Rozejm bożonarodzeniowy - świąteczne pojednanie żołnierzy w 1914 r.

24 grudnia 1914 r. w okopach pod Ypres w Belgii żołnierze wrogich armii, Niemcy i Brytyjczycy, spontanicznie zaprzestali działań zbrojnych, opuścili okopy, śpiewali kolędy, a nawet grali w piłkę. Wydarzenia te przeszły do historii jako rozejm bożonarodzeniowy.

- To była piękna księżycowa noc, mróz skuł ziemię, było biało prawie wszędzie. Około 7 lub 8 wieczorem było sporo zamieszania w niemieckich okopach. Były oświetlone, sam nie wiem, czym. A potem Niemcy zaśpiewali "Cichą noc". Cóż za piękna melodia, pomyślałem. To był jeden z najważniejszych dni w moim życiu. Nigdy go nie zapomnę - wspominał bożonarodzeniowy rozejm w okolicach francuskiej miejscowości Armentieres brytyjski szeregowy Albert Moren.

Reklama

Zdziwienie, niedowierzanie, niepewność, ale i radość - te uczucia dominowały wśród żołnierzy uczestniczących w tzw. bożonarodzeniowym rozejmie.

Trwająca od lata 1914 r. wojna była niezwykle krwawa, każdego dnia na polach bitew ginęły tysiące żołnierzy. Ze względu na charakter działań zbrojnych na froncie zachodnim I wojnę światową nazywano wojną pozycyjną. Żołnierze obu walczących ze sobą stron miesiącami przesiadywali w okopach, a każde wyjście poza teren ogrodzony ziemnymi fortyfikacjami groziło narażeniem się na śmiercionośny ogień karabinów maszynowych.

Niemiecki plan wojny (tzw. plan Schlieffena) zakładający pokonanie Francji w maksymalnie sześć tygodni nie powiódł się, co oznaczało, że przed żołnierzami obu stron konfliktu stanęło widmo spędzenia świąt Bożego Narodzenia w okopach, z dala od swych rodzin. Te różnymi sposobami próbowały sprawić, aby ich bliscy znajdujący się na froncie poczuli magię świąt. Przesyłali im paczki, w których znajdowały się świąteczne ozdoby oraz różnego rodzaju smakołyki.

Spędzenie świąt z dala od domów wydawało się nieuniknione, choć to od walczących na froncie żołnierzy zależało, czy Boże Narodzenie 1914 r. będzie w miarę spokojne. 7 grudnia 1914 r. do zawieszenia działań zbrojnych w wojnie, przynajmniej na czas zbliżających się świąt, wzywał papież Benedykt XV. Apel Watykanu nie został jednak wysłuchany.

Wydarzenie, które przeszło do historii

Choć nic nie zapowiadało nawet chwilowego ustania walk na froncie zachodnim, w Wigilię 1914 r. miało miejsce wydarzenie, które przeszło do historii jako rozejm bożonarodzeniowy. Nie było to oficjalne zawieszenie broni, a spontaniczny gest zmęczonych wojną żołnierzy. Szczególny wymiar miał on w rejonie miasta Ypres w belgijskiej Flandrii, gdzie późną jesienią zakończyła się pierwsza wielka ofensywa tej wojny.

24 grudnia tego roku, korzystając z przestoju w wymianie ognia, niemieccy żołnierze postanowili udekorować lampkami teren okalający zajmowane przezeń okopy. W różnym czasie - według relacji, od godzin wieczornych do północy - pozycje zajmowane przez Niemców rozbłysły jaskrawym światłem. Przed okopami ustawiono bożonarodzeniowe choinki przystrojone zapalonymi świeczkami.

Gdy Brytyjczycy spostrzegli światła, obawiali się niemieckiej prowokacji; zastanawiali się, czy Niemcy nie próbują podstępem wywabić ich z pozycji. Dowództwo brytyjskie zakazało strzelania w kierunku nieprzyjaciela, ale też zaleciło ostrożność.

Ku zdziwieniu Brytyjczyków Niemcy zaczęli głośno śpiewać kolędę "Cicha noc" (niem. Stille Nacht). Po chwili, w rytm tej samej melodii, po angielsku zaśpiewali Brytyjczycy (według jednej z relacji jako pierwsi kolędowali walijscy fizylierzy). Słysząc odzew z naprzeciwka niemieccy żołnierzy zaczęli spontanicznie wychodzić z okopów i kierować się w stronę Brytyjczyków.

Skonsternowani żołnierze brytyjscy, pomimo bezwzględnego zakazu opuszczania pozycji bez rozkazu (co groziło surowymi karami), widząc zbliżających się i śpiewających kolędy Niemców, także zaczęli wychodzić z ukrycia. Atmosfera świąt jako pierwsza udzieliła się Brytyjczykom stacjonującym na odcinku Frelinghien-Houplines na pograniczu belgijsko-francuskim.

Do spotkań żołnierzy doszło między nieprzyjacielskimi okopami, na tzw. pasie ziemi niczyjej.

"Nie zapomne tego widoku przez resztę mojego życia..."

Josef Wenzel z 16. Bawarskiego Rezerwowego Pułku Piechoty, w którym służył wówczas młody Adolf Hitler (przyszły kanclerz III Rzeszy był przeciwny rozejmowi), w liście do rodziny napisał: - Jeden Brytyjczyk podszedł do mnie, od razu uścisnął moją dłoń i przekazał mi kilka papierosów, drugi dał mi pamiętnik, trzeci podpisał się na pocztówce, czwarty zanotował swój adres w moim notesie. Jeden Anglik zagrał na harmonijce ustnej niemieckiego żołnierza, inni tańczyli, jeszcze inni dumnie paradowali w niemieckich hełmach (...). Nie zapomnę tego widoku przez resztę mojego życia.

Żołnierze wymieniali uściski dłoni, składali sobie życzenia świąteczne, a także obdarowywali prezentami. Osobom, których jeszcze dzień wcześniej nie zawahano by się zastrzelić, w wigilijną noc wręczano, oprócz alkoholu, tytoniu i słodyczy, także rzeczy osobiste, jak np. kapelusze. Wielu uczestników rozejmu wznosiło toasty za zdrowie służących w obcych armiach żołnierzy.

Brytyjski kapral John Ferguson tak oto zapamiętał opisywane wydarzenia: - Rozmawialiśmy, jakbyśmy znali się od lat. Staliśmy przed niemieckimi zasiekami z drutu kolczastego; otaczali nas Niemcy (...). Cóż za widok - grupki Niemców i Brytyjczyków utworzyły się na prawie całej długości naszego frontu! Z ciemności mogliśmy usłyszeć śmiech i zobaczyć rozpalone zapałki, gdy jakiś Niemiec podpalał Szkotowi papierosa i na odwrót.

W tę wyjątkową wigilijną noc zabrzmiały takie popularne pieśni świąteczne jak m.in. niemiecka "O Tannenbaum" ("O jodełko") oraz brytyjska "O Come All Ye Faithful" ("Przybądźcie wierni"), będąca anglojęzyczną wersją średniowiecznego hymnu bożonarodzeniowego "Adeste Fideles".

Porucznik Dougan Chater pisał, że Brytyjczycy i Niemcy wymieniali wzajemne serdeczności przez krótki okres czasu. Po pół godzinie żołnierze wrócili do okopów, jednak - jak zanotował Chater - nie ostrzeliwano się wzajemnie. - Żołnierze, nie kryjąc się, znosili do okopów słomę i opał - relacjonował.

Armaty ucichły

Wieści o rozejmie nie mogły nie dotrzeć do sztabów dowodzenia wojsk, często oddalonych od frontu o kilkanaście kilometrów. Część początkowo przeciwnych wzajemnemu brataniu się dowódców ustaliło w końcu, że na czas świąt konflikt zostanie zawieszony. Na froncie w pobliżu Ypres ucichły armaty, a delegacje oficerów poszczególnych armii także obdarowały się prezentami - Niemcy ofiarowali Brytyjczykom beczkę piwa, ci zaś odwdzięczyli się im typowo angielskim deserem - puddingiem śliwkowym. Jak ustalono, czas zawieszenia broni wykorzystano m.in. na zebranie z "ziemi niczyjej" ciał żołnierzy poległych w walce oraz ich godne pochowanie.

Podczas żołnierskich pogrzebów przed grobami gromadzili się zarówno Niemcy, jak i Brytyjczycy. Wspólnie modlili się i recytowali biblijne teksty, w tym Psalm 23. Zdarzało się, że ofiary - niezależnie od narodowości - grzebano w zbiorowych mogiłach.

Świąteczny czas wykorzystano nie tylko na pochówki współtowarzyszy, ale i rozrywkę. Mimo ujemnej temperatury rozgrywano mecze piłki nożnej. Grano piłkami pośpiesznie wykonanymi z podręcznych materiałów. Jeden z meczów rozegrany w typowo zimowej aurze w pobliżu Armentieres według świadectw żołnierzy zakończył się zwycięstwem Niemców nad Brytyjczykami 3:2. Grę przerwano po tym, jak piłka przedziurawiła się na drucie kolczastym wystającym z jednego z okopów.

W mniejszym stopniu aniżeli Brytyjczycy do bratania z Niemcami skłonni byli inni alianci, choć świadectwa mówią, że także m.in. Francuzi, Belgowie, a nawet Hindusi oraz muzułmańscy Algierczycy jednali się ze swymi nieprzyjaciółmi. - Inicjatywa w ten czy inny sposób zawsze wychodziła od Niemców - zauważył brytyjski historyk Martin Gilbert, autor książki "Pierwsza wojna światowa".

Święta nie wymazały wzajemnych uprzedzeń

Pomimo świąt wielu Brytyjczyków nie opuściło okopów; jeszcze inni - choć zbliżyli się do Niemców, a nawet wymieniali się z nimi serdecznościami - w późniejszych korespondencjach z rodzinami dawali upust swym uprzedzeniom wobec nieprzyjaciół. Niemców określano m.in. jako "barbarzyńców" i "Hunów". Jak wyjaśnia Stanley Weintraub, autor książki "Silent Night. The Story of the World War I Christmas Truce" ("Cicha noc. Opowieść o bożonarodzeniowym rozejmie podczas I wojny światowej"), "Francuzi i Brytyjczycy nie przypuszczali, że uważani przez nich za pogan - a nawet dzikusów - pragmatyczni Niemcy będą skłonni do ryzykowania życia po to, aby zaśpiewać ich ulubioną pieśń +Tannenbaum+".

Brytyjski podporucznik Bruce Bairnsfather nazwał Niemców "diabłami". "Wszyscy oni chcieli być przyjaźni, ale żaden z nich nie posiadał otwartej, szczerej wesołości naszych ludzi" - pisał w jednym z listów. Jak wspominał, na ziemi niczyjej dochodziło do komicznych sytuacji. "Uwieńczeniem tego wszystkiego był widok jednego z moich chłopców z załogi karabinu maszynowego, w cywilu fryzjera-amatora, obcinającego nienaturalnie długie włosy klęczącemu przed nim potulnie Szwabowi" - ironizował Brytyjczyk.

Oprócz gestów pojednania w grudniu 1914 r. dochodziło także do przejawów wzajemnej wrogości. W przeddzień Wigilii zdarzały się przypadki strzelania do niemieckich choinek, a w czasie rozejmu oddawano nawet strzały do wrogów zbliżających się do okopów.

Uczestnik wydarzeń z grudnia 1914 r. brytyjski kapitan Billy Congreve pisał: "Wydaliśmy surowe rozkazy, aby nie pozwolić na jakiekolwiek próby rozejmu, gdyż słyszeliśmy pogłoski, że Niemcy będą próbowali zawieszenia broni. I przyszli do nas śpiewając. Więc otworzyliśmy szybki ogień w ich kierunku, gdyż tylko na taki rozejm zasługiwali".

W niektórych częściach frontu rozejm trwał do godz. 8:30, drugiego dnia świąt. Żołnierze wrócili do okopów, a po oddaniu strzałów ostrzegawczych w powietrze wrócił czas wojny. W innych miejscach walki wstrzymano przez kolejne dni, a nawet tygodnie. W wielu przypadkach konflikt wznowiono dopiero po przybyciu na front nowych kontyngentów żołnierzy, którzy zastąpili uczestników nieoficjalnego rozejmu. Jakiekolwiek próby porozumienia się z nieprzyjacielem karano odtąd nawet śmiercią.

Według szacunków w nieoficjalnym rozejmie uczestniczyło nawet ok. 100 tys. alianckich i niemieckich żołnierzy. Ostatni żyjący uczestnik opisywanych wydarzeń, Szkot Alfred Anderson zmarł 21 listopada 2005 r. w wieku 109 lat.

Historycy podkreślają fakt, że choć nieformalny rozejm bożonarodzeniowy był wydarzeniem szczególnym to już rok później, w 1915 r., pojednanie nie miałoby szans na sukces. "Rozejm wydarzył się jeszcze przed pierwszym użyciem gazów bojowych oraz bombardowaniami z powietrza" - przypomniał w rozmowie z BBC News w 2004 r. brytyjski historyk wojskowości Andrew Robertshaw (24 grudnia 2004, "1914 "football truce" anniversary").

W 1999 r., 85 lat po rozejmie bożonarodzeniowym, w pobliżu Ypres stanął pamiątkowy drewniany krzyż. 11 listopada 2008 r., w 90. rocznicę zakończenia I wojny światowej, w Freilighien odsłonięto pomnik poświęcony uczestnikom wydarzeń z grudnia 1914 r.

O świątecznym pojednaniu na froncie w 1914 r. opowiada francuski film "Joyeux Noel" ("Wesołych Świąt") z 2005 r.

Dowiedz się więcej na temat: okopy | żołnierze | pojednanie | rozejm

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje