44. rocznica emigracji marcowej

Złożeniem kwiatów pod tablicą na Dworcu Gdańskim została w czwartek uczczona 44. rocznica tzw. wydarzeń marcowych - fali antysemickiej propagandy, która skłoniła do emigracji z Polski ponad 15 tys. osób pochodzenia żydowskiego.

"Dworzec Gdański w Warszawie jest symbolem wszystkich dworców, z których po Marcu '68 Żydzi wyruszyli z dokumentem podróży w jedną stronę" - mówiła w sobotę aktorka żydowskiego pochodzenia, szefowa Fundacji Shalom Gołda Tencer. "Tablica na Dworcu Gdańskim jest tablicą bólu, nieugaszonego bólu rozstań. Nasze rodziny po Holokauście były bardzo małe, nie minęło 20 lat i znów straciliśmy następnych bliskich podczas emigracji marcowej" - powiedziała Gołda Tencer, dyrektor generalna Fundacji Szalom, która w 1998 r. ufundowała tablicę.

Reklama

8 marca 1968 roku na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego odbył się wiec protestacyjny w związku ze zdjęciem przez władze komunistyczne wystawianych w Teatrze Narodowym "Dziadów" oraz relegowaniem z uczelni Adama Michnika i Henryka Szlajfera. Zgromadzeni na wiecu studenci zostali brutalnie zaatakowani przez oddziały milicji oraz "aktyw robotniczy". Stało się to początkiem tzw. wydarzeń marcowych, czyli kryzysu politycznego związanego z falą studenckich protestów oraz walką polityczną wewnątrz PZPR, rozgrywaną w atmosferze antysemickiej i antyinteligenckiej propagandy. W ich wyniku w latach 1968-1969 z Polski wyemigrowało ponad 15 tys. Żydów. Na tablicy upamiętniającej te wydarzenia na warszawskim Dworcu Gdańskim umieszczono cytat z prozy Henryka Grynberga: "Tu więcej zostawili po sobie niż mieli".

"Wyjeżdżaliśmy stąd dlatego, że nie mogliśmy być tu Polakami i dlatego, że nie mogliśmy tu żyć jak Żydzi. (...) Ówczesna Polska nas tutaj nie chciała" - mówił Michał Sobelman, który wyjechał w 1969 roku. "Dla mnie ten dworzec w jakiś sposób symbolizuje niemal 1000-letnią historię Żydów polskich. W tym miejscu ta historia dotarła do kresu. To smutna uroczystość, podczas której wspominamy nie tylko tamte wyjazdy, ale też koniec pewnej epoki. Nigdy przedtem żaden polski rząd nie prowadził tak antysemickiej polityki jak komuniści w 1968 roku. Doprowadzili do emigracji, właściwie myślę o tym jako o wygnaniu. Ta rana już się powoli zabliźnia, w końcu minęły już 44 lata, a do Izraela leci się samolotem tyle, ile jedzie się pociągiem do Gdańska i Katowic" - dodał Sobelman.

Jerzy Halbersztadt opowiadał o wydarzeniach marcowych z punktu widzenia tych polskich Żydów, którzy zdecydowali się pozostać w kraju. "W mojej rodzinie po wydarzeniach marcowych doszło do dosyć dramatycznego konfliktu i rozłamu. Kiedy moi kuzyni wyjeżdżali z tego dworca do Wiednia, a stamtąd do Izraela i Stanów Zjednoczonych, to był to autentyczny dramat i ból. Nie tylko tych, którzy byli wypędzani z Polski ale i dla tych, którzy, jak moja najbliższa rodzina, uznali, że nie należy wyjeżdżać, że Polska jest czymś większym niż ci łajdacy, którzy rozpętali kampanię antysemicką. To były straszliwe dramaty - wyjeżdżały osoby, z którymi byłem blisko związany, a w tamtych warunkach nie miałem prawa liczyć, że kiedykolwiek jeszcze ich w życiu zobaczę. Przez wiele lat nie mogłem wyjechać za granicę, a oni aż do 1989 roku nie mogli przyjeżdżać do Polski" - powiedział Halbersztadt.

Obecny na czwartkowej uroczystości prof. Axel Stoltz, filolog ze szwedzkiego uniwersytetu w Lundzie powiedział: "Szwecja gościnnie przyjęła ok. 3 tys. 'marcowych' emigrantów. Opiekowałem się jedną z ich grup, jako ich tłumacz i lektor języka szwedzkiego. W tej grupie spotkałem swoją żonę, Magdę, która przyjechała do Szwecji z Krakowa. Wszyscy mieli zagwarantowane prawo pobytu w Szwecji, załatwiliśmy im mieszkania, dla niektórych pracę, dla młodych - studia. Z perspektywy Szwecji polscy Żydzi byli najbardziej pożyteczną grupą emigrantów w historii kraju. Jest wśród nich wielu lekarzy, prawników, inżynierów, artystów, ludzi wykształconych i specjalistów w najróżniejszych dziedzinach. W Szwecji określa się tę emigrację, jako 'grupę cudzoziemskich przybyszów, która w najnowszych dziejach kraju wniosła najbardziej wartościowy wkład'" - mówił Stoltz.

W czwartek wieczorem na Małej Scenie Teatru Żydowskiego odbędzie się projekcja filmu dokumentalnego "Perecowicze" w reż. Sławomira Gruenberga, według pomysłu Gołdy Tencer. Film przedstawia historię uczniów żydowskiej szkoły im. I.L. Pereca, która istniała w Łodzi do 1969 roku. Po jej zamknięciu większość z jej wychowanków, w wyniku wydarzeń marcowych, zmuszona była opuścić Polskę. Jej absolwenci są obecnie rozrzuceni na różnych kontynentach.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje