Wielka gra o "Czerwoną Orkiestrę"

Dla jednych bohater, dla innych jego przeciwieństwo. Taki jest los chyba każdego agenta wywiadu. Nie inaczej wygląda sprawa Leopolda Treppera, choć on sam konsekwentnie powtarzał, że szpiegiem nigdy nie był. Oto historia człowieka, który uznawany jest za twórcę najskuteczniejszej podczas II wojny światowej siatki szpiegowskiej...

Jakiś czas temu, zaprezentowane zostały na naszych łamach perypetie amerykańskiego korespondenta "New York Timesa", który w 1972 roku, w jednej z radomskich kamienic, poszukiwał skrzyni ukrytej w czasie II wojny światowej ("Odkrywca" nr 5/2013). Dziennikarz długo zastanawiał się nad swoistym paradoksem, jakiego doświadczył. Otóż te same miejscowe władze, które umożliwiły mu podjęcie próby odzyskania judaiców należących do mieszkającego w USA radomskiego Żyda, od prawie dwóch lat blokowały wyjazd do Izraela Leopoldowi Trepperowi, byłemu już wówczas przewodniczącemu Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce. Amerykanin nie mógł zrozumieć jednej jeszcze kwestii. W ciągu minionych kilku lat, w wyniku antysemickiej nagonki inspirowanej przez czynniki państwowe, zmuszono do wyjazdu z kraju kilkanaście tysięcy, w większości całkowicie zasymilowanych Żydów. Tymczasem wyjazd jednego z najważniejszych przedstawicieli tej społeczności z Polski, był odgórnie blokowany. Powodem miała być jego działalność wywiadowcza, jaką prowadził podczas II wojny światowej.

Sprawa ta wydała się nam na tyle interesująca, że postanowiliśmy przyjrzeć się jej bliżej. Okazja ku temu była wyśmienita, gdyż, jak udało się ustalić, w zeszłym roku ukazała się polskojęzyczna edycja wspomnień Leopolda Treppera. Co znamienne, nastąpiło to po 37 latach od pierwszego wydania, które zostało opublikowane we Francji w 1975 roku. Trzeba przyznać, że lektura jest fascynująca, historia arcyciekawa, a spostrzeżenia autora często zaskakujące. Cóż, wyznania szpiegów z reguły są wciągające, choć właściwie nigdy nie wiemy na ile szczere i wiarygodne.

Reklama

Warto więc zestawić je z dostępną literaturą. W rodzimym języku nie mamy właściwie zbyt wielkiego wyboru, poza książką V. E. Tarranta "Czerwona Orkiestra" z 1996 roku. Dzięki obu pozycjom jesteśmy w stanie prześledzić historię jednej z siatek wywiadowczych działających podczas II wojny światowej, uznawanej w świecie za niezwykle skuteczną. Jednak obie pozycje nie tłumaczą w precyzyjny sposób, dlaczego polskie władze 30 lat po zakończeniu wojny blokowały Leopoldowi Trepperowi możliwość wyjazdu z kraju. I dlaczego wielokrotnie składane przez niego wnioski, były konsekwentnie odrzucane.

Decyzje oględnie tłumaczono jako - wyższa racja stanu. Co więcej, Leopold Trepper częstokroć wspominał o totalnej niemal inwigilacji jego osoby przez Służbę Bezpieczeństwa. Chcąc znaleźć odpowiedzi na nurtujące nas pytania, jedynym rozwiązaniem była kwerenda w zasobach Instytutu Pamięci Narodowej i sprawdzenie, czy tam nie znajduje się przypadkiem dokumentacja dotycząca tej intrygującej sprawy. Efekt pierwszej już kwerendy przeszedł najśmielsze oczekiwania. Udało się dotrzeć aż do 7 opasłych tomów akt sprawy, zawierających ponad 2 tysiące kart dokumentów z lat 1967-1973. Mamy więc okazję zapoznania się ze źródłami, umożliwiającymi niemal wgląd w duszę człowieka objętego totalną inwigilacją. Źródła te pozwolą także przyjrzeć się niniejszej historii z wyjątkowej perspektywy, nie tylko materiałów operacyjnych Wydziału III Departamentu III MSW (raporty, notatki, doniesienia TW, stenogramy z podsłuchów), ale również licznych artykułów prasy światowej i nasłuchu radiowego, skwapliwie gromadzonych i tłumaczonych przez Służbę Bezpieczeństwa.

Wielka gra z bezpieką

Inwigilacja Leopolda Treppera vel Leiba Domba trwała od czasu jego wizyty w Izraelu w 1966 roku do 1973 roku, kiedy ostatecznie udało mu się wyjechać na Zachód. Początkowo znalazł się on w naturalnym zainteresowaniu MSW, ze względu na pełnioną funkcję przewodniczącego zarządu Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce, oraz szefa wydawnictwa Jidysz Buch, a także licznych podróży zagranicznych i kontaktów z obcokrajowcami. Po wybuchu wojny izraelsko-arabskiej i rozpoczęciu w Polsce nagonki antysemickiej, władze próbowały wpływać na jego reakcje i postawy. "Działalność Domba od czasu czerwcowej agresji Izraela wskazuje, że postawa jego i praktyczne poczynania są niezgodne z linią naszej partii. (...) Domb był jednym z tych, którzy ociągali się z wydaniem deklaracji potępiającej agresję Izraela" - notatka z-cy naczelnika Wydz. III Dep. III MSW ppłk. R. Kasperczuka, z 26 VI 1968 r.

Gdy odmówił współpracy, w wyniku odgórnych nacisków zrezygnował w 1968 roku z piastowanych stanowisk i usunął się z aktywnego życia politycznego. Po przymusowej emigracji z kraju jego trzech dorosłych synów, w lipcu 1970 roku złożył wniosek o wyjazd do Izraela, motywując go chęcią połączenia się z rodziną. W trakcie wielomiesięcznego oczekiwania na odpowiedź, został usunięty z szeregów PZPR. "Posiadamy informacje, że b. przewodniczący ZG TSKŻ Leopold Domb nadal zajmuje negatywną postawę wobec polityki partii i działalności władz państwowych. Świadczą o tym jego wypowiedzi w kręgu bliskich znajomych. L. Domb usiłuje też destrukcyjnie oddziaływać na aktualne kierownictwo TSKŻ, zarzucając mu kolaborację z władzami PRL" - dyrektor Departamentu III MSW płk H. Pietek. Notatka z 10 XII 1970.

Wydawałoby się, że postawa Leopolda Treppera kwalifikuje go w zaistniałych uwarunkowaniach politycznych do natychmiastowego wręcz wydalenia z kraju. Tymczasem, kolejne jego wnioski o wyjazd, były systematycznie oddalane, jak tłumaczono mu oględnie, ze względu na "wyższą rację stanu". Jednocześnie zaostrzono inwigilację jego osoby, izolując od kontaktów z zachodnimi dziennikarzami, coraz bardziej zaniepokojonymi jego losem. Tym większym, że od 1967 roku Leopold Trepper, po pierwszej publikacji we Francji książki o "Czerwonej Orkiestrze", zdobył niezwykłą popularność w Europie. Wielu publicystów było zainteresowanych jego szpiegowską działalnością podczas II wojny światowej i starało się wydobyć od niego nieznane dotąd tajemnice radzieckiego wywiadu. Jednym z nich był Jérôme Duhamel, który na łamach tygodnika "Paris Match" w lutym 1972 roku tak opisał próbę spotkania się w Warszawie z Leopoldem Trepperem. "(...) Na ulicy chodzą za mną. Bezimienni i milczący, dyskretni i zawzięci. Nie sposób działać tego wieczoru. Należy czekać. Sobota, 17-ta. Jedyne rozwiązanie przeskoczyć, jak najszybciej stumetrową odległość dzielącą mnie od domu Trepperów, by w ten sposób zaskoczyć moich »towarzyszy«. Działam bardzo szybko. Myślę tylko o jednej rzeczy: prześcignąć ich. Pędzić. Wspiąć się po cztery schodki na raz na 6-te piętro. Zapukać do drzwi. »Proszę szybko wejść« - wyszeptano mi. »Jest pan Francuzem? Bardzo się cieszę z pańskiej wizyty« (...)".

Mogłoby się wydawać się, że Duhamel nieco przesadził i udramatyzował akcję, zresztą podobnie, jak większość jego kolegów po fachu z zachodnich mediów, którzy próbowali kontaktować się z "wielkim szefem". Nie przesadził, o czym świadczy notatka naczelnika Wydziału III Dep. III ppłk. S. Stochaja z 2 lipca 1971 roku: "Za Dombem od 10 V 71 r. prowadzona jest ciągła obserwacja przez 24 godziny. Pociąga to poważne koszty operacyjne i naraża na dekonspirację pracowników Biura B i naszych zainteresowań przed figurantem. (...) Z uwagi na to, że decyzję odmowną odnośnie emigracji podjęto na prośbę organów KGB, proponujemy:

- przekazać załączoną notatkę organom KGB z prośbą o ponowne rozpatrzenie sprawy Domba i podjęcie pozytywnej decyzji o jego emigracji do Izraela,

- uważamy, że legalny wyjazd Domba do Izraela pozbawi go azylu politycznego, możliwości wykorzystania jego osoby do wrogiej propagandy przez ośrodki antykomunistyczne przeciwko PRL i ZSRR oraz wstrzyma zaplanowaną akcję antyradziecką i antypolską przez prasę francuską i izraelską". Z treści notatki wynika, że decyzję zablokowania wyjazdu Leopolda Treppera z Polski narzucili Rosjanie. Co więcej, funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa zdaje się zauważać absurd takiego postępowania, które w efekcie pociąga za sobą niepotrzebne komplikacje, jednocześnie dostarczając przeciwnikom argumentów wpływających negatywnie na wizerunek Polski w świecie. Kolejna, kilka miesięcy późniejsza notatka, tym razem z-cy dyrektora Departamentu III MSW płk. J. Pielasa z 18 X 1971 roku, dotycząca "rozważenia sprawy wyjazdu emigracyjnego Leopolda Domba vel Leiba Treppera", wyjaśnia znacznie pełniej tę dość niezrozumiałą sytuację: "Na emigrację Domba vel Treppera nie wyraziliśmy zgody na prośbę organów bezpieczeństwa ZSRR. Towarzysze radzieccy obawiają się, że Domb po wyemigrowaniu z Polski może przekazać ośrodkom dywersji na Zachodzie informacje o pracy wywiadu radzieckiego z okresu II wojny światowej, bądź szkalujące informacje z okresu pobytu w więzieniu w ZSRR. Również towarzysze z organów bezpieczeństwa NRD sugerują nie wyrażanie zgody na emigrację Domba vel Treppera (...). Wydaje się jednak, że niebezpieczeństwo przekazania przez niego istotniejszych informacji jest znikome, ponieważ aktualnych informacji nie posiada, a jeśli takowe posiadał, mógł je przekazać zainteresowanym ośrodkom podczas pobytu w Izraelu w 1966 r. oraz w czasie bezpośrednich kontaktów z przedstawicielami organizacji syjonistycznych. Biorąc pod uwagę zdecydowane stanowisko Domba vel Treppera odnośnie emigracji oraz szkody polityczne wynikające z prowadzonej na tle tej sprawy antypolskiej kampanii propagandowej na zachodzie, prosimy o wyrażenie zgody na podjęcie rozmów z kompetentnymi organami ZSRR w celu ponownego rozważenia sprawy emigracji wyżej wym.".

Aby zgoda taka została wydana, musiały minąć kolejne dwa lata. W tym czasie na Zachodzie powstały komitety społeczne, mające za zadanie wywieranie nacisku politycznego na Polskę w celu wypuszczenia z kraju Leopolda Treppera. Jego synowie prowadzili głodówki pod ambasadami PRL, protestując przeciwko "uwięzieniu" ojca. W końcu sprawa otarła się o Organizację Narodów Zjednoczonych. Politycy i intelektualiści europejscy wywodzący się z wielu ugrupowań, podpisywali się pod licznymi petycjami naciskając również na swoje rządy, by wpłynęły na zmianę decyzji władz polskich. Ostatecznie, w listopadzie 1973 roku Leopold Trepper uzyskał zgodę na wylot do Londynu, gdzie ze względu na pogarszający się stan zdrowia, miał poddać się leczeniu.

Lotnisko "Okęcie", listopad 1973 rok

69-letni Leopold Trepper wpatrując się z okien pasażerskiego Tupolewa w niknące w oddali zabudowania lotniska, po raz ostatni spojrzał na rozległą panoramę Warszawy. Pogrążył się w myślach, zastanawiając się nad swoim życiem. Po 3 latach od złożenia wniosku o wyjazd do Izraela, polskie władze zgodziły się na jego emigrację. W tym czasie przeżył osobisty dramat, choć przyznawał w duchu, że bywało gorzej... za swe zasługi dla Stalina 9 lat spędził na Łubiance, wcześniej prawie rok w paryskich katowniach gestapo, nie wspominając już o brytyjskim więzieniu w Palestynie. W czasie wojny ryzykował życiem codziennie, i zawsze udawało mu się wyjść cało z opresji. Również i tym razem, gdy przez ostatnich kilka lat pozostawał w areszcie domowym PRL-u, poddany inwigilacji, bez prawa opuszczenia kraju. To wszystko w sytuacji, kiedy masowo wypędzano ze starej ojczyzny nielicznych członków społeczności, której przewodniczył w ramach Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce. Jednak opuszczał swój kraj bez przekonania, wielokrotnie powtarzając, że tego wcale nie chce, lecz pragnienie połączenia się z rodziną, żoną i trójką synów zmuszonych wcześniej do emigracji, było silniejsze.

Ostatecznie spędził tu, pomiędzy 1957, a 1967 rokiem, dziesięć najszczęśliwszych i najspokojniejszych lat swojego życia. Mógł wreszcie poświęcić się działalności jakiej od zawsze pragnął. Wydawało mu się też, że raz na zawsze zerwał z mroczną przeszłością długo utrzymując ją w tajemnicy. Lecz demony owej przeszłości przebudziły się, uaktywniając automatycznie uśpiony w nim przez jakiś czas instynkt walki. Rok 1967 i następne sprawiły, że ponownie musiał podjąć kolejną w swym życiu grę, tym razem jednak nie tyle o życie, co o przetrwanie. Początkowo doświadczał losu własnej społeczności, przeciwko której, z inspiracji władz, miał występować potępiając choćby inwazję Izraela na państwa arabskie, zaś w trakcie apogeum antysemickiej nagonki fałszywie uspakajać Żydów w Polsce. Po raz pierwszy jednak nie podjął rzuconej mu w twarz rękawicy, czuł się zbyt stary i zbyt zmęczony, by walczyć. Nie widząc możliwości działania, zaczął usuwać się w cień.

Zrezygnował z pełnionej funkcji szefa TSKŻ, z kierowania wydawnictwem Jidysz Buch, wreszcie, pozbawiony został członkostwa w PZPR, choć nadal, mimo wielu rozczarowań systemem, czuł się ideowym komunistą. Rozumiał jednak, że dotychczasowe szykany miały związek z haniebną, gomułkowską kampanią antysemicką, której stał się ofiarą, jak większość mieszkających wówczas w Polsce Żydów. Był jeszcze jeden powód. Konsekwentnie go odrzucał nie wierząc, że jego działalność z czasów II wojny światowej nadal może mieć jakiekolwiek znaczenie. Tymczasem wszystko wskazywało na to, że mimo upływu prawie 30 lat jego szpiegowska przeszłość nie dawała o sobie zapomnieć. Miało to oczywiście i swoje dobre strony. Zwłaszcza od momentu, gdy odnalazł go przed laty w Warszawie młody francuski pisarz Gilles Perrault, przygotowujący obszerną publikację na temat "Czerwonej Orkiestry". Książka, której stał się głównym bohaterem, została wydana w 1967 roku i stała się na Zachodzie bestsellerem. Leopold Trepper, jako jej legendarny "wielki szef" został przywrócony światu. Nikt nie przewidział, że po pewnym czasie stanie się to jego przekleństwem, a jednocześnie właściwą i bezpośrednią przyczyną późniejszych problemów.

Zatopiony w swych myślach, nawet nie zauważył, gdy samolot osiągnął właściwy pułap sunąc ponad Europą, o czym oznajmił płynący z głośników ciepły głos stewardessy. Mężczyzna zapiął pasy, usiadł wygodnie poprawiając się w fotelu... Przypomniał sobie jeden z pierwszych swoich życiorysów, który musiał złożyć w 1957 roku starając się, jako repatriant, o powrót ze Związku Radzieckiego do Polski... "Ja, Trepper Leopold syn Zachariasza, urodziłem się w biednej żydowskiej rodzinie 23 II 1904 roku na Podhalu w Nowym Targu". Zaczął analizować w myślach wybory dokonane w młodości, które ostatecznie wpłynęły na jego późniejsze losy. Jak większość młodych Żydów aktywnie poszukiwał swojej tożsamości, tak narodowościowej, jak i światopoglądowej. Obie ukształtowała pospołu żydowska organizacja młodzieżowa Haszomer Hacair, oraz ruch robotniczy, z którym związał się po przeprowadzce z rodzinnego Nowego Targu do Dąbrowy Górniczej. W Zagłębiu wziął udział w strajkach, trafiając na "czarną listę" Policji Państwowej. Wówczas zdecydował się wyjechać do Palestyny, gdzie wstąpił do tamtejszej Partii Komunistycznej. Jako aktywny działacz zajmujący się agitacją wśród robotników, wkrótce popadł w konflikt z władzami brytyjskimi. W rezultacie ponownie musiał uciekać przed represjami, tym razem do Francji, gdzie przybył w 1929 roku. Wspinając się tam po szczeblach partyjnej kariery, został sekretarzem żydowskiej sekcji KPF.

Działał na tyle skutecznie, że mógł po pewnym czasie spełnić swoje młodzieńcze marzenie. W 1933 roku został delegowany do Moskwy, by podjąć naukę na Komunistycznym Uniwersytecie Mniejszości Narodowych Zachodu im. J. Marchlewskiego. Spędził tam kolejnych kilka lat, głównie rozczarowując się otaczającą go rzeczywistością. Jednak nie na tyle, by stracić wiarę w swoje ideały. Tym bardziej, że wkrótce Komintern postawił przed nim ambitną misję. Jako zaufany działacz miał zbadać źródło przecieków i wpadek po serii aresztowań przeprowadzonych przez policję francuską wśród tamtejszych komunistów. Zadanie to musiało być poprzedzone konsultacjami z ówczesnym szefem GRU - sowieckiego wywiadu zagranicznego - gen. Janem Berzinem. Kontakt ten okazał się kolejnym punktem przełomowym. Narodziła się wówczas między nimi nić sympatii i porozumienia. Zwłaszcza w jednej, kluczowej sprawie. Obaj dostrzegali widmo zbliżającej się konfrontacji z Hitlerem, choć w drugiej połowie lat 30., Stalin takiej opcji w ogóle nie dopuszczał. Co więcej, by uniknąć prowokacji, zakazał prowadzenia jakichkolwiek operacji szpiegowskich na terenie Niemiec. Mimo jednoznacznych wytycznych, gen. Berzin postanowił ustanowić pracującą na rzecz Moskwy sieć wywiadowczą skierowaną przeciwko III Rzeszy. Należało ją stworzyć niemal od podstaw i uśpić do czasu, gdy sytuacja będzie umożliwiała lub wymagała jej uaktywnienia. Organizacją struktur miał zająć się, mający już szerokie kontakty w całej Europie wśród członków międzynarodowego ruchu komunistycznego - Leopold Trepper.

Udało mu się to znakomicie. Potwierdzeniem niech będzie poniższy cytat z "Archiwum Mitrochina": "Do końca 1942 roku głównym systemem wywiadowczym, dostarczającym materiały z terenu Trzeciej Rzeszy i okupowanej Europy, była luźno skoordynowana nielegalna siatka wywiadowcza GRU, powiązana z pracującymi dla NKWD grupami Harnacka i Schulze-Boysena.(...) Zgodnie z aktami KGB w charakterze agentów współpracowało: 55 Niemców, 14 Francuzów, 5 Belgów, 13 Austriaków, Czechów, 6 Rosjan oraz 16 osób innych narodowości. Wedle tych samych akt najważniejszymi szefami siatki byli: sektor belgijski - Leopold Trepper, sektor niemiecki - Harro Shulze-Boysen, sektor francuski (z wyłączeniem Lyonu) Henry Robinson, Lyon Isidor Springer, sektor holenderski - Anton Winterinck, sektor szwajcarski - Sandor Rado. Mimo że po wojnie Trepper i Rado zostali skazani w Moskwie na 10 lat więzienia, sowieccy historycy przyznali, że materiały pochodzące od »Rote Kapelle«, były bardzo przydatne Armii Czerwonej". O dalszym ciągu historii "Czerwonej Orkiestry" napiszemy w następnym numerze.

Piotr Maszkowski

Dowiedz się więcej na temat: odkrywca | stalin | szpieg | Leopold Trepper | historia | Jan Berzin | GRU | Trepper

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje