Przez 50 lat tak też przedstawiano to wydarzenie w książkach. Jakieś 30 lat po wojnie Bolesław Jorkś napisał w liście do Zbigniewa Szumowskiego, znanego autora książek dotyczących walk o Poznań, ujawniając swoją osobę (Szumowski nie wymieniał go z nazwiska opisując w swojej pracy epizod z "Panterą") jako tę, która podprowadziła bezpiecznie rosyjskich czołgistów w pobliże zastawionej przez Niemców pułapki. W dowód wdzięczności otrzymał on nawet od dowódcy rosyjskiego czołgu radziecki plan Poznania w skali 1:15000 wydany w Moskwie w 1928 r. Wydawałoby się, że wszystko w tej sprawie zostało już wyjaśnione. A jednak?
Jakiś czas temu do Stowarzyszenia "Pomost" zgłosił się dawny mieszkaniec Wildy, Pan Wiktor Eckert, Polak mieszkający obecnie w Kanadzie, w celu zgłoszenia przypuszczalnej mogiły żołnierzy niemieckich w tamtym rejonie. Po dłuższej rozmowie, oczywiście na temat doskonale pamiętanych przez Pana Wiktora walk o Poznań w 1945 r. okazało się, że w czasie trwania ówczesnych wydarzeń mieszkał on w kamienicy, obok której zniszczona została "Pantera".
W wywiadzie, który niedługo potem z nim przeprowadziłem wspominał: - Jak myśmy ten kubeł (z nieczystościami ze schronu, w którym kryli się mieszkańcy wspomnianej kamienicy - przyp. M.K.) tylko parę kroków wynieśli to nastąpiła detonacja. Byliśmy wtedy od tego czołgu jakieś 10-12 metrów, tylko drewniana brama nas dzieliła. Wstrząs był potężny. Pobiegliśmy z powrotem do schronu i rano, gdy wyszedłem na ulicę, zobaczyłem jak podjechali Rosjanie i zaczęli ten czołg rozbrajać. Wcześniej, do rana go nie ruszali. Więc wynosili chleb wojskowy, wino i różne osobiste drobiazgi. Karabin wynieśli Mausera i od razu o ten czołg go rozbili, kolba pękła".
Z dalszej relacji pana Wiktora Eckerta wynikało również, że niemieccy czołgiści wypytali zawczasu gospodarza kamienicy o przejścia przez podwórka mogące służyć ewakuacji. Uciekając jednak tą drogą natknęli się na Rosjan i zostali zastrzeleni. Sama "Pantera" była w dobrym stanie, posiadała amunicję, a w środku nie było śladu eksplozji ani zwłok. Została więc najprawdopodobniej z jakiś nieznanych przyczyn (być może uszkodzeń lub awarii) opuszczona przez załogę jeszcze przed ostrzelaniem jej z IS-a, które to trafienie, zdaniem Wiktora Eckerta, odbiło się od niej jedynie rykoszetem.
Tak więc "Pantera" von Malotkiego przetrwała sześć dni walk o Festung Posen. Nieco dłużej (o jakieś 3-4 dni) działała druga "Pantera" Pancernej Rezerwy Uderzeniowej, wkrótce, na przełomie stycznia i lutego także wyłączona z akcji. Sam Hauptmann Wolfgang von Malotki w skutek odniesionej na Łęgach Dębińskich rany w nogę został 2 lutego 1945 r. ewakuowany z Poznania transportowym Ju-52.
Kilka lat temu, pracując nad książką o Pancernej Rezerwie Uderzeniowej udało mi się skontaktować z synem von Malotkiego, nieco powściągliwym w dzieleniu się informacjami i materiałami na temat wojennej przeszłości swego ojca. Dowiedziałem się, że były Hauptmann cierpiąc od siedmiu lat na chorobę Alzhaimera zmarł 12 lipca 2002 r. w Neustadt w Niemczech. Mimo wszystko poczułem pewien żal i rozczarowanie wynikający z faktu, iż zaledwie kilka lat zabrakło, by uszczegółowić historię Pancernej Rezerwy Uderzeniowej, ale przede wszystkim poznać nazwiska tych, którzy stanowili załogę "Pantery" z poznańskiej Wildy...
Maciej Karalus
Sprawdź: Tania książka, Oferty pracy Kraków, Praca Warszawa, Praca Wrocław, Praca Marketing






~facet
Ciekawy artykuł chociaż trochę pachnie dłuźyzną, szkoda że zabrakło miejsca na fotkę o której tyl...
dodaj komentarz »wszystkie wątki »