​Rocznica wyzwolenia Auschwitz. "Człowiek jest niereformowalny"

Pamięć tych, którzy zginęli, uczciło w tym roku na terenie byłych hitlerowskich obozów koncentracyjnych Auschwitz i Auschwitz-Birkenau kilkudziesięciu jeszcze żyjących byłych więźniów, także posłowie polskiego Sejmu i izraelskiego Knesetu, członkowie rządów obu krajów, parlamentarzyści z Czech, Niemiec, Węgier i USA, reprezentanci korpusu dyplomatycznego, duchowni chrześcijańscy i żydowscy, przedstawiciele instytucji i organizacji społecznych.


Reklama

Szczególnym wydarzeniem była wizyta największej w historii delegacji Knesetu. W Oświęcimiu pojawiła się połowa izraelskiej izby ustawodawczej. Z powodu śmierci żony nie przybył jej przewodniczący Juli Joel Edelstein. Odstąpiono dlatego od przyjęcia wspólnej deklaracji Sejmu i Knesetu, w której miały znaleźć się słowa potępiające używanie sformułowania o "polskich obozach śmierci".

Uroczystości w KL Auschwitz-Birkenau zakończył kadisz - przejmująca żydowska modlitwa za zmarłych - i zapalenie zniczy pod pomnikiem ofiar Oświęcimia.

Okrutni byli ludzie

27 stycznia 1945 w Oświęcimiu panował przejmujący mróz. Jak co roku. Mogłoby się zdawać, że akurat tego dnia, w rocznicę wyzwolenia największego nazistowskiego obozu śmierci, przyroda chciała pokazać, jak potrafi być okrutna. Gdy po zakończeniu uroczystości zobaczyłem, że jest zaledwie minus 7 stopni, pomyślałem, jak można było przeżyć stojąc długie godziny na dużo większym mrozie, jedynie w drelichowym pasiaku z drewnianymi trepami na bosych stopach?

Oni - ci, którzy przeżyli - rzadko mówią o okrutnej przyrodzie. Okrucieństwo, którego zaznali od ludzi, było nieporównanie większe. Dlatego tu przyjeżdżają. Rok w rok. Mimo że to dla nich, w ich wieku, po prostu niebezpieczne.

- Jak my tak gromadnie wracamy, to chcemy przestrzec szczególnie młodzież, żeby ta historia się nigdy nie powtórzyła - mówi Eugeniusz Dąbrowski z Warszawy. - Mamy taki obowiązek wobec tych zmarłych - dodaje. Jego rodzice ukrywali Żyda. Ale zdradził ich sąsiad, folksdojcz. Mama, trzy siostry, siostrzeniec i on - kilkunastoletni chłopiec - trafili do Auschwitz. Ojciec i ukrywany Żyd akurat tej nocy, gdy przyszło gestapo, byli poza domem.

Zofia Posmysz wraca do Auschwitz dlatego, "że jest." Po raz pierwszy była tam ponownie już niespełna pół roku po wyzwoleniu obozu, w czerwcu. Bo jej matka chciała zobaczyć, jak tam mieszkała. "Te szuflady, to łóżka?", spytała ujrzawszy prycze w baraku w Birkenau i nie chciała już nic więcej oglądać. Po powrocie do domu kazała córce o wszystkim zapomnieć. Nie zapomniała. Słynny film Andrzeja Munka "Pasażerka" z Aleksandrą Śląską w roli obozowej strażniczki Lizy, powstał na kanwie jej słuchowiska radiowego; scenariusz napisali wspólnie.

Przyjechała do Auschwitz i tym razem. Jest bowiem "głęboko zasmucona tym, co się dzieje", czyli nasilaniem się skrajnie prawicowych nastrojów w Europie. - Nie wiem co będzie; człowiek jest chyba niereformowalny - mówi. - Boję się, że przyjdzie nowy ideolog i znowu opęta jakieś społeczeństwo - dodaje.

Czy Bóg umarł w Auschwitz?

"Mówię do Boga: Opoko moja, dlaczego mnie zapomniałeś." To słowa z Psalmu 42, który podczas uroczystości pod pomnikiem w Auschwitz-Birkenau czytali przedstawiciele wszystkich religii.

"Czy Bóg umarł w Auschwitz?", pytali nie raz myśliciele: zarówno chrześcijanie, jak i wyznawcy judaizmu.

"Alles ist vom Gott", "Wszystko jest od Boga", odpowiada urodzona w transylwańskim Marmarosz Zipora Drasinover, kolejna więźniarka Auschwitz, której Bóg pozwolił przeżyć. Jak wielu byłych więźniów tego obozu, nigdy więcej nie chciała tam wracać. Ale jej dzieci tego chciały - dzisiaj dorośli już ludzie. Z twarzy sędziwej kobiety bije niesłychane ciepło. Niewiarygodne wręcz u kogoś, kto ma za sobą tak tragiczne przeżycia.

Ale Zipora Drasinover nie jest wyjątkiem. Wielu z tych, którzy przeżyli piekło na ziemi, stale się uśmiecha. Nawet tu, w miejscu, gdzie zostali tak okrutnie doświadczeni. - To jasne, w takim miejscu jak KL Auschwitz spotykało się złych ludzi - tych, którzy tym obozem zarządzali i pilnowali jego więźniów - mówię do Zofii Przesmysz. - A zdarzali się dobrzy? - pytam.

- Proszę pana, nie można tak kategorycznie rozdzielać: dobrzy - źli. Byli tacy i tacy - odpowiada. Ona sama doświadczyła ludzkich odruchów i współczucia. Mówi o Polaku z komanda lekarzy, który przyniósł jej lekarstwo i uratował życie. I przywołuje prozę Tadeusza Borowskiego - jej zdaniem wspaniałą, ale całkowicie pozbawioną nadziei. - On przedstawia zupełne odczłowieczenie, u niego nie ma nikogo dobrego. A ja spotykałam dobrych ludzi - tłumaczy.

Mosze Haelion, były pułkownik armii izraelskiej, jest greckim Żydem. Pochodzi z Salonik. Deportowany stamtąd, przeżył 25 miesięcy w obozach Auschwitz, Mauthausen, Melk i Ebensee. Przeżył też czterodniowy marsz śmierci w styczniu 1945 roku - 63 km z Auschwitz do Loslau, czyli Wodzisławia Śląskiego i transport odkrytymi wagonami do Mauthausen.

Z jego twarzy uśmiech nie schodzi ani na moment, co ponownie odkrywam na wszystkich zdjęciach, które mu zrobiłem podczas spotkania w jednym z baraków KL Auschwitz. Nawet wtedy, gdy mówi o najtrudniejszych chwilach swego życia.

Aureliusz M. Pędziwol, red. odp.: Elżbieta Stasik, Redakcja Polska Deutsche Welle


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje