Na granicy posesji prezesa łabiszyńskiej sekcji Polskiego Związku Hodowców Gołębi w Załachowie pod Łabiszynem postawiono klatkę-zapadnię z 2 gołąbkami, jako wabikami, żeby eliminować z naturalnego obszaru łownego drapieżne ptaki. Powód jest taki, że jastrzębie, czy też sokoły z nadnoteckich bagien polują m.in. na gołębie pocztowe.

Zdjęcie

Pułapka na jastrzębie wzbudza szereg kontrowersji/fot. Karol Gapiński Pułapka na jastrzębie wzbudza szereg kontrowersji/fot. Karol Gapiński /Tygodnik Pałuki
Pułapka na jastrzębie wzbudza szereg kontrowersji/fot. Karol Gapiński Pułapka na jastrzębie wzbudza szereg kontrowersji/fot. Karol Gapiński
/Tygodnik Pałuki
Zbudowana w Załachowie klatka-pułapka na drapieżne ptaki ma podwójne dno. Na dole trzymane są 2 gołąbki, a u góry znajduje się przestrzeń, w którą ma wpaść atakujący ptak drapieżny. Wskutek takiego ataku strąca on podpórkę utrzymującą właz i zostaje uwięziony.

Nie wiadomo, jaki czas ptak spędza w takim zamknięciu nim konstruktor klatki wypuści go z pułapki. Dodajmy, że przez cały ten czas drapieżnika od gołębi-wabików dzielą centymetry.

Reklama

Pułapka w Załachowie znajduje się na granicy posesji Witolda Laubego, prezesa łabiszyńskiego oddziału Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych. Hodowca ten jest najbardziej utytułowanym gołębiarzem w powiecie żnińskim i jednym z najlepszych w kraju.

- Myślę, że to, iż ktoś wnosi uwagi w tym temacie, to czysta zazdrość. Nasz kolega z Załachowa to za zeszły rok mistrz oddziału, mistrz okręgu i 5 zawodnik w kraju w lotach gołębi pocztowych. Koszt ptaka przekracza zwykle 1.000 zł, a najlepsze okazy osiągają kilkaset tysięcy złotych. Trudno się dziwić, że hodowcy nie chcą tych okazów narażać na ataki drapieżników - broni racji gołębiarzy prezes sekcji barcińskiej związku Józef Kowalczyk.

Dodaje on, że wypuszczony z takiej klatki ptak drapieżny już z reguły nie wraca na dawny teren łowiecki, gdyż nabiera do tego terenu uprzedzeń. Prezes hodowców barcińskich dodaje, że słyszał, iż podobne pułapki na drapieżniki są stosowane i przez innych hodowców gołębi. Sam jednak takich przypadków nie zna.

- Nadnoteckie łąki to naturalne środowisko różnorodnej fauny. W tym ptaków drapieżnych. Uważam, że to hodowcy gołębi są tutaj intruzami, a nie na odwrót - mówi Janina Drążek, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego w Barcinie. W wydanej ostatnio pracy zbiorowej naukowców Nad rzeką Noteć, w załączniku nr 3 na str. 209 i 213 Piotr Indykiewicz określa jastrzębie jako gatunek pod ścisła ochroną, będący między Barcinem i Łabiszynem wzdłuż Noteci na wyginięciu. Podobny status mają sokół wędrowny, pustułka i krogulec. Natomiast myszołów i myszołów włochaty, które jednak nie polują raczej na gołębie, mają status gatunku chronionego.

Skontaktowaliśmy się z małżonką prezesa łabiszyńskiej sekcji związku (prezesa w zeszłym tygodniu nie było w domu) Beatą Laube.

- Mąż jest zbyt poważnym hodowcą, żeby się bawić we tego typu klatki. Gołębiarzy w Łabiszynie jest kilkudziesięciu. Ktoś - podejrzewam, że z czystej złośliwości - coś takiego postawił na granicy naszej działki. To jest zwykła zazdrość. Gdyby mąż wiedział czyja, to z pewnością sprawę skierowałby do sądu. Nas na dopilnowanie takich gołębi-wabików po prostu nie byłoby stać z powodów czysto praktycznych. Otóż gros czasu spędzamy za granicą, a ktoś musiałby dokarmiać te gołąbki-wabiki. Ja za męża ręczę - powiedziała Beata Laube.

Sprawą zainteresowała się wiceprezes Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami Animals oddział w Bydgoszczy Czesława Prusińska.

- Uważam, że w takich przypadkach powinny interweniować władze gminy, a także policja. Przecież te gołąbki umieszczone tam na wabia, choćby nawet miały dostarczaną wodę i pokarm, i tak odczuwają stres w związku z atakiem jastrzębia, czy innego drapieżnika - powiedziała pani wiceprezes i zadzwoniła w związku z tą sprawą z zapytaniem do burmistrza Jacka Idziego Kaczmarka. - Wysłałem inspektora z referatu ochrony środowiska, który ma rzecz zbadać i opracować raport. To było moje polecenie służbowe w związku z interwencją "Animalsów". Oczywiście ktoś nad tą klatką czuwa, choć pan Witold Laube - jak wynika z mojej wiedzy - przebywa z małżonką pracując poza granicami kraju. Będziemy monitorowali tę sprawę - powiedział burmistrz.

Komisarz Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie, przekazał nam, że nie ma znaczenia, czy schwytany w pułapkę dziko żyjący ptak w konsekwencji traci życie, czy też zostaje wypuszczony na wolność. - Za to, że pułapka umieszczona jest na danym obszarze, przynajmniej teoretycznie odpowiada właściciel tego terenu. Jeśli wpłynie do nas oficjalne zgłoszenie w tej sprawie, to będziemy ścigali osoby odpowiedzialne za taki proceder - powiedział Krzysztof Jaźwiński.

Karol Gapiński

Artykuł pochodzi z kategorii: WIADOMOŚCI LOKALNE

Tygodnik Pałuki