"Tropiciel złych historii". Rozmowa z Martinem Pollackiem

Martin Pollack to jeden z najbardziej rozpoznawalnych współczesnych austriackich intelektualistów. Książka "Śmierć w bunkrze", opowiadająca jego historię rodzinną, poświęcona ojcu pisarza, który był członkiem gestapo i zbrodniarzem wojennym, weszła już do kanonu literatury dotyczącej tożsamości, winy i odpowiedzialności, a autor stał się w Polsce symbolem etycznego i humanistycznego pisarstwa.

Jego osobiste i zawodowe związki z Polską trwają już ponad pięćdziesiąt lat. W związku z krytyką polityki PRL-owskich władz w latach osiemdziesiątych jako osoba niepożądana miał zakaz przekraczania polskiej granicy. Po upadku komunizmu przez kilka lat, do 1998 roku, był korespondentem "Der Spiegel" w Polsce. Po powrocie do Austrii pozostał przyjacielem i rzecznikiem Polski, czego wyraz daje w swojej działalności dziennikarskiej i translatorskiej - przełożył na niemiecki m.in. książki Ryszarda Kapuścińskiego, Mariusza Wilka, Andrzeja Bobkowskiego.

Reklama

W 2010 roku otrzymał Nagrodę im. Georga Dehio. W marcu 2011 roku odebrał Lipską Nagrodę Książkową na rzecz Porozumienia Europejskiego, a w 2012 został uhonorowany tytułem Ambasadora Nowej Europy. Jest także laureatem Nagrody im. Karla Dedeciusa przyznawanej najlepszym tłumaczom literatury polskiej na niemiecki i niemieckiej na polski oraz Nagrody Kulturalnej Górnej Austrii w dziedzinie literatury. W 2016 roku otrzymał Nagrodę Translatorską dla Tłumaczy Ryszarda Kapuścińskiego za całokształt twórczości translatorskiej.

Dla naszych internautów wraz z Wydawnictwem Czarne przygotowaliśmy kilka egzemplarzy książki. Aby zdobyć jeden z nich, wystarczy zmierzyć się z przedstawionym poniżej zadaniem konkursowym. Wcześniej polecamy lekturę fragmentu książki "Tropiciel złych historii".

FRAGMENTY KSIĄŻKI:

"Ciotka Pauline, siostra twojego dziadka, jak powiedziałeś, nie ma grobu w Słowenii, nie można nawet znaleźć miejsca, gdzie ją pochowano. To jedyna osoba w tej rodzinie, która nie była nazistką. Została przez ciebie zaledwie wspomniana w Śmierci w bunkrze. Opowiedz o niej.

Chciałbym o niej napisać książkę, ale dopiero zacząłem poszukiwania, jeszcze wielu rzeczy nie wiem. Tylko ona z ośmiorga rodzeństwa została w domu rodzinnym Bastów w Tüffer, jej młodszy brat umarł, reszta wyjechała, porozjeżdżała się w różne strony. Dziadek zamieszkał w Amstetten, dwie siostry przeniosły się do Zagrzebia - to najpierw była Chorwacja, która należała w czasach Habsburgów do korony węgierskiej, a potem królestwo Jugosławii. Jedna z nich poślubiła Żyda, ale on wcześnie umarł, już w 1914 roku, druga wyszła za mąż za Chorwata, profesora, po jego śmierci prowadziła sklep. Pauline wyszła za słoweńskiego nacjonalistę. [...]

Prawie zawsze pracuję ze zdjęciami, często najpierw mam zdjęcie. Właśnie tak jest z Pauline, mam jej różne fotografie. Zdjęcia prowadzą moją wyobraźnię, nierzadko dzięki nim zdobywam też informacje, pokazuję je, wysyłam, pytam, kto i co na nich jest. Mam na przykład zdjęcie Pauline z Drolcem, siedzących w grupie ludzi. Wysłałem je komuś, w ten sposób dowiedziałem się, kto tam jeszcze jest, bo wiedziałem tylko, że ten z lewej to ich pomocnik.

Ten z teczką, w kapeluszu?

Tak, a teraz wiem też, że nazywał się Franczek Kupec i jak mi powiedziano, był pomocnikiem u pani Pauline Bast. Góra z tyłu to jest Šmochor, niewysoka, 787 metrów, niedaleko Laška, czyli Tüffer, i jest kościół. Wydaje mi się, że to mogła być wycieczka, właściwie pielgrzymka tej grupy do kościoła. Na pewno w niedzielę, bo pracowali sześć dni w tygodniu. No i jest z nimi pan Drolc, mąż Pauline, organista, ważna osoba, na pewno opowiedział im wszystko o tym kościele, zrobili grupowe zdjęcie, a potem poszli do gasthausu, gospody.

Na odwrocie jest napisane: "pred cerkwiu stoi tri starodawne šmochorskie lipy" - koło kościoła rosną bardzo stare šmochorskie lipy, co jest ważne, bo konflikty narodowościowe sięgały nawet drzew. Niemcy z okazji świąt narodowych, rocznic sadzili dęby, nazywali je dębami Bismarcka, bo panował tam silny kult Żelaznego Kanclerza niemieckiego, Słoweńcy sadzili lipy. Pisałem o tym w Śmierci w bunkrze. Te lipy na zdjęciu są zresztą naprawdę bardzo stare, pewnie pamiętają jeszcze czasy tureckie. Następnym razem, kiedy będę w Lašku, pojadę w to miejsce, żeby wszystko dokładnie obejrzeć, ale też sprawdzić, co w tym gasthausie dają, czy dalej można tam dobrze zjeść. Kiedy coś opisuję, muszę wcześniej tego dotknąć, powąchać. To dla mnie bardzo ważne.

Co jeszcze wiesz o Pauline?

Dowiedziałem się, że w czasie wojny przestała wychodzić z domu. Czy się bała? Nie wiem, ale wtedy znowu zaczęły się konflikty - z jednej strony byli Niemcy, z drugiej już partyzanci. Zastrzelili na przykład niemieckiego burmistrza w samym środku miasta, przez okno w jego własnym domu. W odwecie Niemcy wzięli zakładników i też ich zastrzelili. To już były naprawdę nieciekawe czasy.

Poznałem ludzi, którzy mówili, że od 1941 czy 1942 roku Pauline można było zobaczyć tylko w jej własnym domu. [...]

Co się stało z Pauline? Nie ma tego w Śmierci w bunkrze.

Kiedy to pisałem, myślałem, że po prostu umarła. Jej grobu wprawdzie nie ma, ale nie ma w ogóle grobu Bastów. To typowe - pierwsze, co się niszczy na zajętych terenach, to obce groby. Dopiero później, już po ukazaniu się książki, pewien historyk z Grazu powiedział mi: "Pan pisze, że ciotka Pauline umarła, ale to nie była śmierć naturalna, ona została zabrana przez partyzantów do Hrastovca, do obozu, i stamtąd już nie wyszła. Pochowano ją gdzieś anonimowo, nie wiadomo gdzie".

Na tych terenach taka sytuacja często się powtarzała, wojna już się skończyła, ale byli tam partyzanci, rozstrzeliwano ludzi. Doszło do masowej ucieczki Niemców z Jugosławii, serbskich czetników, tych serbskich faszystów, chorwackich ustaszy, chorwackich faszystów, domobrańców słoweńskich, antykomunistów.

Bardzo ciężki okres dla nich, dla Niemców i dla Słoweńców, antykomunistów.

To był czas tych masowych grobów, których w samej Słowenii jest ponad sześćset, leżą w nich setki tysięcy ludzi.

Opisujesz to w Skażonych krajobrazach.

Tak, mam album Huda Jama, w którym jest zdjęcie masowego grobu w Lašku, leżą tam głównie Słoweńcy, domobrańcy, ale też Niemcy. A więc do domu Pauline pewnego dnia przyszli partyzanci Tity, komuniści, którzy wtedy byli panami.

Mamy rok 1945...

Tak, przyszli i zabrali starszą panią, Pauline. Co Drolc na to, nie wiemy, ale trzeba powiedzieć, że on nie miał też nic do gadania. A więc zabrali ją, wylądowała w obozie koncentracyjnym w Hrastovcu i w ciągu paru miesięcy umarła, chyba nie została zabita, po prostu umarła z wyczerpania albo na jakąś chorobę, bo warunki w tym obozie były straszne, ludzi bito i tak dalej.

Zabrali ją, bo była Niemką?

Tak, w tym czasie często zabierali też kogoś dlatego, że coś posiadał. To trochę jak w Polsce - Żyda zabili, bo był Żydem, ale też dlatego, że miał mieszkanie, dom, złoto.

W Lašku najpierw Niemcy tak robili, ktoś jeden coś tam zawinił, a rozstrzeliwali całą rodzinę. Potem przyszli komuniści, którzy nie byli lepsi.

Pauline pochodziła z rodziny nazistowskiej, co na pewno nie pomagało. Pytałem ludzi, czy ona coś mówiła przeciwko Słoweńcom, odpowiadali, że nie, skąd, przecież wyszła za mąż za Słoweńca, nacjonalistę. Była miła dla wszystkich, na zdjęciu siedzi wśród Słoweńców, uśmiechnięta."

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje