy utrzymaniu dominacji kasty cwaniaczków nad resztą, po to, by uprzywilejowani mogli bez przeszkód - jak to ujmował towarzysz Szmaciak - "doić, strzyc to bydło" (nas), tam żadne miliardy dotacji ani kredytów, i żadne programy pomocowe czy "narodowe" nie pomogą.

Polakom u zarania III RP złożono szatańską ofertę: odpuście sobie sprawiedliwość, to w zamian dostaniecie konsumpcję. I, niestety, pogrążeni w pańszczyźnianym stanie ducha, który pozwoliłem sobie nazwać "polactwem", zgodziliśmy się na to. Ciesząc się, że rosną supermarkety i sex shopy, że dostajemy trzy w cenie dwóch, banki rozdają chętnie kredyty, a Unia sypie dotacjami, nie protestowaliśmy (to znaczy - niektórzy tylko protestowali), że łajdakom, ubekom i zbrodniarzom żyje się w tym kraju lepiej niż ich ofiarom, że nomenklatura nie utraciła przywilejów, a bezkarne komunistyczne tajne służby przeradzają się we wszechwładną mafię. Nieliczni tylko alarmowali, że cywilna i wojskowa bezpieka, wykorzystując swoich niezlustrowanych agentów, których kreuje na wpływowych polityków, i rozmaitych biznesmenów-słupów, których w III RP uczyniła milionerami, oplata niepodległą Polskę jak pajęczyna i stopniowo odbiera ją Polakom. Ale większość nie chciała tego słuchać, tak jak dziś prycha i bluzga, gdy słyszy, że tupolew bliźniaczy do naszego kilka miesięcy później przy przymusowym lądowaniu wyciął skrzydłami cały zagajnik i jakoś mu się te skrzydła nie złamały. Nie chce słuchać, podnosi głos i pluje, bo się przed laty rękami i nogami chwyciła tego, co jej suflowała michnikowszczyzna: kapitalizm jest niemoralny z zasady, pierwszy milion trzeba ukraść - gódźmy się na to, to w marketach będą pełne półki, a na kartach płatniczych otwarty kredyt. I wszystkich, którzy mówili cokolwiek o uczciwości, o elementarnej choćby sprawiedliwości, potraktowało polactwo tak, jak nie mogąca się doczekać pierwszych łóżkowych lotów panienka traktuje ostrzeżenia starej pobożnej ciotki przed możliwymi konsekwencjami.

Był taki moment, po aferze Rywina - analizie tej historii poświęciłem swój "Czas wrzeszczących staruszków" - gdy polactwo na chwilę się w tej postawie zawahało, zamarzyło o uczciwym państwie. Ale szybko zarzuciło te marzenia, najpierw wskutek wojny w PO-PiSie, który je obiecywał, a ostatecznie w chwili, gdy zauważyło, że Kaczyński chce rozliczać i "czyścić" nie tylko oligarchów i mniej lub bardziej daleki przeciętnemu Polakowi "układ" gdzieś tam głęboko i wysoko - ale też po inkwizytorsku uzdrawiać całe życie społeczne. Że gotów jest dobrać się do skóry i lekarzom biorącym koperty, i drogówce puszczającej za mandaty, i tym, co te "drobne grzeczności" wręczają, całej naszej powszedniej korupcji, do której przez półwiecze komuny wszyscy przywykli jak ryba do wody. Efektem tych prób "oczyszczenia" kraju była fala strachu przed Kaczyńskim i nienawiści z niego płynącej. Jak to wielokrotnie pisałem: mając do wyboru inkwizytora, którego pozę przybrał szef PiS, i patrona wszelkiej maści cwaniaków i mafiozów, w którego przedzierzgnął się niedawny współbudowniczy IV RP, czyli lider PO - gremialnie postawili na Mafię. Co tam zrzędzenie o uczciwości, moralności, układach - ważne, aby tylko mieć kawał ścierwa na grillu i zimne piwko w szklanicy.

Przeciętny Polak, gdy mu się to usiłuje wytłumaczyć, wierzga i wścieka się, zgodnie z doskonale znanym psychologom i wielokrotnie opisanym mechanizmem tzw. wyparcia. Ale tak właśnie jest: irytowało was mówienie o oczyszczeniu życia publicznego, postawiliście na cwaniaczków, bo obiecali wysępić dużo ciaćków z Europy i nie wtrącać się w żadne układziki, to teraz macie.

Co macie? Ano, macie znowu PRL. To znaczy, coś takiego jak PRL - bez ideologii "realnego socjalizmu" (bo "europejska normalność" jest tylko hasełkiem, szczątkowym uzasadnieniem rządów cwaniackiej mafii) i, na razie przynajmniej, bez cenzury i represji, to znaczy z cenzurą i represjami nieporównywalnymi z tamtymi czasami, robionymi w białych rękawiczkach. Ale PRL w sposobie zorganizowania, w istocie działania państwa.

Bo dla przeciętnego Polaka PRL to były nie tyle ideologia, represje i cenzura, ale przede wszystkim totalna niewydolność. Wielki, nierozwiązywalny problem sznurka do snopowiązałek i klozet-taśmy, nieustanne reformowanie w bólach, a potem dalsze reformowanie, absurd, rozrzutność, bałagan - to właśnie sprawiło, że wbrew sondażom i oczekiwaniem polactwo w czerwcu 1989 PRL odrzuciło. Ale ponieważ odrzuciło tak, jak to powyżej opisałem, niekonsekwentnie, wierząc, że można w nim pozostać w sferze wartości, czyli właśnie ich braku, a mieć kapitalizm i Zachód w sferze materialnej - to PRL wrócił.

Bo, proszę państwa, ten burdel z lekami to nie jakiś ewenement. To normalność w państwie, gdzie wszędzie siedzą kumple i znajomi, gdzie obsadza się resorty podług klucza frakcyjnego, a w resortach zatrudnia cymbałów, bo spokrewnieni albo podwieszeni, gdzie pisze się ustawy pod interes jakiejś grupki, która chce coś tam skręcić albo udoić, gdzie... Co będę gadał, każdy wie, jak jest w III RP, a już za rządów Tuska zwłaszcza.

I dlatego prosta sprawa - zmiana rozkładu jazdy, zmiana listy refundacyjnej leków - zmienia się w kataklizm. Państwo oddane cwaniaczkom nie radzi sobie nie tylko z wyzwaniami polityki międzynarodowej, z Tragedią Smoleńską czy uratowaniem polskich stoczni (Francuzi, poddani tej samej decyzji komisarz Kress, swoje potrafili obronić, i to bez żadnych "katarskich inwestorów"). Państwo nomenklatury nie tylko nie umie już wybudować autostrad i szybkich kolei, naprawić zdekapitalizowanych torowisk (średnia prędkość pociągu towarowego poniżej 20 km/h) czy przygotować systemu edukacyjnego na sześciolatków, zreformować wymiaru sprawiedliwości ani naprawić finansów publicznych. Po pierwszej kadencji Tuska, który oddał wszystko sitwom i układom, samemu uciekając w pajacowanie zwane "pijarem", III RP, jak późny "pryl", nie umie już sobie poradzić z najprostszymi rzeczami. Nawet próba zmiany zasad przyznawania prawa jazdy skończyła się chaosem, masakrą i rejteradą.

To przecież nie dlatego, że Tusk nie chce. Chce, Jaruzelski też chciał. Ale skoro stawia na osoby typu Grabarczyka, Kopacz czy Arłukowicza, to efekty muszą być takie - a w tym systemie władzy "pierwszy" musi na takich ludzi stawiać.

Kiedy będzie lepiej? Już było. Za strasznego Kaczora. Ale się go polactwo przestraszyło, że jeszcze trochę takich rządów, a przy każdym "załatwianiu" sprawy może spod biurka wyskoczyć agent CBA i położyć łapę na kopercie. Więc przyjęło "niemoralną propozycję" - dajcie władzy kraść, to i wam władza pozwoli kraść, i będzie znowu jak za Gierka.

Teraz zaczyna się ponoszenie konsekwencji. Noworoczny bardak medyczno-aptekarski to dopiero początek.

Rafał Ziemkiewicz

Źródło informacji: FELIETONY INTERIA.PL

Oceń artykuł:

zobacz ranking »
  • tak 20%
  • nie 80%
Ocen: 11488
Zamknij

Dodatki

 


Informacje dodatkowe