Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

Felietoniści INTERIA.PL

W Polsce grypy nie będzie

A ściślej mówiąc - nie będzie w Polsce epidemii, ani tym bardziej pandemii grypy. Jest to więcej niż pewne. Epidemia nie jest bowiem zjawiskiem przyrody, które występuje, by tak rzec, obiektywnie. Epidemia jest, jeżeli została ogłoszona przez odnośne władze. A odnośne władze jej nie ogłoszą, nawet gdyby ludzie masowo umierali na ulicach. Proste, jak się mawiało w wojsku.

Skąd ta moja pewność? Z zeszłego roku. W zeszłym roku na jesieni wszyscy w rodzinie chorowaliśmy na grypę - i nie była to żadna AH1N1, która, sądząc z podawanych w histerycznym tonie danych, charakteryzuje się wyjątkowo łagodnym przebiegiem, tylko jakiś potworny wirusowy zajzajer. U dzieci objawiał się on gorączką ponad 39 stopni, której przez trzy dni niczym się nie dawało zbić, u mnie i żony choroba przeszła niewiele łagodniej.

Przedtem i potem wielokrotnie dowiadywałem się o podobnych objawach u znajomych, ich dzieci i starszych członków rodziny, w przedszkolu łączono grupy, bo w każdej zostało po dwoje, troje dzieci, w przerzedzonych redakcjach trzeba było brać dodatkowe dyżury za chorujących.

I co? I nic. Tylko mój pediatra w chwili irytacji pozwolił sobie wyrazić o pani minister Kopacz opinię nie nadającą się do publicznego powtórzenia i powiedział mi, że w szpitalu oblężenie, dzieci od dawna już kładą na korytarzu, a zaraz chyba zaczną robić to warstwami, lekarze padają na twarz, ale ministerstwo nie ogłasza stanu epidemii - choć wskazujące na to liczby zachorowań zostały bardzo mocno przekroczone - bo zgodnie z prawem zobowiązywałoby je to do wyasygnowania dodatkowych funduszy dla personelu medycznego i uruchomienia jakichś tam, nie pamiętam już, procedur, też kosztownych.

A pieniędzy nie ma, to raz. A dwa, że obecny rząd w ogóle nie ma w zwyczaju przyznawać się do jakichkolwiek problemów. Ogłoszenie epidemii mogłoby ludzi zdenerwować i pogorszyć notowania premiera. To po co?

Ludzie na grypę chorowali co roku od zawsze i chorować będą, grypa, leczona czy nie, przechodzi po paru dniach, kto ma mieć po niej komplikacje i umrzeć, ten widać i bez niej by umarł, a większość po prostu pokaszle, posmarcze, i tyle. Mediom się wytłumaczy, żeby o chorobie nie wspominały, bo to służy Kaczyńskim, a tego przecież nikt nie chce - a tych, którzy by próbowali ludzi niepokoić, opluje się jako "pisowców".

To zupełnie inaczej niż na Ukrainie, gdzie wpływowym siłom politycznym panika i histeria były bardzo potrzebne. U nas epidemii grypy nie będzie. Mniejsza zresztą z grypą - gdyby to nawet była dżuma, to też by epidemii nie było.

I pozostaje nam się tylko cieszyć, że, przypadkiem, histeria wokół A/H1N1 to chyba rzeczywiście jedna wielka ściema na miarę "zmian klimatycznych", sfabrykowana przez koncerny farmaceutyczne, a owe szczepionki, których pani minister nie chce kupować, prawdopodobnie faktycznie są guzik warte. To nasz fart. Bo gdyby grypa naprawdę była groźna, a szczepionki ratowały życie, to pani minister postępowałaby tak samo.

W końcu są rzeczy dla władzy ważniejsze niż zdrowie obywateli.

Rafał A. Ziemkiewicz

ródło informacji: FELIETONY INTERIA.PL

więcej o:
minister,
pani minister,
epidemia

Oceń artykuł:

zobacz ranking »
  • tak 92%
  • nie 8%
Ocen: 384
Zamknij

Dodatki

 


Informacje dodatkowe