Przeklęte miasto, którego nie da się opuścić

Ktokolwiek się tutaj urodzi, musi już tu pozostać do śmierci. Ktokolwiek się tu przeprowadzi, nigdy już tego miejsca nie opuści. Witamy w Black Spring, malowniczym miasteczku w dolinie rzeki Hudson, prześladowanym przez wiedźmę z Black Rock, kobietę, która żyła w siedemnastym wieku i której usta oraz oczy są zaszyte. Milcząca, krąży po ulicach miasta i kiedy chce, wchodzi do domów, które sama sobie wybiera. Nocami bez końca wystaje przy dziecięcych łóżkach. Wszyscy wiedzą, że jeśli kiedykolwiek otworzy oczy, konsekwencje mogą być straszliwe…

Dorośli obywatele Black Spring dobrowolnie nałożyli na siebie kwarantannę, używają najnowocześniejszych technik, żeby nie dopuścić do ujawnienia klątwy, ciążącej nad miastem. Ale sfrustrowani taką sytuacją nastoletni chłopcy postanawiają złamać rygorystyczne zasady życia w Black Spring i sprzeciwić się bezustannej udręce. Jednak ich sprzeciw wkrótce pogrąży miasto w spirali średniowiecznych praktyk z zamierzchłej przeszłości...

Reklama

Błyskotliwy horror, stanowiący połączenie sensacyjnej akcji z okultystyczną tajemnicą z przeszłości.

Dla naszych internautów wraz z wydawnictwem Zysk i S-ka przygotowaliśmy kilka egzemplarzy książki, której autorem jest Thomas Olde Heuvelt. Aby zdobyć jeden z nich, wystarczy zmierzyć się z przedstawionym poniżej zadaniem konkursowym. Wcześniej polecamy lekturę fragmentu książki "Hex".

FRAGMENT KSIĄŻKI:

"Nagranie jest bez wątpienia szokujące. Obrazy są autentyczne, przetworzone cyfrowo z taśmy filmowej z lat sześćdziesiątych i - w przeciwieństwie do nagrań Tylera z GoPro - wywołują nostalgię za starymi filmami, do których nie mogą się nawet zbliżyć zdjęcia z Instagrama. Steve łapie się na tym, że instynktownie lubi takie na-grania, chociaż kolory są na nich sprane, a jego starszy syn nazwałby je totalnie archaicznymi. Ale Steve w tej chwili nie patrzy w monitor. Siedzi po drugiej stronie holu, obejmując ramieniem Jocelyn i wpatrując się w twarze Burta i Bammy Delarosów. Wie jednak, co znajduje się na nagraniach. Wszyscy ludzie w Black Spring to wiedzą. Tymi nagraniami ich indoktrynowano, większość z nich od wczesnego dzieciństwa. Steve jest zajadłym przeciwnikiem pokazy-wania tych fragmentów dzieciom z piątej klasy szkoły podstawowej Black Rock, kiedy więc przychodziła pora, żeby obejrzał je Tyler, a potem Matt, próbował temu zapobiec, tłumacząc, że jego dzieci są chore, jednak zagrożono mu wysoką grzywną. W Black Spring wszyscy bez wyjątku muszą się podporządkowywać postanowieniom Dekretu o stanie wyjątkowym.  

Wciąż pamięta te sytuacje, jakby się wydarzyły wczoraj: byli przy tym wszyscy rodzice i to było najstraszniejsze. Dla wielu dzieci chwile, w których obejrzały te zdjęcia, oznaczały moment, w którym weszły w dorosłość, i stało się to stanowczo zbyt wcześnie. Wszystko dzieje się w kwadratowym gabinecie lekarza rodzinnego. Katherine van Wyler zajmuje miejsce na krześle pośrodku pomieszczenia. Zdołali zmusić ją, żeby usiadła, korzystając z obroży z drutu kolczastego, normalnie wykorzystywanej, żeby zmuszać do posłuszeństwa niesforne psy. W pewnej odległości od krzesła stoi oficer z Pointu w tweedowej marynarce, Katherine wciąż ma na szyi obrożę. Dwaj inni mężczyźni stoją za nią z kijami gotowymi do uderzenia.  

Czarownica nie sprawia jednak wrażenia, jakby zamierzała dokądkolwiek uciekać. Czarownica z Black Rock nie porusza się.  

W gabinecie znajdują się jeszcze trzej inni mężczyźni: dwaj lekarze z Black Spring i kamerzysta, który komentuje rozgrywające się sceny głębokim głosem Waltera Cronkite’a. Lekarze nie wypowiadają ani jednego słowa. Nie trzeba przyglądać się im zbyt uważnie, żeby dostrzec, że po ich czołach spływa pot. Są skrajnie zdenerwowani. Klęczą tuż przed czarownicą, przenosząc ciężar cia-ła z jednej nogi na drugą, żeby znaleźć najwygodniejszą pozycję, a jednocześnie nie dotknąć kobiety. Jeden z nich ma w ręce parę pęset, a drugi przecinak do szwów.  

- Doktor McGee w tej chwili przystępuje do zdjęcia pierwszej nici z jej ust - rozlega się głos kamerzysty; można w nim usłyszeć strach i niepewność. Grim, Burt i Bammy (która nie chce tego oglądać, a jednak spogląda co chwilę na ekran) widzą, jak doktor McGee ostrożnie przesuwa pęsetą drżące, wyschnięte mięso w lewym rogu ust czarownicy i naciąga zewnętrzny szew. Następnie przesuwa po nim ostrzem noża i szew pęka jak gumka recepturka. Doktor odrobinę się cofa i zmienia pozycję. Wyciera pot z brwi. Katherine jak dotąd nie poruszyła się. Zakrzywiona, czarna nić wystaje z kącika jej ust, podobnie jak w czasach współczesnych. Widzimy, że kącik jej ust wyraźnie drży. Doktor McGee pochyla się znowu i nagle na jego twarzy pojawia się wyraz zdumienia. Drugi lekarz również przesuwa się bliżej czarownicy. Oficerowie z Pointu słyszą szept Katherine; nie zdają sobie sprawy, że od tego momentu znajdują się pod jej wpływem. 

- To był pierwszy szew - rozlega się głos, który na pewno nie należy do Waltera Cronkite’a, a McGee mruga oczami.  

Jeszcze raz przeciera brwi i unosi pęsetę, jednak tym razem jego ręka w połowie drogi zastyga i opada. Lekarz znowu się pochyla.

- Wszystko w porządku... doktorze McGee? - rozlega się głos kamerzysty, a lekarz reaguje na pytanie, niespodziewanie unosząc przecinak do szwów i z prędkością maszyny do szycia wbija go sobie w twarz, wielokrotnie, jakby nie chciał skończyć.   W ciągu następnych kilku sekund wszystko dzieje się jednocześnie. Chaos jest całkowity. Słychać wycie przenikające do szpiku kości. Kamera przewraca się, uderzając o ścianę, i nagle widzimy gabinet z perspektywy przyprawiającej o mdłości. Czarownica nie siedzi już na krześle, stoi za to w kącie pomieszczenia i widzimy jedynie dolną część jej ciała; reszty nie ogarnia obiektyw. Rozerwana obroża leży na podłodze. Leży także doktor McGee, w kałuży krwi, jego ciałem wstrząsają konwulsje. Widzimy również nogi drugiego lekarza tuż obok, a przynajmniej domyślamy się, że są to nogi drugiego lekarza. Oficerowie wrzeszczą i wybiegają z gabinetu co sił w nogach. Bammy Delarosa sprawia wrażenie, jakby chciała uczynić to samo; trzyma zaciśnięte dłonie przed twarzą i z trudem oddycha. Jej mąż wydaje się przeżywać zbyt wielki szok, żeby zdać sobie sprawę, że obserwuje wydarzenia, które naprawdę kiedyś się rozegrały.  

Odzywa się Robert Grim:  

- To był ostatni przypadek, kiedy służby wywiadowcze spróbowały położyć paluchy na czarownicy. Przerywa odtwarzanie i ekran macbooka robi się czarny.

* * *  

- Zginęło pięć osób - podsumował Pete.

- Dwaj lekarze na miejscu popełnili samobójstwo, a w tym samym czasie troje starszych ludzi po prostu padło martwych na ulicach Black Spring. Autopsje wykazały, że ich śmierć spowodowana została nagłym wylewem krwi do mózgu. Założono, że moment ich śmierci odpowiadał dokładnie momentowi, w którym lekarz przeciął szew na ustach Katherine.  

W barze hotelowym zapadła cisza. Steve popatrzył na wyświet­lacz swojego telefonu i zorientował się, że jest już piętnaście po trzeciej. Bammy, przytulona do Burta, drżała i płakała. Pozostali również mieli niezbyt tęgie miny.  

- Nie chcę wracać do tego domu, Burt! - krzyknęła Bammy.

- Nigdy nie chcę już tam wrócić.

- Spokojnie, spokojnie - wyszeptał Burt do jej ucha.

- Nie musisz tam wracać.

- Popatrzył na Grima.

- Proszę pana, jesteśmy strasznie przybici. Naprawdę doceniam, że wynajął nam pan pokój w tym hotelu, ale nie zamierzamy z żoną pozostać w Black Spring ani minuty dłużej. Ciśnie nam się na usta wiele pytań, ale one mogą poczekać. Gdy tylko moja żona uspokoi się na tyle, że będzie mogła prowadzić samochód, pojedziemy do przyjaciół na Manhattan i tam spędzimy resztę nocy. Jeśli Bammy nie zdoła prowadzić samochodu, wezwiemy taksówkę i pojedziemy do jakieś motelu w Newburghu. 

- Nie sądzę... - spróbował zareagować Pete, ale Burt nie do-puścił go do słowa.

- Jutro zatelefonuję do agenta nieruchomości. Przykro mi... że musicie żyć tutaj z tym wszystkim, ale... to nie dla nas. Wyprowadzamy się. 

- Obawiam się, że nic z tego - powiedział wreszcie Pete bardzo spokojnym głosem. Steve zdał sobie sprawę, że nawet Pete nie ma dość śmiałości, by spoglądać w oczy któremuś z małżonków.

Kiedy ostatnie słowa dotarły do Burta, wykrztusił pytanie:  

- Co pan chce przez to powiedzieć?  

- Mówił pan wcześniej o "waszym" wiejskim duchu i "waszej" czarownicy. Przykro mi, że muszę to teraz panu uzmysłowić, ale poczynając od dzisiejszej nocy, ten duch i czarownica to również wasz problem. Ona nie pozwoli wam stąd odjechać. Jesteście teraz mieszkańcami Black Spring. To oznacza, że miejscowa klątwa dotyczy również was.  

Ciszę, która zapadła, ośmielił się przerwać dopiero Robert Grim.

- Witamy w domu.

-Na jego twarzy pojawił się makabryczny uśmiech.

-Mamy tutaj naprawdę wiele atrakcji, wcale nie gorszych niż w wielkim mieście"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje