200 lat temu wojska napoleońskie wkroczyły do Moskwy

14 września 1812 r. do opustoszałej Moskwy wkroczyła armia Napoleona Bonapartego. Zajęcie miasta nie przyniosło mu jednak korzyści strategicznych. Po miesiącu, m.in. wskutek bierności wroga, zarządził odwrót, co było równoznaczne z klęską całej kampanii rosyjskiej.

"Na widok olbrzymiego miasta, owej +Moskwy o złoconych kopułach+, która jednoczyła w swoim łonie zdobycze kulturalne Europy i tajemniczy urok Wschodu, przepych, sztukę, zwyczaje i obyczaje dwóch najpiękniejszych części świata - stanęły wszystkie pułki dumą zdjęte" - opisywał moment wkroczenia Wielkiej Armii do Moskwy adiutant Napoleona Philippe Paul de Segur ("Pamiętniki").

Reklama

Cesarz Francuzów miał nadzieję, że zajęcie Moskwy zmusi rosyjskiego cara Aleksandra I do poproszenia o pokój i zakończenia trwającej od 24 czerwca 1812 r. wojny rosyjsko-francuskiej.

Pierwotny plan wojenny Napoleona zakładał jak najszybsze stoczenie walnej bitwy z głównymi siłami wroga (już na przedpolach Wilna), rozbicie ich poprzez zastosowanie manewru oskrzydlającego oraz szybki powrót i przerzucenie wojsk na Zachód, zanim jeszcze nastanie zima.

W przededniu kampanii Wielka Armia liczyła ok. 450 tys. żołnierzy pierwszego rzutu (12 korpusów) i prawie 1,2 tys. dział. Dodatkowo w skład wojska wchodziły służby inżynieryjne i techniczne, załogi sprzymierzonych miast oraz armie rezerwowe, co razem dawało siłę ponad 600 tys. żołnierzy pod bronią.

W armii napoleońskiej służyło ok. 100 tys. Polaków. Całkowicie polski był V Korpus Wielkiej Armii (36 tys. ludzi - 3 dywizje piechoty i dywizja lekkiej jazdy) dowodzony przez księcia Józefa Poniatowskiego.

Rosjanie dysponowali 230 tys. wojskiem, w skład którego wchodziły trzy armie. Największą z nich, bo 130-tysięczną dowodził minister wojny gen. Michaił Barclay de Tolly; drugą gen. Piotr Bagration, a trzecią, tzw. Armią Obserwacyjną - gen. Aleksander Tormasow.

Po rozpoczęciu wojny Napoleon powiedział: "Jestem tu, aby raz na zawsze skończyć z tym barbarzyńskim kolosem Północy. Szpada została już dobyta. Trzeba ich zapędzić jak najdalej w ich lody, aby przez najbliższe 25 lat nie byli w stanie mieszać się w sprawy cywilizowanej Europy".

28 czerwca Napoleon wkroczył bez walki do Wilna. Tego samego dnia Sejm Księstwa Warszawskiego zawiązał Konfederację Generalną Królestwa Polskiego, która ogłosiła wskrzeszenie Polski i przyłączenie do niej prowincji zabranych.

Po zajęciu Wilna upadły plany cesarza o stoczeniu rozstrzygającej bitwy z siłami wroga. Zgodnie z założeniem rosyjskiego dowództwa, armia carska uchylała się bowiem od walki licząc na zmęczenie przeciwnika i wciągniecie go w głąb terytorium, którego nie znał. Rosjanie stosowali tzw. taktykę spalonej ziemi, która zakładała niszczenie i palenie wszystkiego, co mogło być przydatne Napoleonowi i jego wojsku.

Wobec fiaska pierwotnych założeń wojennych, Napoleon rozkazał marsz na Witebsk, który zdobyto w końcu lipca. Wojska rosyjskie wycofały się w kierunku Smoleńska.

Po pierwszych kilku tygodniach wojny liczebność Wielkiej Armii znacznie zmalała. Żołnierzy nękały głód, choroby i brak wody pitnej. Według relacji uczestników kampanii, po wkroczeniu do Witebska nawet Napoleon dla ugaszenia pragnienia pił "płynne błoto". Tysiące koni padało z wycieńczenia; brakowało dla nich także paszy.

Prawdziwą plagę stanowiły dezercje. Wobec braku dobrze przejezdnych dróg występowały trudności w transporcie dział i zaopatrzenia. Ci, którzy nie nadążali za kolumną wojsk, zasilali szeregi maruderów. Problemem był także brak francuskiego alkoholu. Gdy skończyły się zapasy wina i koniaku, aby przezwyciężyć trudy marszu żołnierze "znieczulali się" wysokoalkoholową rosyjską wódką. Szerzyło się pijaństwo, co wpływało na poziom żołnierskiej dyscypliny i tempo marszu.

18 sierpnia wojska napoleońskie wkroczyły do opustoszałego Smoleńska. Po tygodniu spędzonym w mieście cesarz Francuzów nakazał jednak opuszczenie miasta i marsz na Moskwę. Liczył, że jej zdobycie złamie opór wroga. W międzyczasie car odwołał oskarżanego o nieumiejętne prowadzenie wojny i zdradę na rzecz Francuzów gen. de Tolly'ego, a jego miejsce zajął marszałek Michaił Kutuzow. Nowy głównodowodzący wydał Francuzom wielką bitwę pod Możajskiem (zwaną przez Rosjan bitwą pod Borodino), w której - od 5 do 7 września - po obu stronach walczyło ok. 260 tys. żołnierzy.

Bitwa pod Możajskiem - jedna z najkrwawszych batalii XIX wieku - zakończyła się zwycięstwem Wielkiej Armii, choć Napoleonowi nie udało się doszczętnie pobić wojsk carskich. Kutuzow wycofał resztki swych sił, ewakuował Moskwę, po czym oddał ją bez walki. Równocześnie przystąpił do reorganizacji armii w warownym obozie pod Tarutino, o czym nie wiedział Napoleon.

14 września wojska napoleońskie weszły do Moskwy, a jako pierwszy do opuszczonej stolicy wkroczył polski 10 Pułk Huzarów dowodzony przez płk. Jana Nepomucena Umińskiego.

Mieszkańcy Moskwy nie wiązali ze zdobyciem miasta przez Napoleona szczególnych oczekiwań. "Wkraczała (Wielka Armia - PAP) wśród ponurego milczenia, wśród pustki tajemniczej. Zaprawdę, nie mogli Francuzi spodziewać się w Moskwie tych tłumów radosnych, drżących nadzieją, ku zbawcom wyciągających ręce, jakie witały ich ongi w ulicach Medyolanu, jakie przed kilku laty witały ich w Warszawie (...). Myślał Napoleon, że będzie tak, jak było przy wjeździe do Berlina lub Wiednia. Że zwyciężeni odczują to, co jest im wspólnem ze zwycięzcami: jakieś braterstwo czysto ludzkie, jakiś szacunek dla wielkich idei i dla wielkich czynów. Ale zawiódł się i zawieść się musiał (...). Teraz wkraczał do siedliska innej zgoła kultury" - pisał Marian Kukiel. ("Dzieje oręża polskiego w epoce napoleońskiej")

Wkroczenie do opustoszałej Moskwy nie miało dla wojsk napoleońskich żadnego znaczenia strategicznego. Po kilku godzinach od zajęcia miasta wybuchła w nim seria pożarów, które zniszczyły większość drewnianej zabudowy. Francuzi oskarżali o pożar Moskwy rosyjskich podpalaczy inspirowanych przez gubernatora miasta hrabiego Fiodora Rostopczyna.

Pomimo pożarów, wojska napoleońskie przebywały w rosyjskiej stolicy ponad miesiąc. Pobyt w Moskwie przyczynił się do spadku dyscypliny w szeregach Wielkiej Armii. "Widok bogactw, stających się pastwą płomieni, rozbudził do szaleństwa chciwość w wynędzniałych szeregach. Zaczął się rabunek miasta (...). Brano, co pod rękę wpadło: przede wszystkiem napoje i jadło, ale później i kosztowności i futra bezcenne i tkaniny wschodnie i stroje, nieraz pamiętające przeszłość najodleglejszą i roztruchane złote i kielichy cerkiewne i świeczniki i krucyfiksy; objuczano tornistry żołnierskie nawet sukniami kobiecemi, aby je kiedyś Paryżankom przynieść w podarku, nawet ornatami kapłańskiemi..." - pisał Kukiel.

18 października, w związku z biernością Rosjan, a także z powodu pogarszającej się pogody Napoleon zarządził odwrót Wielkiej Armii.

W chwili opuszczania miasta o dawnej potędze Wielkiej Armii świadczyła wyłącznie jej nazwa. Siły napoleońskie liczyły bowiem zaledwie 90 tys. żołnierzy i 50 tys. maruderów.

Odwrót spod Moskwy kosztował Napoleona wiele ofiar. Podczas niego tysiące żołnierzy zamarzło bądź padło z głodu, wycieńczenia oraz w wyniku odniesionych ran.

Za wycofującą się armią napoleońską podążały wojska gen. Kutuzowa. Obie armie stoczyły zacięty bój pod Małojarosławcem, po czym Napoleon zdecydował o przeprawie swych wojsk przez rzekę Berezynę. Jednocześnie nakazał przyjęcie bitwy ze zbliżającymi się Rosjanami. Decydujące starcie rozegrało się w dniach 26-29 listopada.

Po bitwie resztki Wielkiej Armii na czele z cesarzem rozpoczęły marsz na Wilno, po czym skierowały się na tereny Księstwa Warszawskiego. 5 grudnia w Smorgoniach na Litwie Napoleon przesiadł się na sanie i powrócił do Francji.

Kampania rosyjska 1812 r. zakończyła się całkowitą klęską Napoleona. Była ona w dużej mierze spowodowana trudnościami aprowizacyjnymi Wielkiej Armii oraz problemami w transporcie. Do klęski przyczynił się także wielonarodowy charakter armii, co wpływało m.in. na częste dezercje.

Wskutek wojny Wielka Armia Napoleona w zasadzie przestała istnieć. Dokładne straty podczas kampanii są jednak trudne do ustalenia. Według szacunków z Rosji powróciło ok. 100 tys. żołnierzy, w tym 24 tys. Polaków. 250 tys. ludzi poległo w walce oraz zmarło z chorób, głodu i wyczerpania; ok. 100 tys. dostało się do niewoli rosyjskiej. Poza tym wiele tysięcy żołnierzy zdezerterowało i zaginęło, a ich późniejszy los nie jest znany.

Dowiedz się więcej na temat: Nie | tych

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje