Jak już zostało wspomniane, nie dysponujemy na razie pierwotną dokumentacją, trop owej sprawy odnajdujemy w innej teczce zatytułowanej zupełnie niepozornie: "Korespondencja B, Wierni".
Zawiera ona cały szereg materiałów dotyczących opracowania tzw. faktologii, w tym wypadku nielegalnych organizacji, a więc całego podziemia niepodległościowego, pośród którego wymieszanych zostało również kilka grup Werwolfu. Z dokumentów wynika, że służby archiwalne SB, a więc Wydział II Biura C MSW w latach 70. i 80. starały się usystematyzować materiały wytworzone przez UBP i zweryfikować zawarte w nich treści w konfrontacji z dokumentami procesowymi poszczególnych spraw.
Wśród nich znalazł się również przypadek bystrzyckiego Werwolfu. W materiale oficer prowadzący analizując poszczególne fragmenty zeznań aresztowanych wówczas "Wilkołaków", doszedł do zaskakujących wniosków. Okazuje się bowiem, że ta niezwykle groźna grupa składała się z podrostków w wieku 15-19 lat. Głównym hersztem, jak pamiętamy, był zaledwie 18 letni Herbert Steiner, wspomniani również Mann i Exner byli jeszcze młodsi.
Chłopcy zaskakująco zgodnie zeznawali, że ich głównym celem było zorganizowanie powstania przeciwko Polakom, niszczenie torów i urządzeń fabrycznych, a także wymordowanie przywódców politycznych. 16 letni Erwin Mandel zeznał ponadto, że osobiście zabił 10 osadników, w tym 4 osobiście, zaś resztę przy współudziale kompanów z organizacji. Jego kolega Hans Leichter zeznał dodatkowo, że do Werwolfu przynależy 40 osób z okręgu Bystrzycy, do tej pory nieznanych "bezpiece".
Cóż, wszystko jak do tej pory układa się w logiczną całość, jednak sytuacja diametralnie się zmienia, gdy prześledzimy dalsze losy tej sprawy. Okazuje się bowiem, że już w czerwcu 1947 roku przebywający w areszcie podejrzani odwołali w Prokuraturze we Wrocławiu swoje zeznania. Twierdzili, że zostały one wymuszone siłą, byli bici i szantażowani. Co więcej, podpisali protokoły przesłuchań, których treści nie znali ze względu na brak znajomości języka polskiego. Ponadto przesłuchujący ich funkcjonariusze zapewnili, że gdy przyznają się do winy zostaną zwolnieni.
Najwyraźniej byli wiarygodni, gdyż 19 czerwca 1947 roku wrocławska prokuratura z powodu braku dowodów sprawę umorzyła, zaś podejrzanych zwolniono do domów. Wyroki utrzymano jedynie dla oskarżonych o posiadanie broni, choć zapewniali, że znaleźli ją po wojnie w lesie. Wobec powyższych faktów i braku jakiejkolwiek udokumentowanej działalności oficer prowadzący sprawę uznał, że Werwolf na terenie powiatu Bystrzyckiego nie istniał!
Mamy więc "twardy orzech do zgryzienia". Z jednej strony bowiem dysponujemy sporą ilością źródeł, oficjalnych dokumentów i akt poszczególnych spraw na ten sam temat i wytworzonych przez ten sam resort. Z drugiej, materiały ukazują nam różne punkty widzenia, co gorsze wzajemnie sobie przeczące.
Które źródła uznać za bardziej wiarygodne? Logika i warsztat nakazują uwzględnić wyższość nowszych ustaleń, lecz dopiero dotarcie do kompletu materiałów gwarantowałoby rozwikłanie tej skomplikowanej historii. Obecnie dysponujemy takimi możliwościami, działania jednak wymagają cierpliwości i konsekwencji, zwłaszcza, że podobnych spraw jest więcej. Uwzględnić należy cały szereg nakładających się na temat czynników, politycznych, propagandowych, statystycznych oraz oczywiście występujące błędy, wypaczenia i nadinterpretacje.
Niestety dość wąski temat ogólnie pojętego Werwolfu, mimo że interesujący i nośny medialnie od kilku dekad, do tej pory nie doczekał się kompleksowego opracowania. Jak się okazuje jest to niezwykle trudne zadanie, o wiele trudniejsze niż przed laty, a głównym problemem nie jest brak źródeł lecz ich nadmiar. Jak niejednoznaczny jest to temat niech świadczy fragment recenzji napisanej przez naczelnika Wydziału III Departamentu III MSW, do opiniowanego artykułu "Podziemie pohitlerowskie w Polsce Ludowej" Czesława Gołąbka i Ryszarda Tryca opublikowanego w Wojskowym Przeglądzie Historycznym z 1963 roku.
"O zorganizowanym podziemiu pohitlerowskim na ziemiach zachodnich po II wojnie światowej nie może być mowy, wynika to stąd, że nie istniały po kapitulacji III Rzeszy żadne ośrodki dyspozycyjne, finansujące lub zaopatrujące. Można natomiast mówić o różnych luźnych grupach pohitlerowskich nie związanych ze sobą, składających się przeważnie z byłych żołnierzy i oficerów Wehrmachtu SS i HJ" .
Piotr Maszkowski
Sprawdź: Oferty pracy Kraków, Praca Warszawa, Praca Wrocław, Praca Marketing





~mariner
Pisza je na ogol ludzie ktorzy nie wachali prochu a wojne znaja z filmow o Klosie.Maja przy tym "...
~ROMB
IPN zapewne udowodni, że żadnego wehrwolfu nie było, a to wsystko wymyślili ubecy. No cóż... Nie...
~ala
mialo za zadanie mordowanie Polakow a nie niemcow
oni byli impotrzebni w stosunkach ponad narodem...
~eMHa
W tej ,,nowej'' sytuacji politycznej nie wypada o Niemcach mówić źle.Trzeba się do nich mizdrzyć.
~Skuba
Gdyby okazało się, że za działalność antykomunistyczną w Wehrwolfie daje się teraz sowite odszkod...
dodaj komentarz »wszystkie wątki »