IPN wydał książkę o inwigilacji piekarskich pielgrzymek

Działania władz PRL wymierzone w ruch pielgrzymkowy nie przyniosły skutków m.in. ze względu na brak determinacji aparatu bezpieczeństwa i postawę samych władz, które zdawały się akceptować tę formę manifestowania wiary - wskazała Kornelia Banaś z katowickiego IPN.

IPN wydał właśnie jej książkę pt. "Komunistyczny aparat bezpieczeństwa wobec pielgrzymek stanowych do Piekar Śląskich (1947-1989)". Autorka przypomniała, że aparat bezpieczeństwa PRL starał się objąć kompleksową inwigilacją aktywność pielgrzymkową, stosując metody jawne i tajne, prawne i pozaprawne; żadne z nich nie przyniosły oczekiwanych skutków.

Reklama

Sanktuarium w Piekarach Śląskich to jeden z najważniejszych ośrodków kultu religijnego w Polsce. Majowa pielgrzymka mężczyzn i sierpniowa kobiet należą do największych wydarzeń Kościoła na Górnym Śląsku, gromadząc dziesiątki tysięcy wiernych. W latach powojennych pielgrzymki stanowe do piekarskiego sanktuarium maryjnego były uważane nie tylko za fenomen religijny i kulturowy, ale też społeczny i polityczny.

Jak wskazują przedstawiciele IPN, pielgrzymki stanowiły trudny do zaakceptowania dysonans wobec strategicznej roli gospodarczej i polityczno-ideologicznej, jaką mieszkającej na Górnym Śląsku społeczności wyznaczyła i narzuciła komunistyczna władza. Dlatego lokalny aparat partyjno-państwowy prowadził systematyczną politykę ograniczania i utrudniania stanowych zgromadzeń piekarskich. Szczególna rola przypadała w tych działaniach organom bezpieczeństwa państwa.

Banaś zauważa, że pomimo zakrojonych na szeroką skalę działań operacyjnych, zaangażowania dużej liczby osób (w latach 80. nad pielgrzymami "czuwało" 350 funkcjonariuszy operacyjnych) i środków technicznych władzom PRL nie udało się doprowadzić do zaniechania organizacji pielgrzymek lub przynajmniej zmarginalizowania ich. "Wręcz przeciwnie - na fali przemian społeczno-politycznych w latach osiemdziesiątych odnotowano ich ponowny rozwój, a także obecność nowych przedstawicieli - osób wywodzących się z opozycji demokratycznej" - przypomniała autorka.

Odwołując się do wiedzy dawnych pracowników aparatu bezpieczeństwa Banaś wskazała, że przyczyną nieskuteczności tych działań nie były braki kadrowe, ale - poza sytuacją polityczną w kraju - zbyt mała aktywność tajnych współpracowników wywodzących się z kleru i zbyt małe zaangażowanie samej bezpieki. W opinii autorki, wewnątrzresortowe zaniedbania mogły wynikać z braku determinacji i wiary w skuteczność działań.

Na taki stan rzeczy nie reagowały też władze, co - zdaniem Banaś - można odczytać jako akceptację istniejącej sytuacji. "Z jednej strony mogła ona być sygnałem słabości władzy wobec postawy religijnej społeczeństwa w Polsce. Z drugiej - mogła stanowić świadomy wybór taktyki, która pozwalała  społeczeństwu i Kościołowi na kontrolowaną i ograniczoną do piekarskiej kalwarii swobodę w wrażaniu i manifestowaniu swych postaw" - napisała autorka w zakończeniu książki.

Przyzwalanie na kontrolowane rozładowanie napięcia społecznego było często stosowaną w PRL metodą stosowaną przez aparat bezpieczeństwa. "Tolerowanie pielgrzymek stanowych nie oznaczało rezygnacji z dyskryminowania ich organizatorów i uczestników, miało to już miejsce w czasie i przestrzeni pozapielgrzymkowej" - zaznaczyła Banaś.

Podstawę badań autorki stanowią nieznane dotąd źródła historyczne, które zdaniem recenzenta książki prof. Ryszarda Kaczmarka są mocną stroną pracy, a ich skonfrontowanie z materiałami z archiwów państwowych i kościelnych oraz uzupełnienie o obszerny wybór źródeł drukowanych pozwoliło na bardzo szczegółowy opis działań aparatu bezpieczeństwa. Jak zauważył inny recenzent dr hab. Ryszard Gryz, książka Kornelii Banaś w istotny sposób poszerza stan wiedzy o najnowszych dziejach ruchu pątniczego i jego zwalczaniu przez aparat bezpieczeństwa w powojennej Polsce.

Dowiedz się więcej na temat: pielgrzymki | Piekary Śląskie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje